Wysokie koszty pożarów w Rosji
450 mld rubli (45 mld zł) albo 1 proc. PKB - tyle w tym roku będą kosztowały rosyjską gospodarkę trwające od lipca gigantyczne pożary. Szacunki opublikował wczorajszy "Kommiersant".
Rosyjski dziennik podkreśla, że to wyłącznie koszty krótkoterminowe. Cena, jaką Rosja zapłaci choćby za utratę rynków zagranicznych w następstwie wprowadzania embarga na eksport zboża czy dramatyczne zniszczenie środowiska naturalnego, będzie jeszcze wyższa.
- W sumie może to nas kosztować więcej niż likwidacja skutków wycieku ropy w Zatoce Meksykańskiej - mówił ekonomista Władimir Zacharow. BP do tej pory wydało na ten cel 6,1 mld dol.
Analitycy HSBC i Urałsibu, z którymi rozmawiał "Kommiersant", oszacowali, że kataklizm obniży tegoroczny wzrost PKB o 1 pkt proc.
- Udział sektora rolnego w produkcie krajowym Rosji to 4 proc., a oczekujemy 30-proc. skurczenia się tego segmentu gospodarki - tłumaczył te szacunki Władimir Tichomirow z Urałsibu.
Na oficjalne dane trzeba będzie poczekać do końca roku, choć pierwsze wnioski będzie można wysnuć w przyszłym tygodniu, gdy rosyjski urząd statystyczny Rosstat opublikuje dane dotyczące lipcowej dynamiki produkcji.
Gdy eksperci zaczynają szacować skutki pożarów, upałów i suszy, coraz głośniej słychać krytykę płynącą pod adresem władz.
- To, co się stało, jest rezultatem krótkowzrocznej strategii gospodarczej. Osuszaliśmy błota pod budowy, nie myśląc o efektach - komentuje Zacharow na łamach poczytnego dziennika.
Według dwóch sondaży, przeprowadzonych przez socjologów z instytutu WCIOM oraz Centrum Lewady, akceptacja dla rządzących spadła do niespotykanych od dawna poziomów. Premiera Władimira Putina popiera dziś 47 - 48 proc., a prezydenta Dmitrija Miedwiediewa - 39 proc.
W tej sytuacji rządzący stawiają na PR. Wczoraj Putin osobiście zasiadł za sterami samolotu amfibii Be-200. Jako drugi pilot sterował poborem wody z Oki i spuszczeniem jej na ogniska pożarów pod Riazaniem. W sumie maszyna z premierem na pokładzie wykonała dwa loty. Władze ogłosiły też kolejne dymisje. Stanowisko stracił wczoraj szef leśnictwa w obwodzie moskiewskim Siergiej Gordiejczenko. Coraz ostrzejsza krytyka spotyka też mera Moskwy Jurija Łużkowa, który nie wrócił na czas z urlopu.
Michał Potocki
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu