Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Świat

Grecja skacze na bungee

Ten tekst przeczytasz w 8 minut

Po pół roku reformowania kraju są pierwsze efekty

W tym roku tylko najodważniejsi decydują się spędzić wakacje w Grecji. Niedawny strajk kierowców ciężarówek na kilka dni odciął kraj od dostaw paliwa i żywności. Protesty marynarzy wystraszały statki wycieczkowe, a budżetówka urządziła szósty strajk generalny w tym roku, wściekła na rząd za serię podwyżek podatków, głębokie cięcia płac i emerytur. A do tego wszystkiego do miasta przyjechała "trojka".

Przedstawiciele Międzynarodowego Funduszu Walutowego, Komisji Europejskiej i Europejskiego Banku Centralnego wybrali się do Aten, by sprawdzić postępy we wprowadzaniu ostrego pakietu oszczędnościowego. Socjalistyczny rząd Georgiosa Papandreu zgodził się zacząć reformy w zamian za wynoszącą 110 mld euro pożyczkę od MFW i strefy euro, która uratowała kraj przed bankructwem.

Pierwsze oceny są pozytywne. Grecja, która zapracowała na swoją reputację rozpasaniem w wydatkach publicznych, kreatywną księgowością, korupcją i niewydajnością, zaczyna się przeobrażać. Trwa bolesna reforma fiskalna, a niektóre z kluczowych reform, jak przebudowa systemu emerytalnego, zostały przyjęte przez parlament. Rząd podejmuje też wstępne próby, by znieść liczne koncesje uniemożliwiające stworzenie konkurencyjnej i wydajnej gospodarki. - W ciągu ostatnich sześciu miesięcy Grecy przeskoczyli jeden wiek - mówi Elena Panaritis, deputowana rządzącego PASOK-u i była ekonomistka Banku Światowego.

Nasila się przekonanie, że kryzys wytworzył niepowtarzalną szansę na zreformowanie gospodarki i zdobycie społecznego przyzwolenia na daleko idące zmiany. - To rewolucja. Dzieje się to, co powinno się wydarzyć 30 lat temu - mówi wiceprezes greckiej grupy bankowej EFG Eurobank Nikos Karamuzis. Jednak wciąż obecny jest strach, że sprawy mogą pójść w złym kierunku. - To jak skok na bungee - mówi jeden z greckich urzędników. - Nie jesteś do końca pewny, czy lina pociągnie cię do góry.

Rząd jest przekonany, że może nawet z nawiązką spełnić cele wyznaczone w memorandum podpisanym z MFW, które nakłada na niego obowiązek ograniczenia deficytu budżetowego z 13,6 proc. PKB w ubiegłym roku do 8,1 proc. w tym roku. W pierwszym półroczu udało się zredukować deficyt o 45 proc. (a deficyt podstawowy, z wyłączeniem odsetek, o 64 proc.), podczas gdy cel na ten rok wynosił 40 proc. - Przeprowadziliśmy analizę najgorszego scenariusza zarówno po stronie wydatków, jak i przychodów i mamy wystarczający margines, by do końca roku osiągnąć deficyt na poziomie 8,1 proc. - zapewnia minister finansów Georgios Papakonstantinu.

Te dobre rezultaty są przede wszystkim wynikiem cięcia płac i emerytur. Nie udało się jednak zwiększyć przychodów, mimo znaczącej podwyżki akcyzy i VAT, zaś część redukcji wydatków to efekt opóźnienia płatności dla dostawców i inwestycji kapitałowych.

Efekt dotychczasowych reform strukturalnych też wygląda dobrze. Liczba samorządów miejskich została ograniczona, co obniżyło koszty ich działalności. Scentralizowano płace sektora publicznego, fundusz stabilności finansowej dla banków jest prawie gotowy. Najważniejsza jest jednak reforma emerytur - a przed nią cofnęła się nawet junta, która rządziła krajem w latach 1967 - 1974.

Epoka, w której można było przejść na emeryturę w wieku 50 lat. z pełnymi przywilejami, należy już do przeszłości; Grecy będą musieli pracować do 65. roku życia i przez 40 lat opłacać składki w całości. Mimo gniewnych pomruków ze strony strajkujących nastroje społeczne są raczej ponure niż rewolucyjne. - Uderzające jest to, że nie ma realnego oporu przeciwko temu, co robimy. Ludzie zdają sobie sprawę z prawdziwej potrzeby zmiany - przekonuje minister Papakonstantinu.

Socjalistom sprzyja też kryzys, w jaki popadła Nowa Demokracja, największe opozycyjne ugrupowanie. Wszyscy wytykają jej to, że to właśnie prawicowy rząd Kostasa Karamanlisa pozostawił gospodarkę w ruinie, że zamiast reformować wolał manipulować statystykami i fałszować poziom wydatków publicznych. Na razie ND krytykuje wszystko, co proponuje PASOK, ale to się może zmienić. - Ostatecznie głosowaliśmy za około połową z proponowanych rozwiązań. Myślę, że możemy osiągnąć minimalny poziom porozumienia z PASOK-iem - mówi jeden z liderów Nowej Demokracji Kyriakos Mitostakis.

Będzie ku temu sposobność. Duże cięcia w zatrudnieniu wciąż są przed Grecją, podobnie jak prawdziwie trudne testy woli politycznej. Nie ulegając kierowcom ciężarówek, rząd wysłał jasny sygnał, że chce rozbić splątane interesy starego porządku - około 70 zamkniętych kast i karteli, nie tylko kierowców i marynarzy, ale również prawników i lekarzy, inżynierów budownictwa i farmaceutów, z których wszyscy pobierają zawyżone opłaty za swoje usługi i są chronieni przed konkurencją przez prawo. - To twardy rdzeń państwa, a ci ludzie mają swoje wpływy - mówi Jannis Sturnaras. Jego ośrodek analityczny IOBE szacuje, że pełna liberalizacja tak zwanych zamkniętych profesji mogłaby zwiększyć PKB o 13,2 pkt proc.

Zwolennicy starego porządku mają jednak potężne wpływy. - We wszystkich partiach są reprezentanci zorganizowanych grup interesów, którzy próbują zagwarantować im, że żadna reforma nie zostanie nigdy wdrożona - mówi Mitsotakis. Najprostszym sposobem działania dla Papandreu byłoby przedstawienie tych ludzi jako pijawek unikających płacenia podatków, a jednocześnie nakładających daninę na społeczeństwo. Wymaga to zarówno determinacji, jak i umiejętności taktycznych najwyższej próby. - Papandreu jest otoczony przez ludzi, którzy tworzą problemy przy każdej próbie ich rozwiązania - mówi polityk PASOK-u.

Dlatego premier Papandreu niemal z pewnością dokona zmian w rządzie - zapewne po listopadowych wyborach samorządowych, które PASOK może przegrać. W przeprowadzaniu reform sięgnie też po cudzoziemców. Wiadomo, że będą oni doradzać przy sprzedaży państwowych grup bankowych, audytorzy z globalnych firm księgowych tworzą już stałe komórki przy szpitalach i funduszach emerytalnych.

- Jeżeli się nad tym zastanowić, to jesteśmy w tym miejscu, w którym jesteśmy, z powodu słabości instytucjonalnej - mówi Sturnaras. - Musimy sięgać po pomoc z zewnątrz, ponieważ służba cywilna i bank centralny nie są w stanie wystawić właściwych ludzi do zarządzania zmianami - tłumaczy.

Grecja ma jednak swoje atuty. W przeciwieństwie do hiszpańskiego premiera Jose Luisa Zapatero, który walczy ze skutkami bańki kredytowej i nieruchomościowej, Papandreu jest na początku swojej kadencji.

@RY1@i02/2010/152/i02.2010.152.000.0017.001.jpg@RY2@

Fot. AP

Protesty społeczne ucichły, Grecy zdają sobie sprawę, że zmiany są nieuchronne

Tłum. TK

© The Financial Times Limited 2010. All Rights Reserved

David Gardner

Kerin Hope

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.