Wall Street odwraca się od Obamy
Barack Obama może słono zapłacić za przeforsowanie reformy regulacji finansowych. Finansiści z Wall Street, którzy wspierali dotacjami Demokratów, na kilka miesięcy przed wyborami do Kongresu przerzucają sympatię na Republikanów.
W trakcie kampanii prezydenckiej dotacje z Wall Street dla Obamy sięgnęły rekordowego poziomu 15 mln dolarów. Ale obarczanie bankierów winą za kryzys i przyjęta przed kilkunastoma dniami ustawa nakładająca ostrzejsze regulacje na instytucje finansowe zrobiły swoje. - Szefowie z Wall Street czują się jak odrzucona kochanka - mówi "The Wall Street Journal" Paul Equale, który zajmuje się lobbowaniem w Waszyngtonie na rzecz sektora finansowego. - Wall Street zawiodło się na Obamie bardziej niż przeciętny obywatel - było zachwycone prezydentem i jego obietnicami zmian, ale teraz widzi 10-proc. bezrobocie, gospodarkę w stagnacji i prezydenta forsującego reformę regulacji finansowych, która dramatycznie zaszkodzi interesom wielkiego biznesu - mówi "DGP" Brian Darling z Heritage Foundation. W efekcie Wall Street przekazuje Demokratom coraz mniej funduszy.
W 2008 r. wśród 10 największych donatorów Partii Demokratycznej było pięć firm z Wall Street, dziś jest tylko jedna - inwestycyjna Capital Group Cos. Dwa lata temu pracownicy Goldman Sachs przekazali na rzecz Obamy 1,1 mln dolarów, podczas gdy na tegoroczną kampanię do Kongresu tylko 100 tys. W zeszłym roku 58 proc. dotacji z sześciu największych firm finansowych - Bank of America, Citigroup, Wells Fargo, Goldman Sachs Group, JP Morgan Chase i Morgan Stanley - trafiło do Demokratów, dziś jest to 51 proc.
Gra idzie o dziesiątki milionów dolarów, które mogą znacznie ułatwić zwycięstwo w listopadowych wyborach, a w konsekwencji położyć grunt pod reelekcję prezydenta. Aby mieć większość w Izbie Reprezentantów, Republikanie muszą zdobyć 39 miejsc, a w Senacie - 10. Choć wyborcy popierają nałożone na Wall Street regulacje, słaby stan gospodarki powoduje, że coraz bardziej odwracają się od rządzących. Według opublikowanego we wtorek sondażu Reuters/Ipsos na Republikanów zamierza głosować 46 proc. zarejestrowanych wyborców, na Demokratów - 44 proc. W porównaniu z prezydenckim triumfem Obamy z 2008 r. zwrot jest wyraźny. - Spadek dotacji może wpłynąć na wynik wyborów. Poza tym, co ważniejsze, jeśli Obama utraci poparcie Wall Street, straci też głosy wyborców niezależnych - mówi Darling.
Zdając sobie sprawę z potencjalnych konsekwencji, Demokraci zaczęli w tym roku wcześniej zbierać pieniądze na kampanię. We wtorek Obama uczestniczył w wyborczej kolacji w Waszyngtonie, wczoraj miał być na dwóch niemal prywatnych spotkaniach w Nowym Jorku, na które wstęp kosztował 30,4 tys. dolarów. W następnych tygodniach będzie w Atlancie, Chicago i Teksasie. Według danych z początku lipca Demokraci zebrali 34 mln dolarów, a Republikanie - 17. Ale demokratyczni fundraiserzy przyznają anonimowo, że regulacje sektora finansowego ograniczyły liczbę spotkań w Nowym Jorku, bo czołowe postaci z Wall Street są coraz mniej chętne, by w nich uczestniczyć.
współpraca mk
Bartłomiej Niedziński
bartlomiej.niedzinski@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu