Baron ociepla wizerunek dyktatora
Przyciągnięcie zagranicznych inwestycji jest niezwykle trudne, jeśli państwo określa się je mianem ostatniej dyktatury w Europie. Tak jak Białoruś, która - by poprawić swoje notowania - wynajmuje do pomocy brytyjską firmę PR.
Peter Selwyn Gummer, noszący tytuł barona Chadlington, szefuje firmie Huntsworth świadczącej usługi PR, zwłaszcza w zakresie prywatyzacji.
A właśnie na tym najbardziej zależy białoruskiemu rządowi pozbawionemu wskutek konfliktu z Kremlem rosyjskich dotacji. Pomocy w tej dziedzinie udziela Białorusi także imperium Rothschildów, które w 2009 r. pośredniczyło w sprzedaży Białprambudbanku Rosjanom.
- Grayling (spółka córka firmy Huntsworth - red.) rozmawia z rządem na temat jego programu prywatyzyjnego i pozytywnego klimatu inwestycyjnego w kraju - przyznaje w rozmowie z nami Stephen Lock, dyrektor Graylinga na Europę Wschodnią. Zastrzega jednocześnie, że żaden kontrakt nie został do tej pory zawarty.
Wcześniej baron Chadlington mówił białoruskiej telewizji, że jego eksperci analizują właśnie stan krajowej gospodarki. - To się może udać, jeżeli za reklamą pójdą czyny i Białoruś da inwestorom wolną rękę w nowo kupionych spółkach - mówi nam Jewgienij Minczenko, rosyjski specjalista od marketingu politycznego.
Sprzedaż państwowych zakładów ma być receptą na malejące rezerwy walutowe (obecnie tylko 6 mld dol.). Rząd jest zdesperowany. Na listę zakładów do sprzedaży wpisał właśnie Biełaruśkali, wytwórcę 1/8 światowej produkcji nawozów potasowych i ważne źródło dewiz. W pierwszym półroczu 2010 r. dochody z prywatyzacji osiągnęły poziom 1,8 bln rubli (2 mld zł), z których jednak aż 99,9 proc. to zysk z jednej transkacji - sprzedaży Gazpromowi 12,5 proc. akcji Biełtranshazu. Pozostałe 1,3 mld rubli (1,4 mln zł) to wyjątkowo mizerny wynik.
PR-owskie wysiłki barona Chadlingtona to część szerszej strategii białoruskich władz. Na początku lipca rząd zapowiedział ofensywę na rzecz wprowadzenia Białorusi do pierwszej trzydziestki rankingu Doing Business, listy państw, w których najłatwiej robić interesy (obecnie Białoruś zajmuje 58. miejsce). W tym celu władze chcą uprościć niebywale skomplikowany system podatkowy, obniżyć obciążenia i wprowadzić elektroniczny system celny, dzięki czemu czas potrzebny na oclenie towaru skróci się z sześciu do pół godziny.
Mińsk już raz, trzy lata temu, korzystał z usług PR-owca, również brytyjskiego arystokraty - Timothy’ego Bella. Lord Bell, polecony Łukaszence przez swojego przyjaciela, rosyjskiego oligarchę Borysa Bieriezowskiego, nie sprawdził się jednak. Próby zmiany image’u prezydenta jako ostatniego dyktatora Europy spaliły na panewce. Załatwiane przez Bella rozmowy Łukaszenki z zachodnimi mediami jeszcze utrwalały jego niekorzystny wizerunek.
@RY1@i02/2010/145/i02.2010.145.000.010a.001.jpg@RY2@
Fot. ITAR TASS/Forum
Łukaszenka przekonuje, że jego Białoruś to dobry kraj dla inwestycji
Michał Potocki
michal.potocki@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu