Finlandia rajem dla rosyjskiego półświatka
Za sprawą szalenie liberalnych przepisów Finlandia stała się mekką gangów piorących brudne pieniądze. Policja apeluje o ich szybką zmianę.
- Jeśli podejrzany samodzielnie pierze zdobyte przez siebie pieniądze, nie można go za to ścigać ani skonfiskować środków. Możemy tylko ukarać go za przestępstwo, dzięki któremu zdobył te środki - tłumaczy w rozmowie z "DGP" Laura Kuitunen z Narodowego Biura Śledczego. - Ale gdyby sprawca przekazał mi te pieniądze i to ja próbowałabym je zalegalizować, wówczas mogłabym za to odpowiedzieć - dodaje.
Furtkę prawną odkryli zagraniczni kryminaliści. Według ekonomicznego dziennika "Kauppalehti", który opisał cały proceder, prym wiodą gangsterzy z rosyjskimi paszportami, choć oficjalne statystyki mówią jedynie o 400 rosyjskich przypadkach.
W grę wchodzi 300 mln euro rocznie. Od 2007 r. liczba zgłaszanych przypadków podejrzanych inwestycji wzrosła o 59 proc. W zależności od celu chodzi o transakcje dokonywane po podejrzanie wysokiej lub podejrzanie niskiej cenie. W większości dotyczyły one branży nieruchomości na południowo-wschodnim wybrzeżu kraju. W niektórych gminach w Karelii Południowej ponad połowa inwestycji turystycznych została opłacona z rosyjskich pieniędzy. Z Petersburga - jednego z centrów rosyjskiej przestępczości zorganizowanej - do granicy jest zaledwie 200 km.
- Nie wszystkie rosyjskie inwestycje są podejrzane - zastrzega Laura Kuitunen. - Jednak to naturalne, że więcej przypadków prania pieniędzy dotyczy obywateli sąsiedniej Rosji czy Szwecji niż np. Niemiec - dodaje.
Fińskie organy ścigania apelują o dostosowanie prawa do zachodnich standardów. W większości krajów UE pranie pieniędzy jest przestępstwem samym w sobie. - W Polsce w przypadku nieujawnienia źródeł dochodu są nakładane karne stawki podatkowe. Podobne regulacje obowiązują też m.in. na Wyspach Brytyjskich - mówi nam Dominik Piesiewicz, prezes CEEC Institute zajmującego się badaniem prawnych aspektów prania brudnych pieniędzy. Co prawda podobne do fińskich przepisy obowiązują w pozostałych krajach nordyckich, a także w Niemczech i we Włoszech, jednak to Finlandia, jako kraj o najdłuższej granicy z Rosją, jest uznawana za kraj frontowy.
Niespodziewanym adwersarzem policji w tej sprawie okazał się jednak... resort sprawiedliwości. Specjalna komisja, którą utworzono w ramach ministerstwa, orzekła niedawno, że zmiany w przepisach są bezcelowe. - Byłoby to powtórne karanie za to samo. Karać trzeba za kradzież kiełbaski, a nie za jej zjedzenie - tłumaczył "Kauppalehti" Asko Vaelimaa z ministerstwa sprawiedliwości. - Próbujemy przekonać panią minister do zmiany zdania - zapewnia Laura Kuitunen.
"Kogo z nas obchodzi pranie brudnych pieniędzy na niewielką skalę? Najważniejsze, że rosyjski klient wręcza kasjerkom w eleganckich centrach handlowych wystarczającą sumę euro" - sarkastycznie skomentowała przepychanki na szczytach władzy gazeta "Etelae-Saimaa" wychodząca w Lappeenranta. To przygraniczne karelskie miasteczko jest ulubionym miejscem kupowania przez Rosjan luksusowych towarów.
Mimo sprzeciwu ministerstwa sprawiedliwości jesienią sprawą ewentualnego zaostrzenia przepisów ma się zająć parlament. Analitycy dają Eduskuncie 50 proc. szans na zmianę prawa.
Michał Potocki
michal.potocki@infor.pl
współpraca Karolina Romej
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu