Ropa BP topi Obamę
Katastrofa ekologiczna w Zatoce Meksykańskiej zmienia się w największą porażkę Baracka Obamy.
Amerykanie uważają, że prezydent radzi sobie gorzej z wyzwaniem niż George W. Bush ze skutkami huraganu "Katrina" - wynika z sondaży. Biały Dom ma plan ucieczki do przodu. Zamierza zmusić koncern do powołania specjalnego funduszu na walkę z katastrofą.
"Obama, to już 55 dni. I co takiego zrobiłeś?" - samolot ze wstęgą z takim napisem latał w niedzielę nad Orange Beach w Alabamie, do której dotarła ropa z zatopionej platformy Deepwater Horizon. Równie źle ocenia działania prezydenta większość z Amerykanów. Według sondażu telewizji ABC i gazety "Washington Post" 69 proc. badanych uważa, że władze federalne nie radzą sobie z katastrofą ekologiczną w Zatoce Meksykańskiej. To wynik gorszy - i to aż o 7 pkt proc. - od George’a W. Busha, któremu zarzucano opieszałość w ratowaniu Nowego Orleanu, zdewastowanego w 2005 roku przez "Katrinę".
Obama próbuje desperacko przekonać Amerykanów, że robi wszystko, co w mocy prezydenta USA, by zmusić BP do działania. Mówił już o "skopaniu tyłków", porównał sytuację do ataków z 11 września, postawił w końcu władzom koncernu ultimatum, by w ciągu trzech dni przygotowały plan powstrzymania wycieku. Termin minął, koncern milczy, bo od dłuższego czasu wiadomo, że najwcześniej za miesiąc podejmie próbę zabetonowania szybu. Wczoraj Obama po raz czwarty od 20 kwietnia, od czasu wybuchu na platformie, przyleciał na wybrzeże Zatoki Meksykańskiej, a we wtorek wieczorem ma wygłosić 15-minutowe orędzie do narodu.
W środę spotka się też z władzami BP i będzie chciał uderzyć w finanse koncernu. Zamierza zmusić Brytyjczyków - na mocy ustawy przyjętej w 1990 roku po katastrofie tankowca Exxon Valdez u wybrzeży Alaski - do utworzenia funduszu, który miałby sfinansować usuwanie skutków wycieku ropy. Grupa 54 demokratycznych senatorów uważa, że British Petroleum powinno przelać na jego konto co najmniej 20 mld dol. Nawet dla BP to ogromna suma - w ostatnim kwartale zarobił 6,1 mld dol. Koncern z rezerwą podchodzi do tego żądania, bo katastrofa spowodowała, że wartość jego akcji spadła o prawie połowę, a wiarygodność kredytową obniżono z AA+ do AA.
Barackowi Obamie udało się na razie jedno: nikt nie mówi o tym, że to on jest pośrednio winny katastrofie. Jedną z pierwszych decyzji nowego prezydenta była zgoda na wiercenia w poszukiwaniu ropy i gazu w przybrzeżnych szelfach, choć naukowcy i ekolodzy ostrzegali przed zagrożeniami, jakie może to przynieść. Na to od lat czekały koncerny - opierał im się przez dwie kadencje nawet powiązany z wielkim przemysłem George W. Bush.
Obama poszedł im na rękę, bo pogrążona w kryzysie Ameryka, największy na świecie konsument ropy - dziennie zużywa ok. 18 mln baryłek ropy - nie jest w stanie utrzymać swoich wpływów w "roponośnych" regionach świata. - Chiny, Indie, Brazylia - te kraje są w stanie wchłonąć niemal nieograniczone ilości ropy. Ale tradycyjne złoża się kończą. Dlatego koncerny zaczynają szukać surowca tam, skąd jeszcze nie do końca potrafią go w bezpiecznych warunkach wydobywać. A przede wszystkich na dużych głębokościach pod oceanami - powiedział "DGP" Chris Baker z Energy Institute w Londynie.
Waszyngton rozważa teraz wprowadzenie zakazu wierceń na dużych głębokościach (Deepwater Horizon wiercił na głębokości 1,5 km), ale jest to mało prawdopodobne. Kryzys powoli się kończy i Ameryka już niedługo będzie dziennie konsumowała nawet 22 mln baryłek ropy dziennie.
@RY1@i02/2010/114/i02.2010.114.000.013a.001.jpg@RY2@
Fot. AFP/East News
BP najwcześniej za miesiąc spróbuje zabetonować szyb
@RY1@i02/2010/114/i02.2010.114.000.013a.002.jpg@RY2@
Ocena działań prezydentów
Piotr Czarnowski
piotr.czarnowski@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu