Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Świat

Belgia bliżej rozpadu. Triumf radykałów z Flandrii

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Wielomiesięczny paraliż władz, przekształcenie kraju w konfederację, a być może rozpad państwa. Przyszłość Belgii jeszcze nigdy nie była tak niepewna jak po wczorajszych wyborach parlamentarnych.

Wszystko zmienił spektakularny sukces ugrupowań nacjonalistycznych w północnej prowincji kraju, w niderlandzkojęzycznej Flandrii. NVA, nowa partia 39-letniego historyka z Antwerpii Barta de Wevera, w wyborach w 2007 roku miała zaledwie 3 procent poparcia. Wczoraj, jeśli wierzyć exit polls, okazała się największym ugrupowaniem prowincji, uzyskując od 25 do 30 proc. głosów. Łącznie z innymi ugrupowaniami, które dążą do podziału kraju, jak Vlaams Belang ("Flamandzka Sprawa"), zwolennicy niezależności Flandrii zdobyli przeszło 40 proc. głosów. Na dodatek tradycyjne flamandzkie partie, jak chadecy czy liberałowie, aby ''utrzymać się na powierzchnią także zradykalizowały swoje postulaty, domagając się odebrania władzom federalnym kolejnych kompetencji m.in. w sprawach gospodarczych.

Zgodnie z belgijskim systemem politycznym zbudowanie większościowej koalicji parlamentarnej wymaga współpracy partii walońskich i flamandzkich. Jednak na francuskojęzycznym południu kraju największym ugrupowaniem okazali się socjaliści (33 - 34 proc. głosów), którzy ani myślą o podziale kraju. Biedniejsza Walonia obawia się utraty ok. 11 mld euro rocznych subwencji, jakie otrzymuje od bogatszej Flandrii. Jedynie skrajnie nacjonalistyczny Front Narodowy otwarcie deklaruje dążenie do podziału kraju i przyłączenie Walonii do Francji.

W tej sytuacji utworzenie rządu, jeśli w ogóle będzie możliwe, może trwać wiele miesięcy; w 2007 roku potrzeba było na to prawie roku. Tym razem sytuacja jest jeszcze trudniejsza. Tylko Grecja i Włochy mają w Unii Europejskiej większy dług od Belgii. Dlatego, zdaniem ekonomistów, przedłużający się kryzys rządowy może skłonić rynki finansowe do ataków spekulacyjnych przeciwko Belgii. Kraj może się także skompromitować na forum Unii Europejskiej: 1 lipca przejmuje na pół roku przewodnictwo we Wspólnocie. Jednak obecny premier, Yves Leterme, ma upoważnienie do załatwiania tylko bieżących spraw.

Bart de Wever proponuje więc od razu realizację bardziej radykalnego scenariusza: przekształcenie Belgii w konfederację, w której Flandrię i Walonię łączyłaby tylko wspólna polityka zagraniczna i bezpieczeństwa. To miałby być wstęp do pełnej niepodległości. - Realizacja takiego planu byłaby niezwykle trudna z co najmniej trzech powodów: statusu Brukseli, reakcji pozostałych krajów Unii oraz rozliczeń finansowych - mówi "DGP" Pascal Delwit, profesor politologii na Universite Libre de Bruxelles (ULB).

Niezależna Flandria musiałaby ponownie starać się o członkostwo w Unii. Ale jej podanie zapewne blokowałyby te kraje, które obawiają się, że podział Belgii okaże się zaraźliwym przykładem dla ich własnych, szukających niezależności regionów. To Hiszpania (Katalonia, Kraj Basków), Włochy (bogata Północ), Wielka Brytania (Szkocja).

Jeszcze większym problemem jest Bruksela: osobny, francuskojęzyczny region w sercu Flandrii. Nie ma szans, aby mieszkańcy miasta w referendum zgodzili się na dołączenie do niezależnego, flamandzkiego państwa. Ale Flamandowie nie pogodzą się z istnieniem "czarnej dziury" w sercu ich nowego kraju.

Problemem pozostają też rozliczenia finansowe, a przede wszystkim, kto przejmie ogromne zobowiązania finansowe Belgii. I czy niezależna Flandria zostałaby przyjęta do strefy euro, choć dziś belgijskie państwo nie spełnia dwóch z pięciu kryteriów z Maastricht.

@RY1@i02/2010/113/i02.2010.113.000.013a.001.jpg@RY2@

Fot. EPA/PAP

Nacjonalistyczna partia NVA Barta de Wevera chce przekształcić kraj w konfederację

Jędrzej Bielecki

jedrzej.bielecki@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.