Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Chińskie fabryki samobójców

1 lipca 2018

Robotnicy przypłacają życiem pracę dla zachodnich koncernów

Egzorcyzmy, siatki pod oknami i lojalki - w ten sposób menedżerowie chińskiej fabryki Foxconn usiłują walczyć z plagą samobójstw pracowników. Dziesiątki tysięcy stłoczonych w fatalnych warunkach robotników nie wytrzymuje presji.

Najgłośniejszą ofiarą Foxconn był 25-letni Sun Danyong, który rzucił się z 12. piętra jednego z budynków fabryki w lipcu 2009 r. Sun miał pecha - zgubił bowiem jeden z supertajnych prototypów iPhonea czwartej generacji. Jak później opisywały chińskie media, młody robotnik nie poradził sobie z presją fabrycznych służb. Wewnętrzni kontrolerzy przeszukali jego dobytek, bili podczas przesłuchania.

Prawdziwa spirala tragedii rozkręciła się dopiero w styczniu tego roku. W ciągu pięciu miesięcy zginęło co najmniej 10 osób. Ich historie są bliźniaczo podobne. W środę 23-letni He rzucił się z siódmego piętra fabryki. Dwa dni wcześniej to samo uczynił 19-letni Li Hai, pracownik z zaledwie 42-dniowym stażem. Inny mężczyzna, 21-letni, przed skokiem dla pewności podciął sobie żyły. Młodzi ludzie? 90 proc. pracowników fizycznych nie ma tu nawet 25 lat. Tylko dwie ofiary przepracowały więcej niż 12 miesięcy.

Wszyscy byli zatrudnieni w fabryce Foxconn w chińskim Longhua, położonym w przeżywającym boom gospodarczy korytarzu między Hongkongiem a Kantonem. Do niedawna miejsce to było największą chlubą zarejestrowanej na Tajwanie firmy Hong Hai Jingmi Gongye, znanej za granicą pod marką Foxconn. Jej szef, Terry Gou, zaczynał w latach 70. Z dziesięcioma współpracownikami składał plastikowe obudowy do telewizorów. Dziś Gou ma majątek oceniany przez "Forbesa" na 5,9 mld dol., jest najbogatszym Tajwańczykiem i największym eksporterem wyspy. Foxconn, w którym Gou ma 30 proc. udziałów, posiada fabryki w kilkunastu krajach i daje pracę 800 tys. ludzi. Składa m.in. iPody i iPhoney dla Applea, PlayStation 2 i 3 dla Sony, komórki dla Motoroli oraz Xboksy 360 dla Microsoftu.

Największą fabryką sieci jest zakład w chińskim mieście Longhua. To prawdziwy obóz pracy. Harówka przy taśmach produkcyjnych (jedna przerwa na obiad, 10 minut dziennego limitu na toaletę, zakaz rozmów) trwa 12 godzin. Każda pomyłka jest ostro karana. A o błąd łatwo, ponieważ taśmy mkną z olbrzymią prędkością. - Codziennie jestem kilkukrotnie krytykowana i zawstydzana przez menedżerów - skarżyła się 21-letnia pracownica w rozmowie z dziennikarzem "South China Morning Post".

Po pracy ubrani w beżowe uniformy pracownicy, w większości kobiety, wracają do swoich baraków. Noc spędzą tak jak dzień - w towarzystwie kolegów z pracy. Na wielkiej hali mieści się nawet 100 łóżek. Za wyposażenie służą wiadra do mycia, szafki na dobytek i pręty, na których wiszą ubrania. Tłoczno, bo na przestrzeni 3 km kw. musi się zmieścić ponad 300 tys. robotników. To tak jakby całą ludność Bydgoszczy upchnąć w średniej wielkości wsi.

Zanim pracownicy rozpoczną pracę, idą na odprawę. Tysiące ubranych jednakowo ludzi karnie wspina się po schodkach na dachy baraków, aby wziąć udział w quasi-wojskowej odprawie. Poza barakami na terenie fabryki-miasta są też banki, restauracje, poczty i sklepy. Jest nawet olimpijski basen. Nie ma tylko życia. Jak opisywał Liu Zhiyi, dziennikarz wpływowego tygodnika "Nanfang Zhoumo", który incognito zatrudnił się na staż w Foxconn, ludzie po miesiącach pracy nie znają nawet imion kolegów z sąsiednich prycz. W firmie panuje kult milczenia - rozmowa o pracy nie jest dobrze widziana. W tej sprawie Foxconn świetnie koresponduje z zasadami panującymi w Appleu. Obsesja poufności w firmie Stevea Jobsa jest wręcz legendarna.

Przybysze z zewnątrz nie mają tu wstępu. Aby wejść na teren fabryki, trzeba mieć pracowniczą kartę wejściową, ochrona skanuje odciski palców i bada wchodzących wykrywaczem metalu. Masz przy sobie coś metalowego? Natychmiast wzywa się policję. Gdy fotoreporter Agencji Reutera próbował zrobić zdjęcie bramy wjazdowej, został pobity przez ochronę. - Możesz robić, co chcesz. Ale to jest Foxconn, oni mają tu specjalny status. Zrozum to - usłyszał od wezwanego przez siebie policjanta.

Sami robotnicy także rzadko wychodzą na świat. Na podobne rozrywki nie mają ani czasu, ani pieniędzy. Co czwarty robotnik nie dysponuje w tygodniu żadnym dniem wolnym. Zarobki? 900 juanów (440 zł) miesięcznie plus wynagrodzenie za nadgodziny. - W fabryce pracują setki tysięcy ludzi. Nawet drobna podwyżka solidnie uderzyłaby firmę po kieszeni - tłumaczył mediom pochodzący z Tybetu Zhou Hongbo, który od ośmiu lat pracuje w kadrach Foxconn.

Jak na warunki pracy w Azji Wschodniej pracownicy Foxconn... nie mają na co narzekać. Firma płaci im za nadgodziny, mają darmowe jedzenie i dach nad głową, a nawet pewną rachityczną formę osłon socjalnych. W fabryce istnieją nawet związki zawodowe. - Żaden chiński syndykat nie zorganizuje strajku z żądaniem podwyżek płac. Związki nie są od tego, tu nie Ameryka albo Korea. Związki są od załatwiania pracownikom biletów do domu na Święto Wiosny, organizowania konkursów śpiewu albo troski o dzieci podczas wakacji - tłumaczył Zhou Hongbo. Dlatego robotnicy rzadko skarżą się na swój los. Większość z nich pochodzi z przeludnionych, przeraźliwie biednych wiosek z dala od bogatego wybrzeża Chin. Dla nich nawet harówka w systemie 24/7 za grosze to szansa na wybicie się. "Wiedzą, że zarabiają zbyt mało, ale wierzą, że ciężka praca przyniesie im kiedyś awans" - pisze Liu Zhiyi. Według przedstawicieli Foxconn firma codziennie otrzymuje 8 tys. wniosków o przyjęcie do pracy.

W czym zatem tkwi tajemnica plagi samobójstw? Praca ponad siły to jedno. Z drugiej strony mamy wywodzący się z azjatyckiej religijności nakaz posłuszeństwa wobec szefów, z trzeciej zaś - zerwanie w fabryce wszelkich więzi społecznych, szczególnie bolesne dla przyzwyczajonego do kolektywizmu Chińczyka. W tej sytuacji łatwo o nerwice, depresje, myśli samobójcze. - Gdyby podnieść stawkę bazową, ludzie nie godziliby się na nadgodziny. Wówczas mieliby czas na socjalizację, znalezienie przyjaciół i ogólnie na normalniejsze życie - wskazuje w rozmowie z "Christian Science Monitor" Geoffrey Crothall z hongkońskiego pisma "Zhongguo Laogong Tongxun", monitorującego warunki pracy w Chinach.

Firma zareagowała jednak inaczej - i to dopiero po tym, jak kurs jej akcji spadł o połowę. Uruchomiono numer telefonu, pod którym robotnicy mogą znaleźć pomoc psychologiczną. Zobowiązano pracowników do donoszenia na kolegów, którzy sprawiają wrażenie, jakby planowali samobójstwo (czekają nagrody!). Sprowadzono buddyjskich egzorcystów, którzy mają uspokoić krążące po fabryce duchy samobójców. Pod oknami rozwieszono siatki, które mają złapać kolejnych naśladowców Suna i Li. Wreszcie podsunięto robotnikom do podpisu lojalki, w których mają się zobowiązać, że nie zamierzają z sobą skończyć. "W razie wypadku niespowodowanego przez firmę (w tym samobójstwa) (...) moja rodzina nie będzie żądać niczego ponad to, co gwarantuje prawo, ani nie będzie podejmować żadnych radykalnych kroków, które mogłyby odbić się na reputacji firmy lub wpłynąć na normalny proces produkcyjny" - czytamy w piśmie.

Inspekcję w fabryce zapowiedział już koncern Stevea Jobsa, a także inni zachodni partnerzy firmy. Zanim kontrolerzy z USA dotrą jednak do Chin, poznamy wyniki obywatelskiej kontroli, zorganizowanej przez zwykłego internautę Zhu Guangbinga. W ciągu zaledwie doby poprzez portal społecznościowy Tianya zwerbował on 80 pracowników Foxconn, którzy mają dla niego monitorować i opisywać sytuację w firmie. - Odkąd zamieściłem na Tianyu ogłoszenie z własnym numerem, otrzymałem wiele telefonów z pogróżkami - opowiadał na łamach anglojęzycznego dziennika "China Daily".

Problemy robotników Foxconn odbiły się szerokim echem w państwowych mediach. Gazety nie opuściły okazji, by uderzyć w firmę z siedzibą na skłóconym z ChRL Tajwanie. Tymczasem warunki pracy w Longhua są raczej chińską normą niż wyjątkiem. W tej sytuacji dziesięć zgonów w 300-tys. załodze w ciągu pięciu miesięcy nie są niczym nadzwyczajnym. Wszechobecnej presji nie wytrzymują zwłaszcza Chinki. Na 100 tys. chińskich kobiet corocznie 15 odbiera sobie życie. To światowy rekord.

@RY1@i02/2010/103/i02.2010.103.000.0017.001.jpg@RY2@

Fot. AFP

Rodzina opłakuje jednego z samobójców. Pracował w zakładzie firmy Foxconn, która produkuje dla Applea, Sony i Microsoftu

Michał Potocki

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.