Wielkie społeczeństwo Camerona
Konserwatyści po dzisiejszych wyborach mają szansę na przejęcie władzy w Wielkiej Brytanii. Zapowiadają rozmontowanie państwa opiekuńczego. Ulgi na dzieci i wiele innych świadczeń będą przysługiwać tylko najbiedniejszym
Dzisiejsze wybory parlamentarne są początkiem końca państwa opiekuńczego w Wielkiej Brytanii.
Konserwatyści Davida Camerona, którzy mają największe szanse na wygraną, proponują, żeby przy okazji nieuniknionych cięć budżetowych część funkcji rządu przejęli na siebie obywatele. Londynu po prostu nie stać na dotowanie sfery publicznej.
- Nie ma czegoś takiego jak społeczeństwo. Jest tylko zbiór jednostek - deklarowała przed laty Margaret Thatcher, zachęcając ludzi, by brali sprawy w swoje ręce i się bogacili. - Coś takiego jak społeczeństwo istnieje. Ale jest ono czymś innym niż państwo - mówił podczas tej kampanii Cameron, który nazywa swój pomysł Wielkim Społeczeństwem.
Konserwatyzm Camerona przeciwstawia społeczeństwo forsowanej przez Partię Pracy idei rozbudowanego państwa. Pod rządami laburzystów brytyjskie państwo rozrosło się do niespotykanych wcześniej rozmiarów. W ciągu ostatniej dekady wydatki na cele publiczne zwiększyły się z 36,8 do 47,9 proc. PKB. Dwa z trzech nowych miejsc pracy powstały w sektorach z dużym udziałem państwa. Płace w sferze budżetowej wzrosły w tym samym czasie średnio o 45 proc., podczas gdy w przedsiębiorstwach prywatnych - o 40 proc.
Według ostrożnych szacunków same nowo wprowadzone przez Partię Pracy od 1997 r. zasiłki, ulgi czy dodatki - m.in. darmowe przejazdy autobusowe dla osób powyżej 60. roku życia, zapomogi dla rodziców, uczniów, studentów, darmowe lekarstwa - pochłaniają ok. 8 miliardów funtów rocznie.
W sytuacji gdy kraj zmaga się z potężnym deficytem budżetowym - 167 miliardów funtów w ubiegłym roku budżetowym, czyli ok. 12 proc. PKB - nawet laburzyści przyznają, że trzeba albo ciąć koszty, albo podnosić podatki.
- Niezależnie od tego, kto wygra wybory, nie ma wątpliwości, że państwo opiekuńcze w obecnym kształcie jest nie do utrzymania - mówi "DGP" Lucy Parsons z londyńskiego think tanku Reform. Mimo że Cameron i premier Gordon Brown unikali szczegółowego przedstawienia, które elementy systemu pójdą pod nóż, jest niemal pewne, że ulgi na dzieci będą wypłacane tylko najbiedniejszym. Podobnie jak większość innych świadczeń.
Według Camerona lepszym rozwiązaniem niż podnoszenie podatków jest ograniczenie roli państwa i przekazanie jego niektórych funkcji obywatelom. I tak, rodzice czy nauczyciele mogliby przejąć finansowanie szkoły, a lokalne społeczności dostałyby prawo pierwokupu zagrożonego zamknięciem pubu czy poczty.
- Idea Wielkiego Społeczeństwa, którą proponuje David Cameron, jest pewnego rodzaju outsourcingiem funkcji państwa. W sytuacji deficytu budżetowego brzmi to atrakcyjnie, ale nie wyjaśnił on w szczegółach, jak miałoby to funkcjonować - mówi "DGP" Karel Williams, ekonomista z uniwersytetu w Manchesterze. Tymczasem Wielka Brytania z państwa opiekuńczego coraz bardziej staje się państwem nadopiekuńczym - z roku na rok rośnie liczba tablic z instrukcjami i pouczeniami, wygłaszanych przez megafony komunikatów, kamer przemysłowych pilnujących porządku. Niemal na każdym kroku są finansowane przez państwo rozmaite ośrodki pomocy społecznej czy doradztwa zawodowego.
Ale jest też druga strona - powiększająca się przepaść między bogatymi a biednymi, która odczuwalna jest właśnie w szkolnictwie czy służbie zdrowia. Na przejmowanie szkół czy bibliotek będzie sobie mogła pozwolić tylko bogatsza część Wielkiego Społeczeństwa. Ci, którzy korzystają z zasiłków, będą dalej na nie skazani.
@RY1@i02/2010/087/i02.2010.087.000.011a.001.jpg@RY2@
Fot. AP
Rywale do teki premiera podczas debaty w BBC: konserwatysta David Cameron (z lewej), laburzysta Gordon Brown (z prawej) i Nick Clegg, lider Liberalnych Demokratów (w środku)
Bartłomiej Niedziński
korespondencja z Manchesteru
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu