Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Świat

Pieniądze przede wszystkim

28 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Zmarł Samaranch - człowiek, który wprowadził igrzyska w erę komercji

Dawno, dawno temu, kiedy na olimpiadzie nie było jeszcze McDonalda, ktoś wpadł na pomysł, aby igrzyska ładnie zapakować, a potem drogo sprzedać. Ówczesny przewodniczący MKOl Juan Antonio Samaranch podchwycił pomysł, dzięki czemu zapewnił sobie 21-letnie panowanie. Szef MKOl w latach 1980 - 2001 zmarł w środę, dożywszy niemal 90 lat. Jednego z najbardziej wpływowych Hiszpanów XX wieku żegna śmietanka biznesowo-polityczna - towarzystwo, w którym markiz (ten tytuł otrzymał w 1991 r. od króla Hiszpanii) czuł się najlepiej. Pochlebców zawsze miał wielu. Także i teraz ich nie zabrakło. Jedni sławili jego ugodowy charakter, drudzy wizjonerstwo. Zabrakło jednak adwokata diabła, w którego rolę w tym przypadku wcielić się łatwo.

- Człowiek, który zachęcał nas, abyśmy walczyli za to, co kochamy. Człowiek, który stworzył wielki, wyjątkowy sportowy ruch, docierający do milionów ludzi na całym świecie - powiedział Lord Coe, szef komitetu organizacyjnego Londyn 2012.

Owszem, to głównie zasługa Samarancha, że igrzyska olimpijskie stały się wielkim globalnym przedstawieniem generującym miliardy dolarów przychodu. Ale jakim kosztem? Za czasów markiza olimpizm ogarnęła gigantomania, której efektem jest mogąca pochłonąć absurdalną kwotę 9,4 mld funtów organizacja igrzysk w Londynie. Wychwala się Samarancha za to, że wprowadził MKOl w nową, komercyjną erę: zaczął przyciągać wielkich sponsorów, wielkie telewizje i wielkie kontrakty. Z drugiej strony nie wymagało to wielkiej wizji. Rozwiązanie sam podsuwał szybko rozwijający się rynek. Igrzyska w Montrealu w 1976 roku okazały się finansową klapą. Kiedy Samaranch zostawał przewodniczącym, bankructwo groziło również komitetowi. Naturalną koleją rzeczy był wybór Los Angeles jako gospodarza igrzysk w 1984 roku - to samo miasto w 1932 roku jako jedyne w historii do czasów Samarancha dało MKOl jakikolwiek zysk. I znów były żniwa. 235 milionów dolarów pozwoliło nieco międzynarodowemu komitetowi odsapnąć. Hiszpan już dokładnie wiedział, jaką drogę obrać. Bardzo szybko się uczył. Na początku lat 90. stworzył The Olympic Programme, ekskluzywny klub dla globalnych sponsorów, którzy dziś wpłacają do kasy MKOl 1,2 mld dol. rocznie. I to bardzo, bardzo chętnie.

- Przełomowe były igrzyska w Barcelonie, które okazały się ogromnym sukcesem, sukcesem głównie jego autorstwa - powiedział Jose Luis Zapatero, premier Hiszpanii.

Do Barcelony w 1992 r. przyjechali sportowi profesjonaliści, którzy wznieśli olimpijski turniej na nowy poziom. Profesjonaliści pojawili się m.in. dlatego, że pojawiły się duże pieniądze. A pieniądze, jak to w sporcie bywa, wzmagają rywalizację również w laboratoriach. Kiedy w 1988 r. Ben Johnson został przyłapany na stosowaniu dopingu, Samaranch nie zrobił nic konstruktywnego. Historie się powtarzały, ale dopiero w 1999 r. na wniosek MKOl powołano Światową Agencję Antydopingową (WADA). Przewodniczący powielał błąd wielu polityków, którzy wolą przymykać oko na afery, niż działać, ale też przy okazji ryzykować skandal. - On chciał sprywatyzować igrzyska i przekazać je sponsorom. Dlatego nie było żadnych pozytywnych testów. Spotkałem się z byłym agentem KGB, który powiedział: tak, wyrzuciliśmy je wszystkie - mówi Andrew Jennings, autor książki "Władcy pierścieni: jak kupić złote medale". BBC w jednym ze swoich filmów dokumentalnych ujawniła, że dziewięć pozytywnych próbek wyrzucono podczas igrzysk w Los Angeles.

- Juan Antonio Samaranch był wielką postacią dla ruchu olimpijskiego. To człowiek, który rozszerzył władzę tego ruchu, otwierając się na wszystkie dyscypliny i wszystkie kraje - powiedział Nicolas Sarkozy, prezydent Francji.

Tak, za Samarancha liczba dyscyplin się zwiększyła, ale było to podyktowane głównie rachunkiem ekonomicznym. Tak, w Barcelonie pojawiła się delegacja RPA. Kraju, który wrócił do rodziny olimpijskiej i wystawił reprezentację białych oraz czarnoskórych. Jednak MKOl wciąż mimo wszystko pozostaje ekskluzywnym klubem. Samaranch przyjął do swojego grona Alberta Grimaldiego, księcia 32-tysięcznego Monako. Jednak większość krajów afrykańskich nie ma w MKOl swojego przedstawiciela. Połowa krajów świata nie ma w ogóle głosu w komitecie, podczas gdy takim przywilejem cieszy księżniczka Liechtensteinu Nora. Taka ekskluzywność doprowadziła do korupcji. W 1998 r. Szwajcar Marc Hodler, który przegrał wybory na przewodniczącego MKOl, powiedział dziennikarzom, że niektórzy członkowie komitetu zostali przekupieniu przy wyborze Salt Lake City na gospodarza igrzysk. - Samaranch sprowadził do MKOl korupcję, ponieważ wszyscy dyktatorzy, ci z prawa i ci z lewa, są skorumpowani. I korumpują wszystkich dookoła - twierdzi Jennings. Śledztwo potwierdziło słowa Hodlera. Przekupionych było 20 spośród 110 członków. Niektórym obiecano wakacje, innym prostytutki czy pracę na uniwersytecie dla córki albo syna. Żona jednego z członków otrzymała nawet darmową operację plastyczną. Samaranch był upokorzony. Musiał zeznawać m.in. na Kapitolu. Musiał też powołać komisję, która przeprowadziła wewnętrzne śledztwo. 13 członków MKOl wyrzucono. Wielu z nich markiz osobiście przyciągnął do komitetu.

- Miał naturalne zdolności dyplomatyczne. Był znakomitym politykiem - powiedział Lamine Diack, przewodniczący Międzynarodowego Stowarzyszenia Federacji Lekkoatletycznych (IAAF).

W polityce bardzo wcześnie nauczył się lawirowania, schlebiania i unikania konfliktów, był wyjątkowym pragmatykiem, co w jego czasach stało się umiejętnością absolutnie konieczną do osiągnięcia sukcesu. W hiszpańskiej wojnie domowej opowiedział się po stronie Franco. W czasach rządów Caudillo piął się po szczeblach władzy. Najpierw jako urzędnik w Barcelonie, potem reprezentant Katalonii w parlamencie aż po najważniejszą funkcję w ministerstwie sportu. - Powiedzmy sobie wprost: Samaranch był faszystą. To nie epitet, tylko termin polityczny - twierdzi Jennings. W latach 50. pisał w listach do najważniejszych polityków w kraju: "Siempre a tus ordenes te saluda brazo en alto" (Jestem zawsze do twoich usług, z ręką w górze). W 1971 r. powiedział jednej z lokalnych gazet: "Jestem lojalny wobec tego wszystkiego, co Franco reprezentuje. Jestem człowiekiem Movimiento i oczywiście pozostanę lojalny do końca życia". Jako polityczny dygnitarz w Katalonii nosił frankistowski mundur i witał się z Franco faszystowskim pozdrowieniem. Zdjęcia z takich spotkań wciąż krążą po internecie. Obok komentarzy, że miał być kandydatem do Pokojowej Nagrody Nobla.

Pod koniec lat 70. został ambasadorem w ZSRR i Mongolii. Jako pragmatyk zmienił nieco front. Kontakty z radzieckimi decydentami zaowocowały między innymi tym, że w 1980 r. został wybrany na przewodniczącego MKOl - głównie głosami krajów byłego bloku wschodniego. W sprawę zaangażowało się KGB, którego agentem podobno był Samaranch. Podobno, ponieważ poza zeznaniami historyka i pułkownika KGB praktycznie nie ma innych dowodów. Obaj - Jurij Felsztyński i Władimir Popow - napisali książkę "Korporacja: Rosja i KGB w erze prezydenta Putina" (Popow występuje w niej anonimowo, ujawnia się dopiero w kolejnej - "KGB gra w szachy"). Samaranch jest tu przedstawiony jako sympatyczny, ale też bardzo przedsiębiorczy Hiszpan: "Coraz bardziej interesował się rosyjską historią i kulturą. Upatrzył sobie szczególnie rosyjskie antyki, które kolekcjonował miłością szczodrego konesera i które wywoził do swojej rodzinnej Hiszpanii [...]. W czasach ZSRR wszystkie antyki były monitorowane przez KGB, więc Samaranch, regularny kupiec tych najbardziej cennych okazów, został zauważony". Hiszpan miał dostać ultimatum: albo współpraca, albo oskarżenie o próbę nielegalnego wywiezienia antyków, skandal i koniec kariery dyplomatycznej. Wybrał pierwszą opcję. Historia kończy się happy endem. Samaranch poznaje dużo wpływowych ludzi. Wiktor Chebrikow, jedna z czołowych postaci KGB, wysyła notkę do swoich kamratów, aby głosowali na Hiszpana, który wygrywa wybory (odbywające się w Moskwie) na szefa MKOl. Przyjaźń z Rosjanami przetrwała próbę czasu. Samaranch promował m.in. kandydaturę Soczi na gospodarza igrzysk w 2014 roku.

- To był wspaniały i szczodry człowiek. Pozostawił po sobie wielkie dziedzictwo - powiedział Jacques Rogge, obecny przewodniczący MKOl. Był człowiekiem, który symbolizował gwałtowne zmiany w światowym sporcie - zarówno te na lepsze, jak i na gorsze. Nie był wizjonerem. Zmienił sport, ponieważ tego wymagał rynek. Przyciągnął wielkie pieniądze, a co za tym idzie i korupcję. Przypomina w tym trochę prezydenta FIFA Seppa Blattera - człowieka mniejszego formatu, ale o podobnej mentalności jowialnego karierowicza. Nie jest odpowiedzialny za pojawienie się dopingu na dużą skalę, ale za brak zdecydowanej walki z nim. Miał w sobie coś z oportunisty, który wykorzystuje każdą sposobność, aby wypłynąć na powierzchnię i czuć się na niej bardzo wygodnie.

@RY1@i02/2010/079/i02.2010.079.000.0021.001.jpg@RY2@

Fot. Corbis/FotoChannels

Juan Antonio Samaranch (1920 - 2010)

Daniel Rupiński

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.