Blatter stracił poważnego rywala
Rozpoczęła się kampania wyborcza dwóch ludzi, którzy rządzą wielkim futbolem - Michela Platiniego i Seppa Blattera. Obaj są faworytami - Francuz wyborów do stanowiska przewodniczącego europejskiej federacji (UEFA), a Szwajcar światowej (FIFA). Polacy powinni kibicować temu pierwszemu.
Platini, chcąc nie chcąc, stał się symbolem Euro 2012. To jego głos zadecydował o tym, że UEFA postanowiła otworzyć się na Wschód, a Polska i Ukraina otrzymały prawo do organizacji mistrzostw Europy. Dlatego prezes PZPN Grzegorz Lato poczuł sporą ulgę, gdy wczoraj na kongresie UEFA w Tel Awiwie usłyszał, jak Platini oficjalnie potwierdzał, że będzie się ubiegał o reelekcję.
- Jestem szczęśliwym człowiekiem i szczęśliwym prezydentem. Mam tu jeszcze dużo do zrobienia. Dlatego z radością mogę wam powiedzieć, że jestem kandydatem w przyszłorocznych wyborach na prezydenta UEFA - zwrócił się do delegatów wszystkich 53 europejskich federacji Francuz. Dostał owację na stojąco.
Po sali chodził, podpierając się laską, podupadły na zdrowiu, 80-letni Lennart Johansson, prezydent UEFA w latach 1990 - 2007. To jego, dzięki reformatorskim hasłom, zastąpił Platini. Wczoraj Szwed był pod wrażeniem, jak były rywal wzmocnił swoją pozycję, ilu zyskał w ciągu trzech lat zwolenników i ile zrobił dobrego dla europejskiej piłki.
- Wykonał świetną pracę. Oczywiście nie byłem zachwycony tym, że ze mną wygrał, ale i tak mam szacunek dla jego dokonań - powiedział Johansson, dodając, że nie widzi obecnie kontrkandydata dla Platiniego.
Francuz bowiem, nie popadając w duże konflikty (co już samo w sobie jest sukcesem), przeprowadził i zamierza przeprowadzić reformy, które na lata zmienią kształt europejskiej piłki. Rozwiązał będącą z zasady w opozycji grupę najbogatszych klubów G-14, włączając ją do Europejskiego Zrzeszenia Klubowego (ECA), która teraz jest częścią UEFA i ma znaczący głos w podejmowaniu decyzji przez europejską federację. A co dla polskich klubów może okazać się najważniejsze - elitarną Ligę Mistrzów uczynił w założeniu bardziej inkluzywną, dając dodatkowe szanse słabszym piłkarsko federacjom.
Teraz Platini stara się ograniczyć rolę bogatych właścicieli klubów, zastopować transfery młodocianych piłkarzy, a przede wszystkim wprowadzić swój rewolucjny program, "finansowe fair play", który zakłada, że kluby nie mogą wydawać więcej, niż zarabiają.
- Na tych trzech kwestiach będę się starał skupić przez następny rok - mówił Platini dziennikarzom. - Wielu ludzi mnie ostatnio pytało, co chciałbym robić: przewodniczyć UEFA, przejść do FIFA, zostać senatorem czy członkiem parlamentu. A ja po prostu chcę dalej reformować. No i muszę przygotować program na następną kadencję.
Gdzieś z boku wszystkiemu przyglądał się Blatter, który - tak samo jak Lato - też poczuł ulgę, gdy poznał decyzję Platiniego. Ale z nieco innego powodu. Francuz byłby jego najgroźniejszym rywalem, gdyby tylko chciał się ubiegać o prezydenturę FIFA. Szwajcar w takiej sytuacji nawet wycofałby się z kandydowania, aby uniknąć kompromitacji. Jednak podobno obaj działacze już o wiele wcześniej się porozumieli - Platini poprze decyzję FIFA o niewprowadzaniu technologii do futbolu oraz zrezygnuje z kandydowania na prezydenta międzynarodowej federacji, a Blatter w zamian ofiaruje mistrzostwa świata w 2018 Europie.
Obaj w Tel Awiwie zachowywali się jak starzy dobrzy kumple, choć różni ich bardzo wiele. - Pracujemy razem od 1998 roku, to mój przyjaciel. Cenię jego osiągnięcia i uważałem, że kandydatura Michela na kolejną kadencję to oczywistość - przekonywał Blatter.
Bardzo niezadowoleni są z tego Azjaci, którzy marzyli o zmianach w FIFA. Prezes azjatyckiej federacji Mohamed bin Hammam zapowiedział, że będzie kandydował na prezydenta FIFA, nawet przeprowadził pierwszą próbę sił - domagał się głosowania nad ustaleniem maksymalnej liczby kadencji dla przewodniczącego międzynarodowej federacji. Przegrał w głosach 5 do 15.
W sukurs bin Hammamowi chciał pójść jeden z najbardziej wpływowych ludzi w FIFA i południowokoreańskiej piłce Chung Mong-joon. Jego pasją, poza futbolem, są samochody. Jest prezesem Hyundai Heavy Industries. Niedawno zaprosił do siebie Platiniego. Oficjalnym powodem było podpisanie umowy sponsorskiej pomiędzy UEFA a Hyundaiem, a nieoficjalnym - nakłonienie energicznego, wiarygodnego Francuza, aby stanął w szranki z 74-letnim Blatterem.
Nie udało się, ale Szwajcar i tak nie czuje się pewnie. Nawet nie może marzyć o takim poparciu w FIFA, jakie w UEFA posiada Platini. Dlatego już teraz rozpoczął szeroko zakrojoną kampanię wyborczą - jeździ po świecie, rozdaje autografy, uśmiecha się, zapewnia o wsparciu "piłkarskiej rodziny" i prosi o głos. Kilka dni temu był w Arabii Saudyjskiej, wkrótce odwiedzi jordańskich notabli.
Czym może się pochwalić wyborcom? Głównie pieniędzmi. Blatter uczynił z mistrzostw świata wielomiliardowe przedsięwzięcie. Podobnie w 2007 roku chwalił się Johansson - że dzięki niemu Liga Mistrzów zarabia miliony. Ale działacze chcieli czegoś więcej.
@RY1@i02/2010/060/i02.2010.060.000.017a.001.jpg@RY2@
Fot. AP
Szef FIFA Sepp Blatter i UEFA Michel Platini ustalili, że nie będą ze sobą rywalizować
Daniel Rupiński
daniel.rupinski@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu