Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Świat

We Francji nie ma mocnych na Ireneusza Jelenia

26 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Kiedy Ireneusz Jeleń jest zdrowy, we Francji nie ma na niego mocnych. Przekonał się o tym lider Ligue 1 Girondins Bordeaux.

Mistrz Francji przegrał z Auxerre 1:2, a oba gole dla gości strzelił Polak. Podczas gdy prasa rozpływa się w zachwytach nad skutecznością Jelenia, on podchodzi do sprawy spokojnie. - Nie mam skłonności do gwiazdorzenia. I dobrze, bo nie wiem, co by się ze mną stało po tych wszystkich pochwałach. Przychodzę do klubu, a tam każdy biegnie, by mi podziękować. Dziękujemy, że wygrałeś nam mecz, mówią. Trochę mnie to denerwuje - opowiada.

Na środowe spotkanie z liderem Auxerre miało prostą taktykę - przetrwać napór i nie stracić bramki. Ale Bordeaux już w 7. minucie strzeliło gola. - Baliśmy się tego meczu. Wiedzieliśmy, że będą chcieli szybko go ustawić. Tyle że my nie mieliśmy nic do stracenia. W drugiej połowie zagraliśmy agresywnie, a rywale słabo - opowiada Polak, który w Bordeaux zdobył 8. i 9. bramkę w tym sezonie. - Cieszę się, że utarliśmy nosa tym, którzy skazywali nas na spadek. Pospieszyli się, walczymy o miejsce premiowane startem w europejskich pucharach - mówi Jeleń. Ale czy nawet w razie awansu zostanie w Auxerre? Jego menedżer odbiera wiele telefonów z propozycjami transferowymi. - Postanowiłem, że o przyszłości pomyślę na początku maja. W tej chwili nie zaprzątam sobie głowy ofertami - utrzymuje.

Gra w lidze francuskiej daje mu satysfakcję. - We Francji gra się ostro, pressingiem, a od napastników wymaga zaangażowania także w defensywie. Miałem z tym problemy - przyznaje. Dla wielu kibiców Ligue 1 już teraz jest ciekawsza od włoskiej Serie A. - Mecze obfitują w bramki. Zresztą o czym mowa - Lyon właśnie wyeliminował z LM Real, a Bordeaux może wyrzucić z niej Olympiakos. Nie ma mowy o przeciętności - wskazuje Jeleń.

Gdyby nie liczne kontuzje, Jeleń mógłby być gwiazdą w silniejszym zespole i lepszej lidze. Ostatnio lekarze ratowali jednocześnie jego kolano i kręgosłup. - Jestem trzy tygodnie po zabiegu i wreszcie czuję się dobrze. Inna sprawa, że z Bordeaux grałem ze zbitym mięśniem uda. Dlatego gdy strzeliłem drugiego gola, poprosiłem o zmianę - przyznaje.

Zarzucić mu można jedynie brak fantazji. Wszystkie bramki strzela w podobny, prosty sposób.

- Gramy z kontrataku, nic więc dziwnego, że bramki są, jakie są. Z Bordeaux dostałem dwa prostopadłe podania wzdłuż pola karnego i znów musiałem je po prostu dobrze wykończyć - odpowiada napastnik. - Wcale się nie obrażę, jeśli podobne podania dostanę w sobotę, kiedy zagramy przeciwko wiceliderowi z Montpellier - kończy reprezentant Polski.

mch

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.