Sprawili, że Owieczkin zniknął
Kanadę opanowała euforia. Zemsta jest rozkoszą bogów, a w środę kanadyjscy zawodnicy byli bogami hokeja i w przedwczesnym finale imprezy rozbili Rosjan 7:3.
Właśnie tego chcieli kibice, którzy wczoraj zmienili w kipiący wulkan halę Canada Hockey Place. Za jednym zamachem doczekali się rewanżu za dwa ostatnie finały mistrzostw świata i ćwierćfinał turnieju olimpijskiego z Turynu, w którym Rosjanie rozwiali kanadyjskie sny o medalu.
To był najbardziej jednostronny ze wszystkich meczów ćwierćfinałowych. Pozostałe trzymały w napięciu do ostatniej syreny, tymczasem Kanadyjczycy dosłownie stłamsili Rosjan już w pierwszych minutach. Po siedmiu minutach było 3:0, na samym początku drugiej polowy - nawet 6:1.
Rosjanie potrafią grać w hokeja. Usługi czternastu z nich są warte 69,4 mln dol., tyle bowiem płacą im rocznie ich kluby z NHL. Dziewięciu pozostałych zawodników Sbornej gra w najlepszej w Europie rosyjskiej Superlidze, gdzie płaci się mniej niż za oceanem, ale też bardzo dobrze. Rosjanie z reguły nie tracą siedmiu goli w jednym meczu. Po raz ostatni coś takiego przytrafiło im się podczas mistrzowskiej imprezy w maju 1997 r., kiedy ulegli 4:7 Finlandii.
To wszystko w środę nie miało żadnego znaczenia. Kanadyjczycy potraktowali Sborną jak Norwegów czy Niemców. Strzelili jej tylko o jednego gola mniej, oddali na bramkę aż 42 strzały, a więc mniej więcej tyle samo ile w innych meczach. Słynny Aleksander Owieczkin, który wbrew swojemu nazwisku w niczym nie przypomina z natury łagodnej owcy, był poniewierany przy bandach jak chucherko. "Shea Webber sprawił, że Owieczkin zniknął" - słusznie napisał Vancouver Sun.
Zniknęły też z turnieju rosyjskie niedźwiedzie, jak nazywa ich prasa, pozostali natomiast Kanadyjczycy. W roli największego faworyta do końcowego zwycięstwa. Już dziś szacuje się, że niedzielny finał będzie miał w Kanadzie rekordową oglądalność. Oczywiście pod warunkiem że zagrają w nim gospodarze, ale innej możliwości nikt w ojczyźnie hokeja nawet nie bierze pod uwagę. Nawet jeśli rywalami w dzisiejszym półfinale są rewelacyjni Słowacy, którzy wcześniej pokonali Rosjan, a potem wyeliminowali z igrzysk broniących olimpijskiego złota Szwedów (4:3).
Dwa pozostałe ćwierćfinały rozstrzygały się w trzecich tercjach i w taki sam sposób. Najpierw jeden z zespołów strzelał gola, potem rywale wycofywali bramkarza w nadziei na wyrównanie, co kończyło się utratą drugiej bramki. Tak właśnie Amerykanie odprawili Szwajcarów, a Finowie Czechów.
Ten ostatni mecz nieoczekiwanie mógł mieć większą, niż zakładano, widownię. Po raz kolejny podczas igrzysk w Vancouver nie popisali się organizatorzy, którzy przez pomyłkę sprzedali około 100 biletów na ćwierćfinał z udziałem Kanady do hali UBC Thunderbird Arena, podczas gdy w rzeczywistości odbywał się tam mecz Finlandia - Czechy. Potem trzeba było gorączkowo szukać miejsc dla zawiedzionych kibiców.
@RY1@i02/2010/040/i02.2010.040.000.014a.001.jpg@RY2@
Fot. EPA/PAP
Gospodarze niepodzielnie panowali na lodowisku
Robert Piątek
robert.piatek@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu