Polsko-norweska wojna o narty
Norwegowie żądali dyskwalifikacji Justyny Kowalczyk po biegu łączonym na 15 km, w którym Polka zajęła trzecie miejsce.
- Wywalczony w ten sposób medal nic by dla mnie nie znaczył - powiedziała Kristin Steira. Protestu Norwegów nie będzie.
Po sobotnim biegu na 15 km wśród biegaczek zapanowała nerwowa atmosfera. - Muszę porozmawiać z doktorem, żeby znalazł astmę i u mnie. W pierwszej szóstce tylko ja jestem zdrowa, reszta to astmatyczki - mówiła na mecie Kowalczyk. Jej zdenerwowaniu trudno się dziwić, bo przed tym biegiem miała prawo mierzyć w złoty medal, a jednak już po raz trzeci w Vancouver musiała uznać wyższość Marit Bjoergen. Norweżka przed igrzyskami uzyskała zezwolenie na stosowanie leków przeciwko astmie, na którą choruje, znajdujących się na liście środków zakazanych przez WADA, światową organizację antydopingową.
Kowalczyk od dawna sugeruje, że wiele rywalek udaje chorobę. - Jednym te specyfiki mogą poprawiać wydolność, innym wręcz przeciwnie. To na pewno kontrowersyjna sprawa - mówi Rafał Węgrzyn, drugi trener i serwismen Kowalczyk.
Forma, w jakiej znajduje się Bjoergen, rzeczywiście jest ogromnym zaskoczeniem. Przed igrzyskami mogło się wydawać, że Norweżka największe sukcesy ma już dawno za sobą. Nawet jej strona internetowa po raz ostatni została zaktualizowana w 2007 r. Tymczasem w Kanadzie 29-letnia zawodniczka wydaje się poza zasięgiem. Wcześniej była trzecia na 10 km stylem dowolnym, następnie wygrała sprint, a w piątkowym biegu na 7,5 km klasykiem plus 7,5 dowolnym wręcz znokautowała rywalki.
- Justyna w stylu klasycznym miała narzucić takie tempo, żeby pogubić łyżwiarki - opowiada Węgrzyn. Jednak Bjoergen nie tylko nie dała się zgubić, ale to ona prowadziła przez większość dystansu, linię mety minęła niezagrożona.
- To efekt treningu. Lekarstwa nie są dopingiem, tylko wyrównaniem jej szans w stosunku do innych - tłumaczy lekarz skandynawskiej ekipy.
Norwegowie też zaatakowali. Według nich Kowalczyk powinna zostać w piątek zdyskwalifikowana za stosowanie kroku łyżwowego na odcinku, na którym obowiązywał klasyczny, tuż przed zmianą nart. Norweskie media opublikowały zdjęcia, na których widać przewinienie Polki, nie uszło to uwadze komisji sędziowskiej. Kowalczyk przyznała się, tłumaczyła, że zrobiła to nieumyślnie. To przekonało jury, ale Norwegowie rozważali wniesienie protestu.
W przypadku dyskwalifikacji Kowalczyk brązowy medal trafiłby w ręce Kristin Steiry. Norweżka, Polka i Szwedka Anna Haag stoczyły za plecami Bjoergen walkę o miejsca na podium. Kowalczyk wyprzedziła Steirę na trzecim miejscu zaledwie o 10 centymetrów dzięki szpagatowi wykonanemu tuż przed metą.
Decydujący okazał się głos tej, która mogła najwięcej skorzystać. - Gdybym wywalczyła medal w ten sposób, to by dla mnie nic nie znaczyło - powiedziała Steira. Norwegowie odstąpili od protestu. Nikt już nie odbierze Justynie medalu.
@RY1@i02/2010/036/i02.2010.036.000.017a.001.jpg@RY2@
Fot. AP
Ten wypad prawą nogą w wykonaniu Justyny Kowalczyk był wart brązowego medalu igrzysk olimpijskich
Robert Piątek
robert.piatek@infor.pl
Nie chcę tego komentować.
O tym też nie chcę mówić. Z Turynu Bjoergen wyjechała z płaczem. W połowie igrzysk poprosiła, żeby zabrać ją z tej dziury, bo miała dość. Teraz się odbudowała. Należało jej się to, niczego jej nie zazdrościmy. Jest bardzo mocna, ale da się z nią walczyć. I Justyna na pewno powalczy.
Powiem panu coś. Przez cały rok bałem się jednego. Analizowałem wyniki i okazało się, że wiele razy zawodniczki, które zdobywały laury w mistrzostwach świata, potem wracały z pustymi rękami z igrzysk. Przed Nagano Jelena Welbe zdobyła pięć złotych medali, Stefania Belmondo cztery srebrne, a na olimpiadzie nie wywalczyły nic. A my mamy już dwa medale. Justyna jest jedyną medalistką MŚ w Libercu, która sięgnęła po medale także w Vancouver. Jedyną.
To nie była kłótnia. Rywalizacji na igrzyskach towarzyszy ogromne napięcie, dlatego czasem dają o sobie znać nerwy, ale to jest normalne.
Była szczęśliwa. Podziękowała mi.
Mamy bardzo dużą delegację, jest grupa bankietowa, która chodzi na takie imprezy. Ja nie imprezuję, bo jestem tu w pracy. Byłem zmęczony. Takie uroczystości są dla zawodnika, a nie dla trenera.
Głupoty. Sama powiedziała, że miała najlepiej przygotowane deski ze wszystkich rywalek.
Justyna pojechała do Vancouver, by spotkać się z siostrą, która przyleciała do Kanady, aby jej kibicować. Miała kilka godzin dla siebie, ale wieczorem musiała wrócić do wioski olimpijskiej, bo czekały ją regeneracja i masaż.
@RY1@i02/2010/036/i02.2010.036.000.017a.002.jpg@RY2@
Fot. T. Markowski Newspix.pl
Aleksander Wieretielny
, trener Justyny Kowalczyk
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu