Julia Tymoszenko oprotestuje rezultaty wyborów
Będziemy walczyli o zorganizowanie trzeciej tury wyborów prezydenckich, które sfałszował Wiktor Janukowycz - takie jest stanowisko Bloku Julii Tymoszenko.
Wczoraj politycy BJuT oficjalnie zapowiedzieli: nie będzie kapitulacji, ugrupowanie walczy do końca.
Mimo bojowych deklaracji Tymoszenko nie ma zbyt wielu atutów. Wybory uznali międzynarodowi i ukraińscy obserwatorzy, nie ma spontanicznych protestów na ulicach, Centralna Komisja Wyborcza przekonuje, że nie doszło do manipulacji, nie kwestionuje ich również ustępujący prezydent Wiktor Juszczenko. Wyliczono nawet, że w sumie prawo wyborcze złamano - w sposób rażący - najwyżej w kilkudziesięciu komisjach, co w żaden sposób nie może wpłynąć na wynik.
Wiktor Janukowycz zaapelował wczoraj do swojej rywalki, by przyznała, że wygrał fair. - Jeśli Tymoszenko nie akceptuje woli narodu ukraińskiego, nie akceptuje wyniku wyborów, lecz wciąż spycha Ukrainę w polityczny chaos, ryzykuje, że z bohaterki pomarańczowej rewolucji zmieni się w jej kata - mówił nowy prezydent w wywiadzie dla stacji CNN.
Do trzeciej tury mogłoby dojść, gdyby udało się udowodnić masowe fałszerstwa. - To dość subiektywna decyzja sądu, ale na dziś prawdopodobieństwo, że taka zapadnie, jest niewielkie - mówi nam szef Komitetu Wyborców Ukrainy Ołeksandr Czernenko.
Najskuteczniejszym sposobem naciskania na Janukowycza, by przystał na dogrywkę, miał być ludowy bunt na wzór pomarańczowej rewolucji z 2004 r. Problem jednak w tym - co przyznają sami sztabowcy BJuT - że nie ma chętnych, by spontanicznie protestować na placach Kijowa. Jeden z naszych rozmówców w sztabie Tymoszenko mówił wprost: demonstracje - na o wiele mniejszą skalę niż w 2004 r. - można zorganizować, ale trzeba je opłacić. Tymczasem kasa BJuT jest pusta (jednym z głównych zarzutów pod adresem pani premier był argument, że dofinansowuje swoją kampanię prezydencką z budżetu państwa). Co więcej - na wypadek, gdyby Tymoszenko udało się zorganizować protesty - opłaconą przez sprzyjających mu oligarchów kontrrewolucję szykuje również Janukowycz.
Jeśli BJuT zdecyduje się na protesty, będą one kosztować więcej niż cała kampania wyborcza. Jak wyliczył tygodnik Weekly.ua, 50-tysięczny protest kosztuje na Ukrainie 2 - 3 mln dol... dziennie (ubiegłoroczne wpływy do budżetu Ukrainy wyniosły 30 mld dol.). W tej cenie wyżywienie, druk ulotek, budowa sceny na Majdanie, transport, kuchnia, miejsca do spania i wynagrodzenie dla opłaconych "majdanarbajterów" (można zarobić od 100 hrywien, czyli 37 zł za osiem godzin stania na ulicy, do 300 dol. za udział w "akcji" - bójce z milicją, szturmie na budynek rządowy).
Sposobem na zakwestionowanie wyniku i wymuszenie na przeciwniku trzeciej tury wyborów jest również batalia w Wyższym Sądzie Administracyjnym (WASU), wskazywał na nią w rozmowie z DGP poseł BJuT Andrij Szkil. Taktyka sądowa ma jednak swoje pułapki. Po pierwsze blok na razie nie zdobył wiarygodnych dowodów na fałszerstwa. Po drugie WASU ma dwóch szefów - jeden popiera Tymoszenko, drugi Janukowycza. Trudno zatem spodziewać się jednoznacznego werdyktu. Najbardziej realny scenariusz jest taki, że sąd wydaje dwa wyroki: jeden korzystny dla lidera opozycji, drugi sprzyjający szefowej rządu. Efekt takiego rozwiązania nie jest trudny do przewidzenia - kolejne miesiące politycznego pata. Problem pojawi się, jeśli nie uda się zainaugurować nowego prezydenta do 19 marca - to ostatni konstytucyjny termin. Może się okazać, że kraj będzie miał wówczas czterech przywódców: odchodzącego Juszczenkę, elekta Janukowycza, samozwańczą Tymoszenko i... szefa parlamentu Wołodymyra Łytwyna, który ogłosi się p.o. głowy państwa w obliczu konstytucyjnego klinczu.
Na razie obie ukraińskie giełdy za ostatecznego zwycięzcę rozgrywki uznały szefa Partii Regionów. W poniedziałek, podczas pierwszego powyborczego notowania, największe skoki odnotowały spółki należące do oligarchów zbliżonych do Janukowycza. Rekordowy wzrost odnotowały akcje kombinatu Piwnicznyj HZK, kontrolowanego przez stojącego za regionałami najbogatszego Ukraińca Rinata Achmetowa: zyskały 10,5 proc. Na wartości traciły natomiast spółki należące do pomarańczowych biznesmenów. Połtawśkyj HZK Kostiantyna Żewahy spadł o 3,2 proc., zaś Ukrnafta Ihora Kołomojskiego - o 2,1 proc.
Choć na żadnej z giełd nie odnotowano znacznych spadków, analitycy podkreślają, że przedłużający się chaos może tę sytuację zmienić. - Dopóki nazwisko prezydenta nie będzie znane, biznes wstrzyma się z inwestycjami - mówił nam analityk CFC Consulting Wasyl Myrosznyczenko. - Stabilizacja władzy spowoduje zaś, że zagraniczne fundusze inwestycyjne podwyższą swoje limity wydatków na akcje ukraińskich spółek - dodawał w rozmowie z dziennikiem Kommiersant-Ukraina Wadym Samar z BG Capital.
@RY1@i02/2010/028/i02.2010.028.000.009a.001.jpg@RY2@
Fot. AFP
Sztab Julii Tymoszenko zapowiedział zaskarżenie wyników wyborów do sądu
korespondencja z Kijowa
dgp@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu