Szkoły w USA nie mają z czego żyć. Wydały wszystko, co dał im Obama
Amerykańskie szkoły znalazły się w najgorszej od kilku dekad sytuacji ekonomicznej.
Władze placówek wydały już niemal wszystkie pieniądze, jakie dostały w ramach planu stymulacyjnego Baracka Obamy, i teraz nie bardzo wiedzą, skąd brać środki na utrzymanie normalnego programu nauczania. Niemal rok po uchwaleniu przez Kongres kosztownego pakietu, który miał rozruszać gospodarkę USA, okazuje się, że nie spełnił on pokładanych w nim nadziei.
Prezydent w swoim sięgającym niemal 750 mld dol. planie stymulacyjnym aż 100 mld dol. zarezerwował na oświatę. Pieniądze z federalnego budżetu miały iść na utrzymanie przeznaczonych wcześniej do likwidacji etatów nauczycielskich, programy zajęć pozalekcyjnych, wyposażenie klas oraz dożywianie najuboższych. Był to największy jednorazowy zastrzyk gotówki dla szkolnictwa w historii Stanów Zjednoczonych. Sekretarz edukacji Arne Duncan na samym początku ostrzegł szkoły i kuratoria, by nie wydawały wszystkiego od razu, bo potem może pojawić się poważny problem. Tymczasem odbiorcy rekordowej pomocy postąpili dokładnie odwrotnie. Udało się dzięki temu utrzymać bądź stworzyć miejsca pracy dla 250 tys. nauczycieli. Ale problemy zaczęły się, kiedy źródełko z programu stymulacyjnego zaczęło wysychać.
- Przebadaliśmy szkoły w 11 stanach od Nebraski po Nowy Jork. Dziewięć z nich wydało już dwie trzecie środków, resztę zostawiając na najbliższe dwa semestry - oświadczył David Sciarra z Education Law Center z uniwersytetu w Newarku podczas konferencji poświęconej kondycji szkolnictwa zorganizowanej przez Uniwersytet Columbia. Tymczasem według konkurencyjnego raportu naukowców z Teachers College w kolejnych 20 stanach, m.in. w New Jersey, Georgii, Florydzie i Waszyngtonie, władze szkół niemal natychmiast wydały całą sumę, jaką dysponowały.
Problem polega na tym, że wskutek kryzysu stanowe budżety bardzo zubożały i w nadchodzącym sezonie będą ledwie wiązać koniec z końcem, tym bardziej że w przeciwieństwie do federalnego fiskusa nie będą mogły sobie pozwolić na rozluźnienie dyscypliny i nieograniczone pożyczanie. Dlatego też szkoły w niemal wszystkich regionach USA z dnia na dzień mogą stracić środki niezbędne do normalnego funkcjonowania. - Zbliżamy się do punktu krytycznego. Wedle szacunków w wielu stanach może zabraknąć pieniędzy na podstawowe potrzeby. W najgorszym scenariuszu może zabraknąć nawet nauczycieli angielskiego - mówi nam Bruce Baker, specjalista od edukacji z Rutgers University.
Co gorsza, dramatyczne problemy, w obliczu których stoi szkolnictwo, nie są jedynym przykładem na to, że firmowany przez Biały Dom pakiet stymulacyjny bardzo często nie działa. Dziesiątki miliardów dolarów z tego programu przeznaczono m.in. na tworzenie nowych miejsc pracy w budżetówce. Rząd pochwalił się przed dwoma tygodniami, że dzięki temu udało znaleźć zatrudnienie prawie milionowi osób. Co z tego, jeżeli od początku kryzysu, czyli od upadku banku Lehman Brothers, pracę straciło prawie dziesięć milionów Amerykanów. Kolejnym przykładem są masowe ulgi podatkowe, na których fiskus stracił, też w ramach pakietu stymulacyjnego, ponad 200 mld dol. Miały przekonać ludzi do konsumpcji, tymczasem większość zaoszczędzone pieniądze woli trzymać w szufladzie.
@RY1@i02/2010/027/i02.2010.027.000.011a.002.jpg@RY2@
Fot. AFP
Barack Obama wizytuje jedną ze szkół na Florydzie
Brookings Institution
@RY1@i02/2010/027/i02.2010.027.000.011a.003.jpg@RY2@
Fot. Materiały prasowe
Kenneth Dam, Brookings Institution
To, że amerykańskie szkoły stoją na progu bankructwa, obnaża jeszcze większy problem. Okazuje się bowiem, że plan stymulacyjny firmowany przez ekipę Baracka Obamy okazał się pomyłką. Trudno jego autorom odmówić dobrych intencji, ale z pewnością można ich obwiniać za to, że nie przewidzieli jego elementarnych konsekwencji.
Przede wszystkim wzrost zadłużenia i obsługi rosnącego długu. Nikt się nie przygotował na wariant taki, że pakiet nie zadziała, tzn. nie ożywi w zakładanym stopniu gospodarki, a trzeba będzie ponieść jego koszty. W sumie spłacanie długów z tym związanych może przekroczyć pięć bilionów dolarów. Co więcej, dość łatwo można było przewidzieć, że uruchomienie całej kwoty od razu spowoduje, że beneficjenci programu z miejsca wszystko wydadzą. Poza tym autorzy koncepcji stymulowania gospodarki zignorowali wcześniejsze doświadczenia z podobnymi pakietami. W Ameryce było ich już kilka, chociaż na mniejszą skalę. Najlepszym przykładem stał się rządowy zastrzyk gotówki w gospodarkę w Japonii na początku lat 90. Skończył się on długą stagnacją, po której ten kraj nigdy nie odzyskał swojej dawnej siły.
radoslaw.korzycki@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu