UEFA ustawia kalendarz tak, aby wyeliminować konkurencję
Europejska federacja nie chce, aby krajowe rozgrywki kolidowały z Ligą Mistrzów i Ligą Europy. W zamian skraca zgrupowania
UEFA, monopolista na rynku europejskich pucharów, zamierza swój monopol jeszcze wzmocnić i udoskonalić.
Z jednej strony chce narzucić ligom swój kalendarz i ujednolicić krajowe rozgrywki, tak aby w pucharowe wtorki, środy i czwartki na najwyższym poziomie grała tylko Liga Mistrzów i Liga Europy. Z drugiej strony idzie na rękę klubom, skracając czas przeznaczony na zgrupowania reprezentacji.
Zaczęło się od tego, że selekcjonerzy chcieli, aby wszystkie drużyny narodowe miały równe szanse przynajmniej pod jednym względem. - Na wniosek reprezentacji UEFA postanowiła ujednolicić terminarz. Chodziło o to, że jedni byli w lepszej sytuacji od drugich. Na przykład gdy młodzieżowa reprezentacja Polski miała grać z Holendrami, to rywale byli już po kolejce ligowej. A my dopiero po zgrupowaniach - mówi nam Jerzy Engel, dyrektor sportowy PZPN, a także członek UEFA Development and Technical Assistance Committe. - Działacze europejskiej federacji dążą więc do tego, aby wszyscy rozgrywali swoje mecze ligowe mniej więcej w tym samym czasie i w podobnej liczbie. Można to oczywiście zrobić, narzucając swoją wizję kalendarza, ale też ujednolicając liczbę drużyn w poszczególnych krajach.
Jakiś czas temu w UEFA powstała koncepcja, aby pójść właśnie w tę stronę. To by była rewolucja, ale na razie jest ona mało realna. Mniej drużyn na przykład w Premier League to mniej pieniędzy do podziału. I bardziej niezadowolone telewizje. Nie mówiąc już o kibicach. - Większość federacji opowiedziała się za tym, aby we wszystkich krajach na poziomie ekstraklasy występowało szesnaście drużyn. To byłoby ich zdaniem rozwiązanie optymalne - kontynuuje Engel. - Oczywiście spotkało się to z oporem najsilniejszych lig, które liczą po dwadzieścia drużyn i u których ten model sprawdza się od lat. Na razie szansa na wprowadzenie jakiegoś odgórnego rozporządzenia określającego jedną, konkretną liczbę drużyn we wszystkich ekstraklasach jest niewielka. UEFA wychodzi z założenia, że albo wszyscy się godzą, albo nikt. Ale dyskusja trwa.
Innego zdania jest Ekstraklasa SA. Jej zdaniem dyskusji nad ujednoliceniem liczby drużyn w europejskich pierwszych ligach nie ma. Bo i tak byłaby jałowa, a proponowane zmiany po prostu niemożliwe do wdrożenia. - To nierealne. Raczej śledziłbym terminy rozgrywania poszczególnych rund Pucharu Anglii w przyszłym sezonie, bo to pokaże współczesne tendencje, do których UEFA dąży - mówi nam szef departamentu rozgrywek Ekstraklasy Marcin Stefański. - Wszystko idzie w tę stronę, aby żadne mecze nie kolidowały ze spotkaniami europejskich pucharów.
Szefowi UEFA Michelowi Platiniemu (a raczej sponsorom organizacji, którą Francuz reprezentuje) bardzo zależy na tym, aby piłkarscy widzowie danego dnia skupili się tylko i wyłącznie na spotkaniach rozgrywanych pod egidą UEFA - aby w godzinie meczu np. Chelsea - Maccabi Hajfa nie można było na innym kanale obejrzeć na żywo Pucharu Anglii, Irlandii czy Polski. Albo medialnych drugich lig europejskich, jak angielskiej Championship czy 2. Bundesligi. Oglądalność meczów Ligi Mistrzów w irlandzkiej telewizji RTE w zeszłym roku wahała się między 300 tys. a 1 mln widzów. UEFA wyszła z założenia, że różnica byłaby mniejsza, gdyby nie system rozgrywek na Wyspach i liczba równoczesnych transmisji innego rodzaju spotkań. Bardziej lokalnych, ale - jak się okazuje - konkurencyjnych dla Ligi Mistrzów czy Ligi Europy.
- UEFA na swoje puchary rezerwuje sobie wtorki, środy i czwartki. Krajowe ligi mają być rozgrywane w ścisłych terminach, od piątku do niedzieli - mówi Stefański. I nikt nikomu nie może wchodzić w paradę.
Europejska federacja chce chronić nie tylko interesy Ligi Mistrzów i Ligi Europy. Zamierza również mocniej zainwestować w finały tych rozgrywek. Według badania Futures Sports and Entertainment zeszłoroczny finał LM oglądało w sumie około 206 mln widzów. Natomiast finał amerykańskiego Super Bowl między Pittsburgh Steelers a Arizona Cardinals - 162 mln widzów. UEFA zamierza przenieść swój finał ze środy na sobotę, aby nie tylko zwiększyć jego oglądalność, ale też pomóc telewizjom czerpać tak duże zyski z reklam podczas tego meczu, jakie czerpią amerykańskie telewizje podczas Super Bowl. I jednocześnie podnieść oczywiście wartość swojego produktu.
- Finał Ligi Mistrzów w sobotę będzie na pewno, ale ten termin długo się nie utrzyma. Najlepsze kluby będą się buntować, bo tracą jeden bardzo ważny termin na ligę czy puchar - uważa Stefański.
Niejako w ramach rekompensaty za zmiany w kalendarzu rozgrywek UEFA poszła na rękę klubom w kwestii terminów przeznaczonych na mecze reprezentacji. - Spotkania eliminacyjne do Euro 2012 będą się odbywać w piątki, soboty oraz wtorki - ogłosił niedawno Platini. Tym samym skrócony został czas przeznaczony na zgrupowania, które tylko drażnią trenerów klubowych.
- Piłkarz będzie krócej przebywał z kadrą. Nie będzie wyjeżdżał na zgrupowanie już w niedzielę i wracał dopiero w czwartek, po ponad tygodniu - mówi Engel.
- Kluby dostaną co najmniej jeden dzień ekstra. To istotne dla tych krajów, w których traktuje się bardzo poważnie piątkowe mecze ligowe - dodaje Stefański. - Kwestię zdecydowanie podniosły kluby Bundesligi, którym nie podobało się, że piłkarze po środowym meczu reprezentacji niemal prosto z lotniska wychodzili w piątek na boisko.
I w ten sposób UEFA znalazła złoty środek. Z czasem we wtorki, środy i czwartki nie będzie żadnych meczów, które konkurowałyby ze spotkaniami Ligi Mistrzów czy Ligi Europy. A kluby i tak będą zadowolone.
@RY1@i02/2010/027/i02.2010.027.000.0020.001.jpg@RY2@
Fot. PAP/EPA
Na Wyspach zdarza się, że ważne mecze rozgrywa się w dniu, w którym odbywa się kolejka w europejskich pucharach
Daniel Rupiński
daniel.rupinski@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu