Obama uciekł w populizm
Na gorąco można powiedzieć, że tak, skoro ludziom się podobało. Ale sam egzamin trudny nie był.
Prezydent Barack Obama posłużył się wypróbowanymi chwytami. Porównałbym go do studenta, który nie ma zbyt wielkiej wiedzy, ale błyszczy na zajęciach i przychodzi na kolokwium, licząc na to, że semestr dobrej promocji mu się opłaci. Zaczyna markować, używać tych samych min, dzięki czemu komisja egzaminacyjna ma wrażenie, że jest świetnie przygotowany.
Owszem, ale podczas orędzia mieliśmy do czynienia z nowym komunikatem z użyciem starych technik. Najważniejszym akcentem tego przemówienia był jeden sygnał. Obama przekonywał, że doskonale wie, z jakich powodów cierpią jego rodacy. Zabieg jest prosty: dobry, stary, wizjonerski Obama powraca w nowym stylu, wzbogacony o doświadczenie wynikające z trudów urzędu. Popełnił błędy, przyznaje się do nich i proponuje ucieczkę do przodu.
Owszem, to bardzo populistyczne zagranie, ale czy Barack Obama od początku nie posługiwał się właśnie populizmem? I kolejnym razem ten zabieg się opłacił. Przyjrzyjmy się temu, jak przedstawił sprawę wyborów uzupełniających w Massachusetts (demokraci przegrali w zeszłym tygodniu w tym bastionie lewicy walkę o senacki fotel - red.). Przecież to była ewidentna porażka rządzącej partii, jej marazmu i fatalnej kampanii. A Obama przedstawił to jako intrygę republikanów, którzy obiecują proste rozwiązania, a zależy im tak naprawdę na stołkach w Waszyngtonie. I tu spojrzał karzącym wzrokiem na liderów republikańskich w Kongresie, którzy mimo wszystko wyglądali na mocno zawstydzonych. Przecież to był idealny przykład populizmu, którym Obama od zawsze się posługiwał.
Skłaniam się do twierdzenia, że nie. Bo jego propozycje szybko zostaną zweryfikowane i ludzi znów czeka zimny prysznic. Np. w sprawie zamrożenia wydatków. Przez trzy lata, od 2011 r., mają być wprowadzane oszczędności. Tymczasem nie sięgną one nawet jednego procentu dziury budżetowej, więc szumnie zapowiadana oszczędność będzie tylko kosmetyką. Mówił też o zbliżającym się końcu negocjacji z Rosją w sprawie traktatu o redukcji broni atomowej. Z tego, co wiem, negocjacje idą słabo i USA bliskie są zgniłego kompromisu. Łatwo będzie później obciążyć prezydenta winą za ewentualną porażkę w negocjacjach nad układem zastępującym umowę START. Obama mówił też, że za jego rządów zabija się więcej terrorystów niż za jego poprzednika. To są akurat dane wzięte z sufitu, zupełnie nie do zweryfikowania.
● Barack Obama zapowiedział, że priorytetem będzie dla niego walka z bezrobociem. "Ludzie nie mają pracy. Przez to cierpią. Musimy im pomóc. Będę walczył o stworzenie nowych miejsc pracy. To dla mnie najważniejsze zadania w 2010 roku" - mówił prezydent w State of the Union. Bezrobocie w USA cały czas waha się w granicach rekordowych 10 proc.
● prezydent zapowiedział zamrożenie federalnych wydatków przez trzy lata na część rządowych programów. Plan wchodzi w życie w przyszłym roku i ma przynieść budżetowi ok. 20 mld dol. oszczędności. Ma to być sposób na ograniczenie deficytu budżetowego, który jest największy w historii. Obama opowiedział się też przeciwko obniżkom podatków dla koncernów naftowych i menedżerów funduszy inwestycyjnych.
● Obama podkreślił, że dalej będzie się starał przekonać Amerykanów i Kongres do swojej reformy szpitalnictwa i ochrony zdrowia. Jego wizja zakłada, że podstawową opieką medyczną mieliby zostać objęci wszyscy Amerykanie. W Kongresie powstały dwa projekty - w Senacie i Izbie Reprezentantów - ale nie są tak radykalne, jak chciałby tego Obama. "Nie pozostawię bez pomocy tych ludzi i Kongres też nie powinien. Wykonajmy więc to zadanie" - mówił.
● "Nie jestem zainteresowany karaniem amerykańskich banków, ale sprzeciwię się każdej reformie systemu finansowego, która nie będzie dostatecznie radykalna" - zapowiedział prezydent. Podkreślił, że każdy projekt zmian systemu finansowego, który nie będzie przewidywał "prawdziwej reformy", zostanie przez niego odesłany z powrotem do Kongresu w celu poprawy. Obama opowiada się za rozbiciem wielkich banków na mniejsze. Uważa też, że powinien powrócić sztywny podział na banki inwestycyjne oraz detaliczne.
● choć przywileje dla klasy średniej wprowadzone przez George’a W. Busha miały niedługo wygasnąć, to Obama opowiedział się za ich dalszym obowiązywaniem. Zaproponował też przeznaczenie 30 mld dol. z funduszu na pomoc wielkim bankom na stymulowanie pożyczek dla drobnego biznesu i kredyty podatkowe dla tego sektora oraz na zachęty podatkowe.
● Obama opowiedział się za rezygnacją z węgla i budową nowych elektrowni atomowych. Poparł też poszukiwanie ropy i gazu ziemnego u północnych wybrzeży Alaski. Gdy wspomniał o tym, Republikanie nagrodzili go owacją. Domagali się tego już od dawna.
● po podjęciu decyzji o wysłaniu dodatkowych 30 tys. żołnierzy pod Hindukusz prezydent podkreślił, że jest przekonany o "końcowym sukcesie", choć sytuacja w Afganistanie jest trudna. Potwierdził też, że jest zdecydowany wycofać żołnierzy amerykańskich z Iraku do końca sierpnia tego roku. Odniósł się też do programu atomowego Iranu. Stwierdził, że ajatollahowie staną w obliczu "coraz większych konsekwencji", jeśli nie będą wywiązywać się ze swoich międzynarodowych zobowiązań.
pc
@RY1@i02/2010/020/i02.2010.020.000.010a.001.jpg@RY2@
Prezydent wygłosił przed Kongresem swoje pierwsze State of the Union
Fot. AFP
@RY1@i02/2010/020/i02.2010.020.000.010a.002.jpg@RY2@
Stephen H. Hess
Fot. Materialy prasowe
, ekspert waszyngtońskiego Brookings Institution, doradca prezydentów Geralda Forda i Jimmy’ego Cartera
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu