Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Kontrola internetu już nie wystarcza, czas na SMS-y

1 lipca 2018

Awantura z Google’em, który zagroził wycofaniem się z Chin w proteście przeciw włamaniom rządowych hakerów i cenzurze internetu, nie zrobiła wrażenia na komunistycznych władzach.

Najnowszym pomysłem na ograniczenie wolności słowa jest kontrolowanie SMS-ów.

Dwaj najwięksi operatorzy sieci komórkowych w Państwie Środka - China Mobile i China Unicom - zablokowali usługę wysyłania wiadomości tekstowych tym abonentom, których przyłapano na wypisywaniu "nieprawomyślnych treści", podała w miniony weekend chińska prasa. China Mobile przyznało nawet, że współpracuje z milicją, informując ją o przypadkach, gdy w treści SMS-ów pojawia się wzmianka o pornografii, przemocy, przestępstwach, terroryzmie, oszustwach finansowych czy hazardzie.

W zeszłym roku Pekin zapowiedział kampanię przeciw pornografii w internecie i telefonach komórkowych. Na tej postawie zamknięto bądź zablokowano 15 tysięcy stron pornograficznych, w tym 11 tys. takich, które można oglądać poprzez komórki - podała w ubiegłym tygodniu agencja Xinhua. Operatorzy komórkowi natomiast zainstalowali systemy, które wyłapują newralgiczne słowa w wysyłanych wiadomościach.

- Celem tej operacji nie jest tylko blokowanie pornograficznych treści. To prawdopodobnie tylko zasłona dymna, która ma ukrywać prawdziwe intencje władz, czyli kontrolowanie potencjalnych przeciwników - mówi nam Kerry Brown, specjalista od Chin w brytyjskim ośrodku analitycznym Chatham House.

Zresztą nawet chińscy urzędnicy przyznają, że mają obiekcje co do stopnia ingerowania władz w życie ludzi. - Mamy mnóstwo prywatnych rzeczy w telefonach. Jeśli będą kontrolowane, wiele z nich na pewno wycieknie - powiedział anglojęzycznej gazecie Global Times jeden z urzędników, który przedstawia się tylko jako Cao. Inny dziennik, kantoński Nanfang Dushi Bao, opisuje historię mężczyzny z miasta Dongguan w południowych Chinach, którego telefon niedawno został zablokowany. Biuro obsługi klienta poinformowało go, iż w jego wiadomości było zakazane słowo i aby mógł znów korzystać z aparatu, musi się zgłosić na milicję z dowodem osobistym. Co więcej, musiał podpisać zobowiązanie, że nie będzie więcej rozpowszechniał niewłaściwych treści.

Nawet biorąc pod uwagę, że SMS-y skanowane są przez komputery, skala przedsięwzięcia jest ogromna.

W Chinach w użyciu jest ponad 720 milionów telefonów komórkowych, czyli więcej niż w jakimkolwiek innym kraju. China Mobile jest największym operatorem na świecie, a jego 518 milionów abonentów wysyła dziennie średnio 1,7 mld wiadomości dziennie. - Koszty nie są dla władz problemem - mają 50 tys. ludzi, którzy zajmują się cenzurą, i nieograniczone środki. Ale nie sądzę, żeby to przyniosło pożądane efekty - mało kto wysyła w ten sposób politycznie drażliwe treści. Ma to negatywny wpływ na wolność słowa, a przez to na gospodarkę, która zależy od szybkiej i rzetelnej informacji - uważa Brown.

W zeszłym tygodniu internetowy gigant Google zagroził, że wycofa się z Chin po tym, jak tamtejsi hakerzy usiłowali się włamać do kont e-mailowych chińskich dysydentów. W tej sytuacji wizerunek Państwa Środka niewiele poprawi informacja, że władze przywracają możliwość wysyłania SMS-ów w prowincji Xinjiang, gdzie w lipcu zeszłego roku doszło do gwałtownych starć między muzułmańskimi Ujgurami a Chińczykami.

Bartłomiej Niedziński

bartlomiej.niedzinski@infor.pl

współpraca kk

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.