Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Świat

Haiti czeka na pomoc

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Świat ruszył na pomoc zdewastowanemu przez trzęsienie ziemi Haiti, gdzie mogło zginąć nawet 100 tys. osób.

Na czele krajów spieszących z pomocą stoją USA. Od wczoraj w Port-au-Prince, stolicy karaibskiego państwa, lądują amerykańskie samoloty z pomocą humanitarną, w kierunku wyspy płyną też dwa lotniskowce. Na miejscu są już ratownicy z Chin, a w drodze grupy m.in. z UE, Rosji i Kanady.

Ale pojawiły się także ostrzeżenia przed oszustami podszywającymi się pod ofiary kataklizmu.

Udało się natomiast nawiązać kontakt z siedmioma spośród ośmiu Polaków na Haiti, w tym ze studentem Markiem Gonzalezem. Nieznany pozostaje los jednego - Polaka kanadyjskiego pochodzenia.

Niestety, niemal dwie doby po kataklizmie na temat sytuacji na wyspie nie wiadomo nic pewnego. - Nie wiemy, ilu ludzi zginęło, nie wiemy nawet, czy mówić tysiącach, czy dziesiątkach tysięcy - mówi nam Eric Falt, szef nowojorskiego biura informacyjnego ONZ. - Nie jesteśmy w stanie nawiązać kontaktu z naszym personelem w Haiti, a szefowie misji są pod ruinami budynku w Port-au-Prince. Obawiamy się, że mogą nie żyć - dodaje. Władze kraju również nie potrafią ocenić skali tragedii. - Nie wiem, ilu ludzi zginęło... Jak dotąd słyszałem, że 50 tysięcy, a może 30 tysięcy - mówił wczoraj prezydent Haiti Rene Preval. Jego urzędnicy podkreślali jednak, że w kataklizmie mogło być nawet ponad sto tysięcy ofiar.

- Na wyspie nie ma ciężkiego sprzętu do odgruzowania. Trzeba go przywieźć, a do tego jeszcze rozwieźć nielicznymi w tym kraju bitymi drogami - mówi nam Falt. Na razie zdesperowani ludzie rozgrzebują ruiny gołymi rękami. Nic dziwnego. Z każdą godziną liczba ofiar rośnie. - Żeby ocalić ludzkie życie, mamy tylko pierwsze 48 godzin po kataklizmie - twierdzi szef Lekarzy bez Granic Olivier Bernard.

Ale nawet wydobycie ofiar spod gruzów może nie ocalić im życia. - Brakuje lekarzy, a szpital pod Port-au-Prince został zniszczony - mówi w rozmowie z DGP Marcal Izard z Międzynarodowego Czerwonego Krzyża. - Już wczoraj wysłaliśmy tam 40 ton sprzętu medycznego, w tym tonę środków do uzdatniania wody - dodaje. Nadająca się do picia woda jest zresztą jedną z tych rzeczy, których brakuje najbardziej. Poranieni, zszokowani, pozbawieni dachu nad głową, a na dodatek spragnieni ludzie zalegają na ulicach haitańskich miast. Strach przed wstrząsami wtórnymi nie pozwala im wrócić do ocalałych budynków.

Pojawiły się pierwsze informacje o szabrownikach. Dodatkowo wczoraj amerykańskie FBI zaapelowało do wszystkich chcących wspomóc wysiłki na rzecz Haiti, by wydając pieniądze, zachowali szczególną ostrożność.

Agenci nie mają wątpliwości, że na pieniądze potencjalnych darczyńców czyhają setki oszustów. Apelują, by zachować szczególną ostrożność w przypadku otrzymania e-maili od nieznanych organizacji pomocowych czy też bezpośrednio od ofiar kataklizmu. Oszuści mogą się podszywać pod znaną organizację, nieznacznie zmieniając jej nazwę. FBI odradza też m.in. ujawnianie jakichkolwiek własnych danych - od numerów kont, kart kredytowych po dane osobowe - jeśli w grę nie wchodzi wystawiony rachunek.

"To dobrze być podejrzliwym" (Its OK to be suspicious) - podkreślają śledczy Biura. I mają rację. Po każdym kataklizmie w sieci następował prawdziwy wysyp oszustów, próbujących na wszelkie sposoby wyłudzić pieniądze od naiwnych. Po raz pierwszy pojawili się oni po tsunami, które spustoszyło wybrzeża Oceanu Indyjskiego w 2004 r. Do ekspertów monitorujących bezpieczeństwo światowej sieci WWW trafiły wówczas tysiące e-maili, np. od rzekomych mieszkańców zniszczonej indonezyjskiej prowincji Aceh, którzy prosili o wsparcie. Tyle że wiadomości rozsyłano z serwerów w Południowej Afryce, prosząc o wpłaty na konta bankowe... na Malcie. Według FBI olbrzymia większość z 4600 witryn internetowych zbierających pieniądze dla mieszkańców Nowego Orleanu była prowadzona przez oszustów.

@RY1@i02/2010/010/i02.2010.010.000.012a.001.jpg@RY2@

Ludzie potrzebują wszystkiego: jedzenia, wody, leków

Fot. Carolyn Col/Los Angeles Times/Polaris/Fotolink

Mariusz Janik

mariusz.janik@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.