Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Świat

Protest przeciwko reformie emerytalnej może pogrążyć Wielką Brytanię

3 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Kiedy w 1979 r. w Wielkiej Brytanii strajki sektora publicznego przerodziły się w zimę gniewu, nastroje były tak paskudne, że nawet liverpoolscy grabarze porzucili łopaty w proteście przeciwko obniżkom płac przez rząd. Od tamtego czasu pracownicy sektora publicznego już nigdy nie byli tak wściekli jak wtedy, aż do teraz. W środę w proteście przeciwko planowanej reformie emerytur w sektorze publicznym ma wyjść na ulice nawet dwa miliony rozgniewanych ludzi.

Strajk nie mógł się zdarzyć w gorszym momencie. Paraliż kraju na pewno nie pomoże kulejącej brytyjskiej gospodarce i może ją nawet zepchnąć w recesję w czwartym kwartale roku. Jednak to, że tak wielu pracowników poparło ten protest, w tym takie grupy jak dyrektorzy szkół, którzy nigdy wcześniej nie strajkowali, sygnalizuje poziom frustracji społecznej. Nie można go zignorować.

W istocie od pracowników sektora publicznego wymaga się, by pracowali dłużej i płacili większe składki emerytalne, ale dostali za nie mniej, oraz tego, by zamienili stałą pensję na wynagrodzenie uzależnione od przebiegu kariery. Trudno zaprzeczyć, że jest to gorzka pigułka, którą ciężko jest przełknąć.

Nie można jednak zaprzeczyć, że emerytury w sektorze publicznym trzeba zreformować. Zbyt długo przymykano oczy na prawdziwe koszty szczodrych, stałych świadczeń. Dziś podwójny skutek rosnącej oczekiwanej długości życia i deficytu finansów publicznych powoduje, że zmiana jest nieunikniona.

Impasowi w dyskusji na temat reformy w równym stopniu winien jest rząd i związki zawodowe. Po obu stronach zawiodła komunikacja.

Prawda jest taka, że o ile proponowane zmiany biją w najlepiej zarabiających przedstawicieli sektora publicznego, o tyle są tak zaprojektowane, by poprawić sytuację emerytalną tych najsłabszych. Co więcej, nie pozostawiają one emerytów na pastwę rynku, tak jak to ma miejsce w przypadku pracowników sektora prywatnego. Jednak rząd nie ujawnił w szczegółach, jak te zmiany wpłyną na zwykłych ludzi, co zwiększyło niepokój w sprawie reformy. A jest w rzeczywistości ona znacznie mniej bolesna, niż mogłaby być.

Związki tymczasem obłudnie koncentrowały się na cięciach, ignorując realne korzyści. Odrzuciły również szczodre koncesje, które chroniły osoby zbliżające się do wieku emerytalnego i odwlekały zmiany do 2022 roku.

To wstyd, że tego wyjątkowo niefortunnego strajku można było uniknąć, gdyby obie strony bardziej otwarcie mówiły o realnych skutkach reformy. Ostatnia rzecz, której potrzebuje krucha brytyjska gospodarka, to kolejna zima gniewu.

Tłum. TK

"Financial Times"

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.