Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Rupert Murdoch się kaja, tłumaczy i liczy milionowe straty

1 lipca 2018

Choć Rupert Murdoch zapewniał wczoraj, że nie jest i nie może być odpowiedzialny za podsłuchy zakładane na zlecenie "News of the World", odzyskanie przez jego News Corporation pozycji na brytyjskim rynku będzie bardzo trudne. O ile nie niemożliwe.

Pochodzący z Australii magnat medialny po raz pierwszy w 40-letniej karierze na brytyjskim rynku stanął oko w oko z parlamentarzystami. Mimo to budzące ogromne zainteresowanie przesłuchanie Murdocha przed komisją Izby Gmin ds. kultury, mediów i sportu rozczarowało. Według pierwszych komentarzy Murdoch nie powiedział niczego, czego nie można się było spodziewać, a członkowie komisji - na co dzień mało znani posłowie - nie bardzo go potrafili przycisnąć. Najbardziej emocjonującym momentem był atak na Murdocha dokonany przez jednego z widzów z galerii dla publiczności przy użyciu pianki do golenia.

Murdoch, który zaczął od przeprosin i zapewnień, że czuł się zbulwersowany i zawstydzony, gdy dowiedział się o aferze podsłuchowej, przekonywał parlamentarzystów, że nie wiedział ani o tym procederze, ani o przekupywaniu policjantów, ani o pozasądowych ugodach z ofiarami. Wyjaśnił, że nie odpowiada za bieżące zarządzanie wszystkimi spółkami wchodzącymi w skład News Corp. - Kierują nimi ludzie, którym zaufałem, i ci, którym oni zaufali - mówił. - "News of the World" to mniej niż jeden procent naszej firmy. Zatrudniam na całym świecie 53 tys. osób - dodał.

Trudno odmówić słuszności temu argumentowi. Ale nawet jeśli naprawdę nie wiedział o metodach zdobywania informacji przez dziennikarzy, a wyrażony żal był szczery, nie zmienia to faktu, że poniesione przez Murdocha straty są kolosalne. Tuż po ujawnieniu skandalu magnat podjął decyzję o zamknięciu "News of the World" - wczoraj zapewniał komisję, że nie było to spowodowane czynnikami ekonomicznymi i nie ma planów stworzenia nowego niedzielnego tabloidu.

W zeszłym tygodniu pod wpływem presji parlamentarzystów News Corp. wycofał się z planowanego przejęcia największej brytyjskiej sieci płatnej telewizji BSkyB - niedoszła transakcja opiewała na 10 mld dol. Wreszcie stracił - jak się wydaje na dobre - wpływy w brytyjskim establishmencie politycznym. Brytyjskim politykom, szczególnie Partii Konserwatywnej, nieraz zarzucano zbyt bliskie kontakty z mediami Murdocha, a poparcie udzielane przez tabloid "The Sun" pomagało wygrywać wybory (np. laburzystom w 1997 r. czy konserwatystom w 2010 r.). Teraz jedni i drudzy się od niego zgodnie odcinają.

@RY1@i02/2011/139/i02.2011.139.000.008b.001.jpg@RY2@

Fot. EPA/PAP

Na ratunek Rupertowi Murdochowi zaatakowanemu przez szaleńca rzuciła się jego żona Wendy

Badaniem skandalu podsłuchowego z udziałem tabloidu "News of the World" zajmuje się komisja Izby Gmin ds. kultury, mediów i sportu. Jest jedną z ok. 40 stałych komisji w brytyjskim parlamencie. W jej skład wchodzi 10 posłów. Będą przesłuchiwać osoby zamieszane w aferę, by wyjaśnić jej okoliczności. Komisja nie ma uprawnień do wnioskowania o sankcje. Sytuację komplikuje to, że Rupert Murdoch i jego syn James nie są obywatelami brytyjskimi. Kompetencje komisji są mniejsze niż np. komisji śledczych w polskim Sejmie. Te mają prawo do przesłuchiwania świadków zgodnie z zasadami kodeksu postępowania karnego, ich praca kończy się sprawozdaniem i mogą wnioskować o postawienie wskazanych osób przed Trybunałem Stanu.

bjn

Bartłomiej Niedziński

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.