Dziennik Gazeta Prawana logo

Łukaszenka zaatakował rząd

3 lipca 2018

PREZYDENT BIAŁORUSI twierdzi, że za pogarszającą się z dnia na dzień sytuację gospodarczą kraju odpowiedzialni są ministrowie, przedsiębiorcy, a także obywatele. I zapowiada, że do dewaluacji rubla nie dojdzie

Białoruś musi zewrzeć szeregi, by nie ulec wszechobecnej presji Zachodu, który destabilizuje sytuację w kraju - przekonywał podczas dorocznego orędzia przed parlamentem Aleksander Łukaszenka. Za problemy gospodarcze, które trapią Białoruś, obwinił kryzys i samych Białorusinów.

Łukaszenka powiedział m.in., że nie ma mowy o odpuszczeniu kursu rubla. - Tak może w zachodnich podręcznikach piszą, ale w życiu jest inaczej. Niech się urzędnicy zajmą konkretnymi problemami. Bo takiego rządu nie potrzebujemy - zwrócił się bezpośrednio do premiera Michaiła Miaśnikowicza w trwającej 154 minuty mowie, transmitowanej przez wszystkie państwowe kanały.

Tymczasem nawet przedstawiciele władz nie ukrywają, że od deprecjacji waluty nie da się uciec, jeśli gospodarka ma wyjść na prostą (od stycznia z powodu rosnącego deficytu handlowego rezerwy walutowe skurczyły się o 1/4). Oficjalnie dolar był wczoraj warty 3044 rubli, jednak faktycznie banki rozliczają się ze sobą po kursie sięgającym 5000 rubli.

Gdy Łukaszenka sugerował, że dewaluacji nie będzie, wicepremier Siarhiej Rumas mówił Reutersowi, że w przyszły wtorek, gdy rozpocznie się sesja na mińskiej giełdzie walutowej, należy się spodziewać unifikacji kursu oficjalnego i czarnorynkowego. - Według mnie ukształtuje się on w okolicach 3800 - 4100 rubli. To odpowiada stanowi naszej gospodarki - tłumaczył. Oznaczałoby to spadek wartości waluty o 25 do 35 proc.

Za kłopoty Mińska odpowiedzialni są wszyscy, tylko nie prezydent. Winni są zatem: ministrowie i firmy państwowe (brak własnej inicjatywy), światowy kryzys, sami Białorusini ("w workach wywozili cukier za granicę", co opustoszyło sklepowe półki, a do tego kupowali auta za dewizy, przez co brakuje w kantorach dolarów). Łukaszenka wykorzystał typowy dla postsowieckiej polityki schemat dobrego cara i złych bojarów, na których zrzuca się winę za niepowodzenia.

Łukaszence przychodzi to dużo łatwiej, gdy stworzy się obraz Białorusi jako oblężonej twierdzy. - Najpierw groźby polityczne: nieuznanie wyników wyborów, sankcje. Potem rozdmuchiwanie niepokojów na rynkach walutowych i spożywczym. Wreszcie tańce na kościach w związku z zamachem na stacji metra. To wszystko ogniwa jednego łańcucha - perorował. - Stany Zjednoczone szukają satelitów, by wbijać klin. Tymi satelitami są Polska, Słowacja, Czechy, Węgry - dodawał.

Prezydent sporo miejsca poświęcił też zamachowi w metrze. Według Łukaszenki terroryści szykowali trzy kolejne ataki. Prezydent przyznał, że brakuje dowodów na ich polityczną motywację, jednak zaznaczył, że śledztwo wciąż trwa. Opozycja nie może zatem spać spokojnie. - Zlikwidujemy dowolną piątą czy 25 kolumnę - mówił szef państwa. Mimo spodziewanych na najbliższe dni procesów liderów opozycji białoruski przywódca jest przekonany, że stosunki z UE szybko wrócą do normy. - Jesteśmy sobie nawzajem potrzebni - dowodził.

@RY1@i02/2011/079/i02.2011.079.000.012a.001.jpg@RY2@

Fot. AFP/East News

Niech się urzędnicy zajmą konkretnymi problemami - grzmiał Aleksander Łukaszenka

Michał Potocki

michal.potocki@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.