Nowy rząd Irlandii spłaci długi
Irlandczycy ukarzą dziś polityków winnych tego, że kraj musiał skorzystać z unijnego bailoutu. Jednak warunków samego bailoutu nie odrzucą.
Jedyną niewiadomą dzisiejszych przedterminowych wyborów parlamentarnych w Irlandii jest to, czy centroprawicowa Fine Gael zdobędzie wystarczająco dużo mandatów, by rządzić sama, czy też zawrze koalicję z Partią Pracy.
Obie partie mają świadomość, że zaciskanie pasa i spłacenie długów jest konieczne i co najwyżej mogą próbować lekko renegocjować warunki wynoszącej 85 miliardów euro pożyczki. Jedynym ugrupowaniem, które chce całkowitego zerwania umowy o pomocy, jest radykalna Sinn Fein, ale ona nie ma szans na zwycięstwo. Podobnie zresztą jak rządząca do tej pory Fianna Fail premiera Briana Cowena.
Enda Kenny, szef Fine Gael i najprawdopodobniej nowy premier, zapowiedział, że będzie namawiał unijnych przywódców do obniżenia oprocentowania pożyczki, jaką udzielili Irlandii. Koronnym argumentem jest to, że pomoc dla Irlandii jest wyżej oprocentowana niż ta, którą pół roku wcześniej dostali Grecy, którzy na dodatek z większymi oporami wprowadzają oszczędności. Kenny już rozmawiał o tym z kanclerz Niemiec Angelą Merkel i szefem Komisji Europejskiej Jose Manuelem Barroso. Wspierają go irlandzcy przedsiębiorcy (m.in. prezes Ryanaira Michael O’Leary), podkreślający, że zbyt wysokie odsetki utrudnią wychodzenie z długów. Partia Pracy chciałaby z kolei, by przyjęty jako warunek pomocy plan oszczędnościowy - zakładający zejście z deficytem budżetowym z obecnych ponad 12 proc. PKB do trzech proc. - zamiast na cztery lata rozłożony był na sześć.
Wszystkie irlandzkie partie zgadzają się też, że niski - wynoszący 12,5 proc. - podatek od przedsiębiorstw jest nienegocjowalny. Na jego podwyższenie naciskają zwłaszcza Niemcy i Francja, zdaniem których stanowi on nieuczciwą przewagę konkurencyjną Irlandii. We Francji wynosi on 34 proc., w Niemczech 30, a unijna średnia to 23 proc. Jednak konsekwencją podwyżki podatku będzie wycofanie się wielu zagranicznych inwestorów, a tym samym to, że Irlandii będzie jeszcze trudniej wyjść z kryzysu i spłacić długi. - Jakikolwiek wzrost z poziomu 12,5 proc. to katastrofa dla Irlandii. To czynnik redukujący koszty do poziomu, dla którego warto być tutaj - mówi Bloombergowi Aiden Brady, menedżer irlandzkiego oddziału Citigroup, który w Dublinie zatrudnia 2200 osób.
Irlandzka gospodarka załamała się w drugiej połowie 2008 r., gdy z powodu pęknięcia bańki na rynku nieruchomości tamtejsze banki straciły płynność i musiały zostać przejęte przez państwo.
@RY1@i02/2011/039/i02.2011.039.000.009b.001.jpg@RY2@
Fot. REUTERS/FORUM
Dzisiaj w Irlandii odbędą się przedterminowe wybory
BARTŁOMIEJ NIEDZIŃSKI
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu