Belgia uspokaja rynki: będziemy ciąć
MIMO WIELOMIESIĘCZNEGO KRYZYSU politycznego wszystkie partie zgodziły się na oszczędności budżetowe
Belgia, choć od prawie roku nie ma rządu z prawdziwego zdarzenia, będzie cięła deficyt budżetowy i nie zamierza korzystać z unijnego funduszu dla państw zagrożonych bankructwem.
Premier Yves Leterme zawarł porozumienie z przywódcami wszystkich głównych partii politycznych, że nie będą oni blokować oszczędności w budżecie. - Mimo politycznego impasu jest zgoda do pomocy w przywracaniu finansów publicznych do porządku - oświadczył szef rządu.
W ostatnich dniach rynki finansowe zaczęły spekulować, że Belgia może stać się kolejnym krajem ubiegającym się o bailout. Ma ona jeden z najwyższych długów publicznych w Unii Europejskiej, nie ma władz mogących podjąć działania w celu jego zmniejszenia, a nad krajem wisi permanentna groźba rozpadu na część flamandzką i walońską.
Od kwietnia zeszłego roku krajem rządzi tymczasowy gabinet, którego kompetencje ograniczają się do bieżącego zarządzania.
Konsekwencją tego jest brak normalnego budżetu - w każdym miesiącu do dyspozycji jest 1/12 zeszłorocznych wydatków.
Leterme zapowiedział, że najpóźniej w połowie lutego przedstawi rozwiązania, za pomocą których zamierza naprawić publiczne finanse. Chce on, by tegoroczny deficyt spadł poniżej 4 proc. PKB zamiast prognozowanych 4,1 proc., zaś w przyszłym wyniósł 3 proc. W 2015 r. wydatki mają być na poziomie dochodów.
Premierowi na początek pomagają statystyki - w środę opublikowano zrewidowane wskaźniki za 2010 rok. Dzięki wyższemu niż zakładano wzrostowi gospodarczemu deficyt wyniósł 4,6 proc., a nie 4,8, jak do tej pory szacowano, a dług publiczny 97,2 proc. PKB zamiast 100,6 proc. (choć i tak pod tym względem gorsze od Belgii są tylko Grecja, Włochy i Irlandia).
Dzięki temu nie tylko udało się zejść poniżej symbolicznej granicy 100 proc., ale też zrównoważenie budżetu będzie wymagało cięć mniejszych niż, jak szacowano do tej pory, 25 miliardów euro do 2015 r. Wreszcie dzięki lepszym statystykom spadła ze 133 do 110 punktów bazowych rentowność 10-letnich obligacji belgijskich.
Na łamach wczorajszego francuskiego dziennika "La Tribune" Leterme zapewnił, że sugerowanie, by Belgia skorzystała z unijnego funduszu ratunkowego dla zagrożonych krajów nie ma podstaw. - W każdym razie mogłoby do tego dojść tylko z irracjonalnych powodów. Ale w tej chwili nie ma takiej kwestii, więc nie chcę odpowiadać na hipotetyczne pytania. Nie ma żadnego powodu, aby Belgia była postrzegana tak jak ją widzą niektórzy aktorzy rynku - powiedział belgijski premier. Podkreślił też, że Belgia nie powinna być porównywana do krajów południa Europy, bo jej postawy gospodarcze są silne.
Kolejnym czynnikiem uspokojenia rynków jest jeszcze jedna próba sformowania koalicji rządowej, którą podjął we wtorek wieczorem wyznaczony przez króla mediator. To jednak będzie zapewne znacznie trudniejsze niż naprawienie finansów publicznych. Obecny etap belgijskiego kryzysu politycznego trwa od 2007 roku i z każdym rokiem perspektywa rozpadu kraju jest coraz bardziej realna.
Bartłomiej Niedziński
bartlomiej.niedzinski@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu