Łukaszenka zwalnia, ale chce lojalek
Wital Rymaszeuski, jeden z uwięzionych po wyborach kandydatów na prezydenta Białorusi, wyszedł wczoraj z aresztu KGB. Uwolniono również Andreja Dźmitryjeua, szefa sztabu Uładziemiera Niaklajeua.
Rymaszeuski, współlider Białoruskiej Chrześcijańskiej Demokracji (BChD), który podczas manifestacji 19 grudnia dał się poznać jako charyzmatyczny przywódca protestów, wyszedł na wolność w noc sylwestrową. Jednak dopiero wczoraj tę wiadomość podały białoruskie media niepaństwowe. Działacze BChD twierdzą, że formalną podstawą zwolnienia Rymaszeuskiego z tzw. amerykanki był list, w którym polityk wytłumaczył prezydentowi Aleksandrowi Łukaszence swoje zachowanie. Więcej informacji Rymaszeuski ma przedstawić dzisiaj.
KGB wypuściło wczoraj także Andreja Dźmitryjeua, szefa sztabu kandydata kampanii Mów Prawdę! Uładzimiera Niaklajeua. Dźmitryjeu tuż po wyborach wystąpił na antenie białoruskiej telewizji i powiedział, że to nie milicja pobiła Niaklajeua. Propaganda poszła o krok dalej: organ resortu obrony "Wo Sławu Rodiny" napisał, że kandydata pobili do nieprzytomności jego zwolennicy, by zdestabilizować sytuację polityczną na Białorusi. Polityk do dziś narzeka na zły stan zdrowia.
Wczoraj Dźmitryjeu odmówił komentarzy w sprawie okoliczności pobicia Niaklajeua, tłumacząc się podpisaniem zobowiązania do zachowania tajemnicy.
Przeciw Rymaszeuskiemu, Dźmitryjeuowi, Niaklajeuowi i 24 innym opozycjonistom toczy się śledztwo z paragrafu o organizację zamieszek.
Michał Potocki
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu