Białoruś kładzie rękę na własności prywatnych spółek
Przedstawiciel państwa będzie mógł zmienić "sprzeczną z interesem społecznym" decyzję akcjonariuszy
Białoruskie władze wprowadzą swoich przedstawicieli do spółek akcyjnych. Urzędnicy mają pojawić się nie tylko w firmach z udziałem skarbu państwa, lecz także w prywatnych przedsiębiorstwach. Ustawa w tej sprawie czeka tylko na podpis prezydenta Aleksandra Łukaszenki.
Jak podaje białoruska agencja informacyjna Biznes-Nowosti, projekt zakłada wprowadzenie od 2013 r. urzędników do spółek z udziałem skarbu państwa oraz tych, które w przeszłości należały do państwa. - Oznacza to de facto, że urzędnicy pojawiają się niemal we wszystkich działających na Białorusi spółkach akcyjnych - mówi DGP białoruski ekonomista Jarosław Romańczuk z Centrum Naukowo-Badawczego im. Ludwiga von Misesa. Według zapewnień władz ma to chronić prawa i swobody obywateli, w tym prawa udziałowców mniejszościowych.
Mało tego - urzędnicy dostaną szerokie uprawnienia. Delegat będzie miał nie tylko dostęp do księgowości i dokumentacji firmy. Uzyska także prawo głosowania w imieniu nieobecnych udziałowców. Ponadto urzędnicy będą mogli zawetować decyzję akcjonariuszy, jeżeli okaże się ona "sprzeczna z interesem społecznym, bezpieczeństwem, szkodliwa dla środowiska, naruszająca prawa i interesy innych osób".
Spółki zostaną zobowiązane do informowania urzędników o czasie i miejscu zebrań akcjonariuszy i posiedzeń zarządu. W przeciwnym wypadku decyzje podjęte na takich zebraniach zostaną anulowane. Urzędnik dostanie trzy miesiące na zaskarżenie takich decyzji. Jak podają Biznes-Nowosti, przedstawicieli państwa do spółek będą delegować władze lokalne, z budżetu których będą płacone ich pensje.
Jest to faktycznie powrót do czasów tzw. złotej akcji, która pozwalała władzom przejmować kontrolę nad firmą, w której skarb państwa nie miał udziałów. Mińsk zrezygnował z tej praktyki wraz z nadejściem kryzysu finansowego w 2008 r. Miało to poprawić inwestycyjny klimat w kraju i przyciągnąć zagraniczny kapitał. Białoruska liberalizacja okazała się jednak mrzonką. W połowie października z rozkazu Łukaszenki doszło do faktycznej nacjonalizacji dwóch największych w branży cukierniczej spółek - Spartak i Kommunarka. Łukaszenka zarzucił im utratę wielu rynków i zbyt duży import surowców z zagranicy, po czym rozwiązał rady nadzorcze tych firm i mianował swoich dyrektorów do zarządu. Pozbawił amerykańskiego udziałowca pakietu kontrolnego w spółkach, powiększając udziały państwa do 60 proc. w Spartaku i 57 proc. w Kommunarce. - To moja decyzja i nie będę patrzył na żadnych inwestorów i żadne klimaty inwestycyjne - oświadczył Łukaszenka.
- Władzom nie zależy na opinii biznesu, ponieważ tak naprawdę nie zamierzają się prędko rozstawać z udziałami w gospodarce i przeprowadzać prywatyzacji. Białoruską nomenklaturę bardziej od katastrofy państwowych finansów martwi stan własnego portfela - mówi Romanczuk.
@RY1@i02/2012/241/i02.2012.241.000000600.802.jpg@RY2@
AP
Łukaszenka nie ma zamiaru prywatyzować, raczej renacjonalizuje
Nino Dżikija
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu