Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Świat

Zakaz burki - dobrze, zakaz targu bożonarodzeniowego - skandal

28 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Wiecznie podzielona Belgia tym razem zjednoczyła się w obronie historycznej tożsamości przed muzułmanami. W miniony czwartek trybunał konstytucyjny wydał głośny wyrok, w którym podtrzymuje ustawę z czerwca 2011 r. zakazującą noszenia w miejscach publicznych zarówno burki, jak i nikabu. Zwolennicy prawa kobiet do całkowitego zakrywania twarzy, którzy wnieśli pozew przeciw nowemu prawu, argumentują, że to naruszenie podstawowego prawa człowieka do praktykowania własnej religii. Ale belgijscy sędziowie przemyślnie odwrócili ten argument.

- Wskazali, że zakrycie twarzy odbiera człowiekowi wszystkie prawa, bo pozbawia go indywidualnych cech - tłumaczy wyrok dziennik "La Libre Belgique".

Sąd wskazał także na inną formę dyskryminacji: nierówność płci. Zgodnie z zasadami islamu burkę i nikab mogą bowiem nosić tylko kobiety. Mężczyźni zawsze mają prawo do pokazywania swojej twarzy.

Spór w sprawie burki przetoczył się w sąsiedniej Francji już trzy lata temu. Temat był wybuchowy, bo nad Sekwaną mieszka aż siedem milionów wyznawców Allaha. Jednak w Belgii sprawa była jeszcze trudniejsza. Skłóceni Flamandowie i Walonowie nie tworzą jednego narodu i z trudem żyją w niezwykle zdecentralizowanym państwie. To stworzyło ogromną przestrzeń do powstania odrębnych muzułmańskich gett, gdzie Marokańczycy czy Turcy żyją w takich samych grupach jak w wioskach Anatolii czy Atlasu, które opuścili kilkadziesiąt lat temu. O żadnej integracji społeczności, która stanowi przynajmniej 25 proc. mieszkańców Brukseli, nie było do tej pory mowy.

Wyrok w sprawie burki może jednak okazać się przełomem. Projekt ustawy w tej sprawie wysunięty przez lidera konserwatywnego, frankofońskiego Ruchu Reformatorskiego (MR) Daniela Bacquelainea niespodziewanie poparła nie tylko walońska lewica, lecz także wszystkie główne partie flamandzkie. Okazało się, że poza królem i drużyną piłkarską obie społeczności jednak coś łączy.

Podobnie rozwija się debata w sprawie zielonego rusztowania, jakie zamiast tradycyjnej choinki po raz pierwszy postawiono w tym roku na Grand-Place w Brukseli. Włodarze miasta tłumaczą, że chodziło im o "odświeżenie" świąt Bożego Narodzenia. Ale Brukselczycy, zarówno Flamandowie, jak i Walonowie, nie mają wątpliwości, że to wynik presji muzułmanów. Na Facebooku już setki tysięcy ludzi domagają się przywrócenia tradycyjnej choinki. Chcą także, aby grudniowy targ na Grand-Place znów nazywał się "Marche de Noel" (Targ Bożonarodzeniowy), a nie "Plaisirs dHivers" ("Uciechy zimowe"), jak został określony po raz pierwszy w tym roku.

Dziennik "Le Soir" zwraca jednak uwagę, że debata, która przetacza się teraz przez Belgię, wkrótce przybierze wymiar europejski. Obrońcy prawa do noszenia burki i nikabu zapowiedzieli już bowiem, że odwołają się od niekorzystnej dla siebie decyzji do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Wówczas na sędziów w Strasburgu spadnie niełatwe zadanie określenia, co znaczy w dzisiejszym świecie bycie Europejczykiem.

Podzielona Belgia wspólne ma tylko trzy rzeczy: króla, drużynę piłkarską i zdanie na temat burki

@RY1@i02/2012/239/i02.2012.239.00000080c.803.jpg@RY2@

Jędrzej Bielecki, dziennikarz działu życie gospodarcze świat

Jędrzej Bielecki

dziennikarz działu życie gospodarcze świat

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.