Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Świat

Gdzie są ci Włosi? A gdzie Hiszpanie?

2 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Jeszcze w sobotę można było kupić bilety na finał ME. Elton John i Queen zgarnęli jednak show piłkarzom

Już w sobotę było jasne, kto był największym przegranym finału Euro 2012. Okazało się, że handlarze biletami, którzy niemal rozpaczliwie, po cenie nominalnej, próbowali pod Stadionem Olimpijskim sprzedać pliki wejściówek. Chętnych nie było widać, bo wciąż można było kupić bilety legalną drogą. W kasie UEFA było ich jeszcze ponad 2,5 tys. - wszystkie drugiej kategorii.

Frekwencja na trybunach stanowiła zdecydowanie największe zmartwienie organizatorów. Szacunki dotyczące liczby kibiców, którzy pojawią się w Kijowie w niedzielę, spadały niczym wartość akcji podczas krachu na giełdzie. O ile jeszcze we wtorek przewidywano najazd 500 tys. fanów, o tyle w sobotę liczono już na około 200 tys.

- Spodziewamy się 11 tys. Hiszpanów i kilku tysięcy Włochów - zapowiadali pracownicy administracji miejskiej, dodając, że są przekonani o wypełnieniu stadionu w stu procentach.

Te wieści nie pocieszyły sprzedawców pamiątek, których ceny - poza oficjalnymi punktami - spadły nawet o jedną trzecią. Czasami można było wręcz odnieść wrażenie, że Euro dobiegło już końca. Na ulicach nie widać było kibicowskich atrybutów, poza kilkuosobową grupą Hiszpanów wyraźnie zainteresowanych bliższym poznaniem miejscowych piękności.

Tysiące fanów

Brak piłkarskich fanów szczególnie rzucał się w oczy wieczorem, gdy w strefie kibica odbył się koncert Eltona Johna i grupy Queen z niesamowitym wokalistą Adamem Lambertem, który śpiewa w zespole od tego roku. W fanzonie pojawiło się ponad 120 tys. osób, ale na próżno było szukać wśród nich osób ubranych w koszulki reprezentacji.

- To wydarzenie artystyczne, nie sportowe - nie miała wątpliwości Katarina, sprzedająca piwo w punkcie oficjalnego sponsora mistrzostw. - Tyle że odbywa się w miejscu, gdzie dotychczas przebywali kibice. Stało się tak dlatego, że fundacja chciała obniżyć koszty, więc skorzystała ze sceny, którą ustawiono na Euro.

Bezpłatny - wykonawcy także zrezygnowali z honorariów - koncert pod hasłem "Twoje życie nie jest grą" zorganizowała Fundacja AntiAIDS, którą kieruje Ołena Pinczuk, córka byłego prezydenta Ukrainy Leonida Kuczmy i żona Wiktora Pinczuka, jednego z najbogatszych Ukraińców. Elton John i Queen zagrali dla niej po raz drugi. Na telebimie pojawiły się także sportowe gwiazdy, m.in. owacyjnie witany Andrij Szewczenko, otrzegające przed AIDS i apelujące o ostrożność i stosowanie antykoncepcji.

Gdzie są finaliści?

O nadchodzącym finale Euro padło w sobotni wieczór właściwie jedno zdanie - Elton John na dzień dobry poinformował, że koncert odbywa się dzień przed tym wydarzeniem. A nieco później zażartował: - Czy są tu Hiszpanie?

Odpowiedzi właściwie nie było.

- A Włosi?

Efekt podobny. Wokalista niemal parsknął śmiechem. I zadał trzecie pytanie: - A Ukraińcy?

Odpowiedział mu krzyk 100 tys. ludzi.

Taka reakcja była zresztą powszechna. Majdan podzielono na dwie strefy: premium, gdzie przebywało może 20 proc. osób, i powszechną. Tę od premium oddzielały barierki i kordon ochrony. Sceny, jakie działy się przy ogrodzeniu, przypominały filmy z czasów The Beatles. Dziewczyny piszczały, płakały i mdlały. Ochrona przenosiła je przez barierki i kładła w namiocie medycznym. Podpici młodzieńcy próbowali sforsować przeszkodę, wdając się w bójki z ochroniarzami. Szczyt przypadł podczas piosenki Queen zaśpiewanej wraz z obecnym zespołem przez... nieżyjącego Freddiego Mercuryego: na scenie wyświetlono jego postać, która pożegnała się później z gitarzystą Brianem Mayem podniesionym kciukiem.

Fantastyczny show, podczas którego zarówno Elton John, jak i Queen wykonali swoje najbardziej znane utwory, trwał ogółem pięć godzin. Zakończył się - jakżeby inaczej - utworem "We Are the Champions". I wtedy, na chwilę, na Majdan wróciło Euro 2012.

- We are the champions - darła się wniebogłosy grupka Hiszpanów, którzy zrezygnowali z podrywania dziewczyn na rzecz opróżniania kolejnych kubków 1715, czyli ukraińskiego piwa z najdłuższą podobno historią. Bo koncert koncertem, ale przede wszystkim "The Show Must Go on". Ten sportowy też. A może nawet przede wszystkim. To było jedno z ostatnich wydarzeń zakończonych już mistrzostw.

@RY1@i02/2012/126/i02.2012.126.00000080a.802.jpg@RY2@

ap

Na ulicach Kijowa włoscy kibice tacy jak ci byli w mniejszości

Rafał Musioł

z Kijowa

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.