Kibice są zespołom niepotrzebni
Piłkarze dumnego Albionu od 1990 roku pięciokrotnie odpadali z turniejów po karnych. W niedzielę piłkarze i kibice przeżyli taki dramat po raz szósty
Anglia znów płacze. Jej piłkarze wypadli na Euro 2012 tak jak polscy: miało być inaczej, a wyszło jak zwykle. Czyli skończyło się porażką w rzutach karnych taką jak na mistrzostwach świata w latach 1990, 1998 i 2006 oraz mistrzostwach Europy 1996 i 2004.
- Jedenaście metrów angielskiego nieszczęścia - taki tytuł pojawił się w poniedziałkowych gazetach na Ukrainie, a trener wyspiarzy Roy Hodgson znów się dziwił, że jego piłkarze na treningach trafiali z karnych niemal z zamkniętymi oczami.
Szkoleniowiec Włochów Cesare Prandelli promieniał szczęściem.
- Gdy Riccardo Montolivo nie wykorzystał karnego, pomyślałem, że to niesprawiedliwe, bo chłopak był jednym z najlepszych zawodników tego meczu - opowiadał trener półfinalistów podczas konferencji prasowej. - Ale i tak wierzyłem, że to nie my będziemy kupować bilety powrotne. Andrea Pirlo zrobił to, co potrafi najlepiej, i rzeczywiście to Italia zagra z Niemcami. Nie będziemy faworytami, ale wierzę, że teraz pójdziemy za uderzeniem i sprawimy niespodziankę.
Wywołany do tablicy Pirlo został wybrany najlepszym piłkarzem meczu. Jego rzut karny wykonany w stylu Antonina Panenki sprawił, że kibice zaniemówili.
- Szczerze mówiąc, nie planowałem takiego strzału - przyznał Włoch. - Podszedłem do piłki z wolną głową, bez decyzji. I nagle, tuż przed kopnięciem, zobaczyłem, że bramkarz, trochę za wcześnie, rzuca się w bok, zostawiając mi środek bramki. Stąd takie właśnie uderzenie.
Anglicy byli zdecydowanie mniej rozmowni.
- Nie tak miało być, zupełnie nie tak - mówił Steven Gerrard. - Wykonaliśmy w obronie świetną robotę, myślałem, że w nagrodę będziemy grać w półfinale.
O tym, że Włosi wygrali zasłużenie, mówią jednak liczby: 64 procent czasu posiadania piłki, 20 celnych (Anglicy 4) i 12 niecelnych (3) strzałów, mówią same za siebie.
Porażka Anglików oznaczała, że kilka tysięcy fanów z Wysp po nocnym rajdzie po pubach i dyskotekach opuści Kijów i wróci do domów. Niedzielny ćwierćfinał był kolejnym meczem, w którym przegrał zespół dopingowany przez większą grupę kibiców. Aż trójka - poza Niemcami - medalistów turnieju jest wspierana niemal symbolicznie. Ba, włoskie media w ostatnich dniach grzmiały, że reprezentacja jest osamotniona, a na Euro 2012 przyjechała najmniejsza grupa tifosi w historii tej imprezy (w niedzielę w Kijowie szacowano ich liczbę na niespełna 2,5 tys. osób). Jak się okazuje, kibice nie są zespołom potrzebni, bo gdyby o sukcesie decydowało wsparcie z trybun, w półfinałach graliby oprócz Niemców Polacy, Ukraińcy i Szwedzi.
@RY1@i02/2012/122/i02.2012.122.00000070c.802.jpg@RY2@
pap/epa
Włosi pokonali Anglików zasłużenie. Squadra Azzurra oddała pięciokrotnie więcej celnych strzałów na bramkę Joego Harta, niż musiał obronić Gianluigi Buffon
Rafał Musioł,
korespondencja z Kijowa
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu