Powrót Wayne’a Rooneya do gry zaostrzy apetyty angielskich fanów
Ukraina musi wygrać, Anglię zadowoli remis. Jeśli Zbirna odpadnie, powtórzy się scenariusz sprzed czterech lat, gdy z grupy nie wyszli obaj gospodarze
Obie drużyny przed turniejem nawet nie odważyły się głośno mówić o swoich celach, a wręcz starały się na siebie nie zwracać uwagi. Anglików przeraziły masowe kontuzje i nieobecność w pierwszych dwóch meczach superstrzelca Wayne’a Rooneya i kłopoty z obsadą stanowiska trenera kadry. Ukrainę defetyzm dopadł po słabych wynikach w spotkaniach towarzyskich. Na turnieju zaskoczyły oba zespoły, ale do upragnionego ćwierćfinału Euro 2012 dotrwa tylko jeden z nich.
Niespełnione wróżby
Wyspiarzom przepowiadano bolesną klęskę, ale oni dotychczas meczu na mistrzostwach w Polsce i na Ukrainie nie przegrali. Synowie Albionu dokonali nawet krwawej zemsty na Szwedach, wygrywając z nimi po raz pierwszy w historii w spotkaniu o punkty. Tym samym wyrzucili ich z turnieju.
Trener narodowej reprezentacji Trzech Lwów Roy Hodgson w obu spotkaniach zupełnie nie odczuł braku kilku czołowych zawodników, choć osłabienia dopadły właściwie wszystkie formacje. Anglicy skutecznie połączyli młodzieńczą werwę z doświadczeniem, którego najwięcej jest w bloku defensywnym.
Dobre wyniki wyostrzyły ich apetyty. Ćwierćfinał to dla wyspiarzy już nie sukces, lecz w zaistniałych okolicznościach obowiązek (wystarczy im remis). Zwłaszcza że do składu powraca spragniony gry Rooney, który wcześniej pauzował za czerwoną kartkę z eliminacji.
- Powrót Wayne’a jest dla nas olbrzymim wzmocnieniem. Już przed turniejem mówiłem, że najważniejsze jest to, by sobie wypracować dobrą pozycję przed jego wejściem do gry, i to nam się udało. Po Rooneyu widać, że on nie może się doczekać. Był bardzo rozczarowany, że zabrakło go w dwóch pierwszych meczach. Mam nadzieję, że teraz my skorzystamy na jego frustracji - powiedział niespełna 32-letni Steven Gerrard.
Ukraina na własnych ziemiach wykorzystała rozdarcie wewnętrzne reprezentacji Trzech Koron, ale nie dała rady - na grząskiej murawie, przesiąkniętej deszczem - Francji, toteż jej sytuacja przypomina naszą przed starciem z Czechami. Tylko zwycięstwo wywinduje ich do ćwierćfinału.
Błochin krytykuje podopiecznych
- Po pierwszym spotkaniu wszyscy widzieli nas już w ćwierćfinale, a do tego jeszcze daleka droga. Mistrzostwa Europy to nie liga ukraińska. Jestem zadowolony z początku spotkania, ale później było znacznie gorzej. Nie podobało mi się to, że po stracie drugiej bramki moi piłkarze poddali się i praktycznie przestali grać - mówił po meczu z trójkolorowymi selekcjoner Zbirnej Ołeh Błochin.
Jeśli jego podopieczni doskoczą do najlepszej ósemki kontynentalnego czempionatu, ich sukces będzie wprost ogólnonarodowy. Oni sami zresztą nadają taki wymiar dzisiejszej konfrontacji, wspominając o wiekopomnym wydarzeniu. Wprawdzie już raz w 20-letniej historii reprezentacji dotarli do ćwierćfinału (w 2006 roku na mundialu w Niemczech), ale tamten sukces nie miał tak szerokiego wymiaru.
- Myślę, że to będzie największy mecz w historii Ukrainy - zapewniał wczoraj napastnik Dinama Moskwa Andrij Woronin. Wciąż jest szansa na ćwierćfinał i zrobimy wszystko, by się w nim znaleźć. To bardzo ważne nie dla piłkarzy, ale dla całego narodu. Nie chcemy skończyć tak jak Polska - dodawał.
Szewa niepewny gry
Niebiesko-żółtym skrzydła może podciąć nieobecność Andrija Szewczenki. Występ 35-letniego napastnika, uznawanego za najlepszego piłkarza w historii niepodległej Ukrainy, stoi pod sporym znakiem zapytania, bo gwiazda naszych wschodnich sąsiadów narzeka na ból w lewym kolanie.
- Rywale nie oszczędzali Andrija w obu spotkaniach. W kolanie Szewczenki zebrał się płyn. Jego występ w meczu z Anglią jest niepewny - poinformował rzecznik prasowy ukraińskiego zespołu.
Jeśli Szewczenko nie wybiegnie w podstawowym składzie, jego miejsce ma zająć urodzony w Belgradzie przed 28 laty Marko Dević.
Dla Anglików uradowanych pokonaniem Szwedów i remisem z Francją awans do ćwierćfinału nie będzie sukcesem, lecz obowiązkiem
@RY1@i02/2012/117/i02.2012.117.00000080b.805.jpg@RY2@
Theo Walcott jest głodny sukcesów. Anglicy tylko raz wywalczyli tytuł - w 1966 r., zostając mistrzami świata
Patryk Kurkowski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu