Gejowskie małżeństwa a kampania wyborcza w USA
Trwa liczenie potencjalnych głosów w amerykańskich wyborach, więc nikogo nie powinna dziwić deklaracja prezydenta Baracka Obamy z zeszłego tygodnia, że popiera małżeństwa homoseksualne. Kiedy Obama uporczywie trzymał się poglądu, że jego stanowisko w tej sprawie "ewoluuje", wszyscy uważali, że nie ma zamiaru podjąć ryzyka. Teraz to zrobił i być może ma rację - blisko połowa Amerykanów popiera postulat małżeństw homoseksualnych, a po deklaracji z zeszłego tygodnia wielu z nich może poprzeć w listopadzie urzędującego prezydenta. Podobnie przewidywalny był apel Mitta Romneya o wprowadzenie konstytucyjnej poprawki definiującej małżeństwo jako związek "kobiety i mężczyzny". W wyborach, które będą miały zapewne bardzo zacięty przebieg, obie strony muszą zmobilizować swój twardy elektorat. Pomiędzy ich stanowiskami istnieje przepaść, ale pomimo to i tak żal, że kwestia, która mogłaby się stać przedmiotem konsensusu, a nie partyjnych rozgrywek, znowu padnie ofiarą wyborczego futbolu.
Oczywiście, obecne wiatry sprzyjają równości małżeństw. I słusznie. Biorąc pod uwagę, że USA są państwem świeckim, temat w nieunikniony sposób nabiera znaczenia politycznego. Niektóre amerykańskie stany, takie jak Massachusetts, z którego wywodzi się Romney, już zaakceptowały jednopłciowe małżeństwa, ale wciąż pozostają one w mniejszości. Rząd federalny nie uznaje tych związków i zgodnie z ustawą z 1996 roku o obronie związku małżeńskiego nie zobowiązuje do tego innych stanów USA. Wiele z nich także nie uznaje małżeństw homoseksualnych. Nie dalej jak w ubiegłym tygodniu Karolina Północna zdecydowanie odrzuciła ten pomysł.
Biorąc pod uwagę polaryzację w tej kwestii, wydaje się mało prawdopodobne, by nowa ustawa federalna weszła w życie szybko. Jednak uwzględniając zwrot w nastawieniu amerykańskiej opinii publicznej, która od wrogości w krótkim czasie przeszła do akceptacji, nie wydaje się to najbardziej palącym problemem naszych czasów. W wyborach 2012 roku jest wiele ważniejszych tematów. Gejowskie małżeństwa nie powinny znajdować się na czele tej listy.
Obaj konkurenci chętnie sięgają po tematy zastępcze, by zmobilizować niezdecydowany elektorat. Sondaże pokazują tymczasem, że wyborców zajmuje przede wszystkim stan amerykańskiej gospodarki. Zasługują oni na merytoryczną debatę na ten temat. Zamiast tego obaj rywale chcą zmobilizować drobne grupy elektoratu w niepewnych stanach, mając nadzieję, że zdobędą w ten sposób przewagę. Miejmy nadzieję, że kandydaci zajmą się raczej wyzwaniami stojącymi przed ich prawdziwymi wyborcami, zamiast skupiać się na przeciąganiu niewielkiego marginesu.
Financial Times
Tłum. TK
© The Financial Times Limited 2012. All Rights Reserved
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu