Dziennik Gazeta Prawana logo

Grecki chaos polityczny znów grozi bankructwem

27 czerwca 2018

Wczoraj próbę stworzenia rządu podjęła radykalna lewica, która sprzeciwia się bailoutowi

Grecja coraz mocniej zmierza ku katastrofie, która może pociągnąć za sobą resztę strefy euro, lub w najlepszym razie ku kolejnym przedterminowym wyborom. Wczoraj misję stworzenia koalicji rządowej rozpoczął lider Radykalnej Koalicji Lewicy (Syriza) Aleksis Cipras, ale postawił takie warunki, że jego szanse powodzenia są znikome.

37-letni Cipras, najmłodszy partyjny lider w Grecji, na sformowanie koalicji dostał od prezydenta trzy dni. W poniedziałek tyle samo czasu otrzymał szef konserwatywnej Nowej Demokracji Antonis Samaras, ale jeszcze tego samego dnia się poddał. Wszystko wskazuje na to, że taki sam los czeka też Ciprasa. Jego Syriza - luźna koalicja ruchów lewackich i ekologicznych - zajęła w niedzielnych wyborach drugie miejsce, ale w 300-osobowym parlamencie ma tylko 52 mandaty. Wprawdzie partie, które są przeciwne bailoutowi i planowi oszczędnościowemu, mają 151 miejsc, ale wspólnego rządu - co zresztą byłoby gospodarczą katastrofą - nie stworzą.

Cipras zapowiedział, że nie będzie rozmawiał z faszyzującym Złotym Świtem, a koalicję wykluczyli też komuniści. Powstanie gabinetu bez którejś z dwóch partii popierających bailout jest zatem niemożliwe. W grę wchodzi co najwyżej mniejszościowy rząd z udziałem socjalistycznego PASOK-u i wstrzymywanie się od głosu przez Nową Demokrację, ale byłby to rząd wyjątkowo słaby. Zresztą warunki Ciprasa są na razie zaporowe.

- Głos wyborców jasno stwierdza, że umowa o bailoucie jest nieważna - oświadczył wczoraj Cipras. Poniekąd ma rację, bo ugrupowania sprzeciwiające się jej dostały łącznie dwie trzecie głosów. W zamian za dwa pakiety pomocowe o łącznej wartości 240 mld euro i darowanie 100 mld euro przez prywatnych wierzycieli Grecja znacząco obniżyła pensje w budżetówce i świadczenia socjalne, podnosi podatki, zmniejsza zatrudnienie w sektorze państwowym i ma przeprowadzić szerokro zakrojoną prywatyzację. Cipras zażądał od przywódców dwóch partii popierających program oszczędnościowy, by wycofali swoje zobowiązania, które złożyli w Brukseli w zamian za kolejne 130 mld euro pomocy finansowej. Ewangelos Wenizelos, szef PASOK-u i dotychczasowy minister finansów, wczoraj już nawet przebąkiwał o renegocjacji warunków umowy z Unią Europejską i MFW oraz mówił, że podstawą programu koalicji rządowej powinna być chęć utrzymania Grecji w strefie euro.

Ta wątła wspólna płaszczyzna może jednak nie wystarczyć. Jak powiedział jeden z wysokich rangą urzędników ustępującego rządu Lukasa Papadimosa, niewielu ludzi w otoczeniu Ciprasa zdaje się rozumieć, że jeśli UE i MFW wstrzymają wypłatę pieniędzy, zabraknie ich na pensje, emerytury i w ogóle na funkcjonowanie państwa. I stanie się to szybciej, niż młody lider Syrizy przypuszcza. Aby Grecja otrzymała następną transzę pomocy, musi w czerwcu zatwierdzić oszczędności na 2013 i 2014 r. na łączną sumę 11 mld euro. Bez tego pieniędzy Atenom zabraknie przed końcem czerwca. Niemcy, które jako największa gospodarka strefy euro w dużej mierze tę pomoc finansują, ostrzegły wczoraj, że nie ma mowy o renegocjacji porozumienia, a jego zerwanie oznaczać będzie wstrzymanie pożyczek.

Ale bankructwo Grecji też nie jest rozwiązaniem. Jak wyliczył w marcu Instytut Finansów Międzynarodwych (IIF), rezygnacja przez Grecję ze wspólnej waluty kosztowałaby strefę euro bilion euro, czyli znacznie więcej, niż ma liczyć dopiero tworzony stały fundusz stabilizacyjny. Na dodatek nie ma żadnej gwarancji, że nie spowoduje to efektu domina wśród innych zadłużonych państw.

Jeśli Unia wstrzyma pomoc, w Grecji zabraknie pieniędzy na pensje

@RY1@i02/2012/089/i02.2012.089.00000080c.803.jpg@RY2@

AFP/East News

Szansa stworzenia rządu przez Aleksisa Ciprasa jest znikoma

Przykładem może być Irlandia

Od Grecji i pozostałych pogrążonych w kryzysie finansowym państw Południa coraz bardziej odróżnia się Irlandia. Kraj, który w efekcie załamania się sektora bankowego jako drugi musiał skorzystać z bailoutu, powoli wychodzi z kryzysu.

Na dodatek poprawiają się nastroje wśród tamtejszych przedsiębiorców. Przewidują oni, że wzrost gospodarczy Irlandii wyniesie w tym roku 1 proc. (to więcej niż prognoza Komisji Europejskiej), zaś ich wydatki na nowy sprzęt i maszyny zwiększą się w tym roku o 10 proc. w stosunku do 2011 r., podała wczoraj organizacja irlandzkich przedsiębiorców IBEC.

- Irlandia znów jest atrakcyjnym krajem do inwestowania, powstaje dużo nowych miejsc pracy w sektorze technologicznym i usługach finansowych, sporo osób znajduje zatrudnienie w rolnictwie, bo rośnie eksport - mówił podczas spotkania z polskimi dziennikarzami Michael Noonan, irlandzki minister finansów. - Największym naszym problemem jest słaby popyt wewnętrzny, bo w efekcie kryzysu ludzie nadal wolą oszczędzać, niż wydawać - dodał. Powiedział też, że aby to zmienić i zmniejszyć bezrobocie, które obecnie sięga 14 proc., Irlandia poprze inicjatywy na rzecz wsparcia wzrostu. Plan irlandzkiego rządu zakłada, że deficyt budżetowy, który na koniec zeszłego roku wynosił 9,9 proc., do 2015 r. spadnie poniżej 3 proc. bjn

Bartłomiej Niedziński

bartlomiej.niedzinski@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.