Czechy. Dwóch prezydentów i tysiące kryminalistów
Na czeskich portalach internetowych dominowała ostatnio jedna informacja: republika ma nowego prezydenta. Sprawa jest nie bez znaczenia, bo jak wiadomo, prezydent po raz pierwszy został wybrany przez obywateli, a wczoraj objął swój urząd. I choć Milos Zeman przejął fotel prezydencki ze wzniosłymi słowami na ustach "odwaga, pokora i mądrość", nie obyło się bez wpadki. Internauci, na zdjęciach wrzucanych na bieżąco z inauguracji, wypatrzyli, że do podpisywanej przez prezydenta przysięgi wkradł się błąd. Jeden z wyrazów został użyty w niepoprawnej formie gramatycznej. Eksperci natychmiast pospieszyli uspokoić społeczeństwo, że obietnica nie traci swojej wagi. Pod lupę zostały także wzięte stroje rodziny prezydenckiej. Krytycy mody pytali ironicznie, czy rodzina wybiera się na pogrzeb.
W ogóle sprawy prezydenta, zarówno tego nowego, jak i dopiero co odchodzącego, nadal elektryzują czeskie media. Tym bardziej że poprzednia głowa państwa, czyli Vaclav Klaus, zostawił po sobie doniosłą pamiątkę. Na odchodnym postanowił pokazać gest i wypuścił blisko jedną trzecią więźniów na wolność. Chodziło głównie o drobnych przestępców, ale także członków ugrupowań nazistowskich i poważniejszych kryminalistów.
I choć pierwsi wyszli już na początku stycznia, z gazet nie znikają tytuły: "Sąsiad zatrzymał go, gdy wychodził z łupem", "Wyniósł z ciężarówki kuchenkę", bowiem amnestiowani natychmiast wrócili do swoich dawnych zajęć. Od początku roku popełnili już 286 przestępstw i 204 wykroczenia. Dwóch 27-latków wróciło do więzienia już po siedmiu godzinach, w tym czasie udało się im upić, ukraść trzy tysiące koron, aż wpadli na próbie kradzieży samochodu. Rekordzista, zanim go złapano, dopuścił się 13 czynów.
Nic więc dziwnego, że na głowę Klausa posypały się gromy. Jego krytyków szczególnie zdenerwowało to, że zwolnił podejrzanych w procesach korupcyjnych (zgodnie z jego decyzją wypuszczono wszystkich podejrzanych po 8 latach od rozpoczęcia procesu, o ile grożąca im maksymalna kara nie przekraczała 10 lat więzienia). Mówiono wtedy, że wypuścił grube ryby, menedżerów zbankrutowanych banków i funduszy finansowych, wśród których znalazło się wiele osób z elit politycznych, często blisko związanych z byłym prezydentem. Niektórzy zaś podejrzewali go o czystą złośliwość (w końcu zrobił to na odchodnym).
Co ciekawe, Klaus, jak podają czeskie media, kiedy 10 lat temu rozpoczynał karierę prezydencką, przekonywał, że nie lubi amnestii, bo to pozostałości zwyczajów feudalnych, kiedy to król mógł kogoś skazać na śmierć lub udzielić mu łaski. To zaś jego zdaniem nie ma wiele wspólnego z zasadami demokracji. I jak widać, na koniec postanowił pokazać, kto tu jest królem. Jednak to mu popularności nie przysporzyło. Tak samo, jak dopiero co opublikowana książka jego głównego doradcy, który ujawnił, że za atakiem z 11 września 2001 r. mogły stać amerykańskie służby specjalne. Choć Klaus się od tego dystansował, to stwierdził, że bardzo ceni swojego byłego współpracownika za niestandardowe pomysły.
@RY1@i02/2013/049/i02.2013.049.00000060b.802.jpg@RY2@
Klara Klinger dziennikarka działu życie gospodarcze kraj
Klara Klinger
dziennikarka działu życie gospodarcze kraj
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu