Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Świat

Igrzyska w Soczi zamieniają się w teatr absurdu

26 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Mieliśmy Nikitę Chruszczowa, co chciał siać kukurydzę na Północy. Teraz mamy Władimira Putina, który chce urządzić zimowe igrzyska w tropikach - tak rosyjscy internauci podsumowują wielki PR-owski projekt Kremla, jakim stała się olimpiada w Soczi. Słynąca ze srogich zim Rosja kupuje armatki śnieżne w Izraelu i wydaje grube miliony dolarów na przechowanie zeszłorocznego śniegu. Wszystko dlatego że w lutym średnia temperatura w samym Soczi (zawody odbędą się w odległym o 20 km Adlerze) nie spada poniżej 9 stopni Celsjusza. Na plusie.

Olimpiada miała udowodnić światu nowoczesność i potęgę putinowskiej Rosji. Gdy w 2007 r. MKOl przyznał organizację zimowych igrzysk Rosji, Soczi i przyległe regiony były gospodarczo zaniedbanymi peryferiami graniczącymi z Kaukazem Północnym - uważanym za wylęgarnię grup ekstremistycznych. W ciągu tych kilku lat Rosja nie tylko zbudowała 13 hal i stadionów (rękami przede wszystkim gastarbeiterów z byłych republik), ale i wydała krocie na stworzenie i renowację potrzebnej infrastruktury. Przy tak wielkich nakładach od razu pojawiła się korupcja (według rosyjskich ekspertów łapówki za przyznanie kontraktów wynosiły nawet 30 proc. ich wartości). I tak mamy najdroższe igrzyska w historii. Dotychczasowy rekord należał do Chińczyków, którzy na letnie zawody w Pekinie w 2008 r. wydali 5 mld dol. mniej (trzeba jednak pamiętać o tym, że program letnich igrzysk jest o wiele bogatszy niż zimowych).

Rosjanie mnożą więc pytania. Czy to nie za duży jak na jednorazowy PR-owy wydatek? Władze odpowiadają, że konieczny, bo kraj przygotowuje się też do zorganizowania zawodów F1 zaplanowanych na lato tego roku (Soczi) oraz do finałów mistrzostw świata w piłce nożnej w 2018 r. Ale na co kierowcom wyścigowym i piłkarzom wielkie hale dla łyżwiarstwa? Tymczasem na samo utrzymanie obiektów olimpijskich władze Soczi będą musiały wydawać połowę rocznego budżetu.

By Rosjanie nie mnożyli krytycznych pytań, władze prześcigają się w coraz to nowych pomysłach na igrzyska. Pojawiła się koncepcja, by olimpijski ogień zawitał na Międzynarodową Stację Kosmiczną. Idea ta bawi internautów, bo naziemna sztafeta napotykała liczne przeszkody: ogień olimpijski zgasł co najmniej 66 razy. A przecież władze wydały na zakup 15 tys. pochodni 207 mln rubli (19 mln zł). - Czy aluminiowy palnik o wartości 13,8 tys. rubli (1,2 tys. zł) naprawdę nie może działać sprawniej? - ironizuje rosyjski portal biznesowy Slon.ru.

To nie koniec absurdów. Podczas igrzysk, które potrwają do połowy marca (po właściwych igrzyskach będzie jeszcze paraolimpiada), Soczi i przylegające terytoria zamienią się w odciętą od reszty kraju strefę ze wzmożonym systemem bezpieczeństwa. Życie mieszkańców Kaukazu Północnego już zaczęło przypominać funkcjonowanie w państwie policyjnym. Urzędnicy trzymają ścisłą kontrolę nad tym, kto przyjeżdża do miasta: niemile są widziane osoby o kaukaskich rysach twarzy. Wśród absurdalnych zakazów, w które obrasta Soczi, znalazł się też taki, który zabrania wywieszania prania na zewnątrz. Zdaniem władz psuje to wizerunek miasta.

Obrońcy igrzysk odpierają wszelkie zarzuty, twierdząc, że wysokie koszty imprezy to wynik kreatywnej księgowości w rosyjskim stylu, a same igrzyska, zamiast pogrążyć miasto w długach, doprowadzą do rozkwitu całego regionu. Cóż, doświadczenia innych miast gospodarzy wskazują, że marzenia o rozkwicie najczęściej się nie spełniają. Pozostają jedynie wielkie długi do spłacenia.

@RY1@i02/2014/016/i02.2014.016.000001800.802.jpg@RY2@

Koszty XXII Igrzysk Olimpijskich

Nino Dżikija

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.