Dziennik Gazeta Prawana logo

Infamia i wygnanie dla terrorystów

27 czerwca 2018

Liderzy krajów UE weryfikują politykę bezpieczeństwa. Zgadzają się na zaostrzenie procedur, dzielenie się danymi pasażerów linii lotniczych, monitoring internetu. Padają pomysły zabierania obywatelstwa zwolennikom dżihadu

Tuż po zamachu na redakcję "Charlie Hebdo" unijni politycy deklarowali, że nie pozwolą, by islamscy radykałowie ograniczali wolność w Europie. Ale pewne zmniejszenie jej zakresu wydaje się nieuniknione. Pierwsze zapowiedzi można było usłyszeć na wczorajszym spotkaniu ministrów spraw wewnętrznych z 11 krajów UE oraz Stanów Zjednoczonych. Poparli oni plan dzielenia się przez policję i służby wywiadowcze poszczególnych krajów danymi o pasażerach linii lotniczych, zacieśnienie kontroli na zewnętrznych granicach Unii, a także skłonienie dostawców usług internetowych do szybszego i skuteczniejszego usuwania treści wzywających do przemocy.

Zwłaszcza to pierwsze budziło do tej pory spore kontrowersje. Komisja Europejska opowiedziała się za tym, by kraje członkowskie przekazywały sobie dane o pasażerach (umowy w tej sprawie już kilka lat temu Unia podpisała ze Stanami Zjednoczonymi, Australią i Kanadą), ale sprzeciwiła się temu komisja Parlamentu Europejskiego ds. swobód obywatelskich, argumentując, że to zbyt duże naruszenie prywatności. Jednak akty terroru, do jakich doszło w Paryżu, dały argumenty zwolennikom tego rozwiązania. - W przyszłym tygodniu w Strasburgu będę apelował do Parlamentu Europejskiego, by przyspieszył pracę nad europejskim systemem danych o pasażerach, który pomoże w śledzeniu podróży niebezpiecznych ludzi - zapowiedział szef Rady Europejskiej Donald Tusk.

Tymczasem wygląda, że w sprawie zamachu w Paryżu francuskie służby bezpieczeństwa zawiodły - sprawcy bowiem byli już znani wywiadowi. Said Kouachi jeździł do Jemenu, gdzie spotykał się z członkami tamtejszego odłamu Al-Kaidy, a być może nawet z ówczesnym liderem organizacji Anwarem al-Awlakim (zginął w 2011 r.). Jego brat Cherif Kouachi siedział w więzieniu za rekrutowanie rebeliantów do Iraku. To, że dokonali oni ataku na redakcję, która znajdowała się pod ochroną policji, wskazuje, że albo służbom brakowało informacji o ich późniejszej aktywności, albo nie zostały one właściwie potraktowane. Nie najlepiej wygląda też fakt, że władzom nie udało się zawczasu ująć Hayat Boumeddiene, żony Amedyego Coulibalyego, który zabił cztery osoby w sklepie z koszerną żywnością. Boumeddiene, która od ub.r. była w stałym kontakcie z żoną Cherifa Kouachiego, mogła stanowić bezcenne źródło informacji o zamachowcach i ich motywacjach. Służby podejrzewają, że w piątek uciekła do Turcji, skąd najprawdopodobniej będzie chciała przedostać się do Syrii.

Nie wydaje się też, by zapowiedziane wczoraj przez ministrów spraw wewnętrznych środki, które przecież jeszcze muszą być zatwierdzone, okazały się wystarczające do zapobiegania podobnym zamachom w przyszłości. Dlatego też pojawiają się bardziej radykalne głosy. - Zwróciłam prezydentowi uwagę na konieczność natychmiastowego zawieszenia układu z Schengen, ponieważ kontrola naszych granic jest kluczowym elementem walki z terroryzmem, ale także zapobiegania przemytowi broni - oświadczyła Marine Le Pen, liderka Frontu Narodowego, najpopularniejszej obecnie partii we Francji. Chce ona odbierać francuskie paszporty osobom z podwójnym obywatelstwem, które wyjeżdżają walczyć bądź szkolić się w obozach dżihadystów, a następnie próbują wrócić do Francji. Podobne pomysły ma Geert Wilders, lider holenderskiej Partii na rzecz Wolności. Jego zdaniem kraje europejskie powinny pozwolić na wyjazd wszystkim młodym muzułmanom, którzy chcą przyłączyć się do wojny z Zachodem i nigdy już nie wpuścić ich z powrotem. Wygląda więc na to, że w Europie, która postrzegała rozmiar amerykańskiej inwigilacji ujawnionej przez Edwarda Snowdena jako zbyt duży, coraz częściej będą pojawiać się głosy za udzieleniem służbom podobnych, szerokich uprawnień.

Proces ten zresztą już trwa i został uruchomiony przez powracających z Bliskiego Wschodu Europejczyków. We Francji przyjęto serię rozwiązań, które dają służbom większe możliwości monitorowania osób podejrzewanych o ekstremizm. Niemiecki rząd także postanowił działać prewencyjnie i zatrzymuje dowody osobiste takich ludzi, aby zawczasu uniemożliwić im wyjazd np. do Syrii. Z kolei Brytyjczycy w listopadzie zaproponowali, by szef MSW mógł pozbawić obywatelstwa brytyjskiego każdą osobę, która współpracowała z organizacjami uznanymi za terrorystyczne. Ten pomysł budził jednak sprzeciw koalicjantów z partii Liberalnych Demokratów, a nawet części rządzących konserwatystów. O pozbawieniu obywatelstwa będzie więc decydował sąd. Na forum europejskim rosną też naciski na to, żeby uszczelnić południową granicę Unii; nie tylko po to, żeby utrudnić powrót bojownikom z Bliskiego Wschodu, ale też by zmniejszyć migrację z Afryki Północnej.

Poczucie zagrożenia, które sprzyja zaostrzaniu środków bezpieczeństwa, wzmacniają także komentarze ze strony przedstawicieli europejskich służb specjalnych. - Wiemy, że grupa terrorystów z Syrii planuje atak na Zachód, który ma spowodować duże straty cywilne - powiedział szef MI5 Andrew Parker, czyli brytyjskiego odpowiednika naszej Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Dodał, że od października 2013 r. w krajach Zachodu miało miejsce ponad 20 zamachów (udaremnionych lub wykonanych) sterowanych bądź inspirowanych przez ekstremistów z Syrii.

@RY1@i02/2015/006/i02.2015.006.000000600.802.jpg@RY2@

EPA/PAP

Strach przed eskalacją terroru każe przywódcom państw EU zaakceptować ograniczanie wolności

Jakub Kapiszewski

Bartłomiej Niedziński

dgp@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.