Szturm na Kapitol. To nie był film
Ubiegłoroczne wydarzenia w Waszyngtonie to dla Amerykanów nie tylko ponury symbol społecznej polaryzacji. To także dowód kryzysu instytucji
Wzburzony tłum siłą dostaje się na Kapitol. Starcia ze strażą, „człowiek-bizon”, ewakuacja wiceprezydenta, wtargnięcie do biura szefowej Izby Reprezentantów, pościgi z bronią po salach Kongresu. Strzały. 187 minut milczenia prezydenta. Chaos. Ofiary śmiertelne, ponad setka rannych policjantów. To wszystko nie było filmem, tak Stany Zjednoczone weszły w rok 2021.
Rok temu obrazy płynące ze stolicy USA cały świat obserwował z przerażeniem i niedowierzaniem. Największą traumę 6 stycznia przeżyli jednak oczywiście sami Amerykanie. Targnięto się na Kapitol, „świątynię demokracji”, symbol ich państwowości. W bezprecedensowym zamęcie zawiodły państwowe instytucje i procedury, które dla obywateli USA są zwykle powodem do dumy. Nikt nie zapewnił bezpieczeństwa. Ani Biały Dom, ani władze miejskie, ani wywiad, ani straż Kapitolu, ani Gwardia Narodowa, ani Pentagon, ani policja.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.