Dziennik Gazeta Prawana logo

Demokraci bez pomysłu na Trumpa

4 czerwca 2018

Koncentrowanie kampanii na śledztwie i impeachmencie prezydenta to ryzyko, bo wzmacnia jego żelazny elektorat. A że w midterm elections frekwencja jest zazwyczaj niska, to on może zdecydować o wyniku

Jeszcze niedawno wyglądało na to, że w listopadowych wyborach do Kongresu niemal wszystkie atuty są po stronie Partii Demokratycznej. Bijący rekordy niepopularności republikański prezydent, wokół którego toczą się różne śledztwa. Do tego rekordowo duża liczba republikańskich kongresmenów i senatorów rezygnujących z walki o reelekcję oraz wyraźna przewaga sondażowa demokratów. Wreszcie trend historyczny, zgodnie z którym partia rządząca w Białym Domu zwykle słabo wypada w wyborach w połowie kadencji (midterm elections). Ale w miarę zbliżania się daty głosowania wynik staje się coraz bardziej otwartą sprawą.

W dużej mierze dzieje się tak za sprawą samych demokratów, którzy od czasu przegranej walki o prezydenturę mówią tylko o tym, czego nie chcą - czyli wszystkich aspektów polityki Donalda Trumpa. Mają natomiast problem ze zdefiniowaniem programu pozytywnego. Według portali wyciągających średnią ze wszystkich sondaży, jak RealClearPolitics.com czy FiveThirtyEight.com, demokraci mają obecnie przewagę 4-6 pkt proc. Ale w przypadku ordynacji większościowej takie proste preferencje partyjne nie odzwierciedlają w pełni sytuacji. Poza tym jeszcze na początku roku ich przewaga sięgała 12 pkt. Równocześnie notowania Trumpa odbiły się od dna i ustabilizowały na poziomie ok. 43 proc. Wprawdzie nadal więcej osób nie aprobuje działań prezydenta, ale nawet w historycznym ujęciu nie są to już wyniki katastrofalne.

Atakowanie prezydenta jest świętym prawem opozycji i trudno się dziwić, że demokraci to robią. Problem w tym, że robią to w sposób, który może przynieść skutki odwrotne do zamierzonych. Demokraci skupiają się niemal wyłącznie na śledztwie w sprawie domniemanych prób wpływania przez Rosję na wynik wyborów, które prowadzi Robert Mueller, i ewentualnym impeachmencie prezydenta. Ale niewiele mówią o tym, co sami proponują. Niektórzy politycy Partii Demokratycznej dostrzegają ten problem. "Pozwólmy prezydentowi Trumpowi pobudzać jego wyborców, jak chce, podczas gdy demokraci powinni się skupić na gospodarce, rodzinie i powrocie do podstawowej przyzwoitości. A tymczasem wszyscy Amerykanie powinni wstrzymać się z werdyktem do czasu zakończenia śledztwa" - napisał kilka dni temu na łamach "New York Timesa" Adam Schiff, prominentny demokratyczny kongresmen z Kalifornii.

Skoncentrowanie całej energii na śledztwie Muellera niesie dla demokratów podwójne ryzyko. Po pierwsze ataki na Trumpa i zapowiedzi impeachmentu zjednoczyły republikanów, a na dodatek ich elektorat jest bardziej zdyscyplinowany. Szczególnie dotyczy to zdeklarowanych zwolenników Trumpa, którzy postrzegają śledztwo jako spisek kręgów liberalno-lewicowych mający na celu odsunięcie prezydenta od władzy. A ponieważ w midterm elections frekwencja jest zwykle bardzo niska, zdyscyplinowany elektorat może przesądzić o wyniku.

Po drugie, liczenie na to, że do 6 listopada pojawi się przekonujący dowód współpracy sztabu Trumpa z Rosjanami, który wyraźnie przechyli szalę w wyborach na korzyść demokratów, jest myśleniem życzeniowym. Tymczasem Trump już teraz może się pochwalić konkretami w postaci przeprowadzonej pod koniec zeszłego roku reformy podatkowej, najniższego od początku XXI w. bezrobocia - w kwietniu wyniosło 3,9 proc. - a jeśli uda mu się zawrzeć jakieś porozumienie z Koreą Północną, będzie to na tyle duża sprawa, że może przesądzić o zwycięstwie republikanów.

Negowanie polityki Trumpa i brak programu są spowodowane tym, że demokraci wciąż nie mogą się otrząsnąć z prezydenckiej przegranej Hillary Clinton. Nie za bardzo też wiedzą, w którą stronę powinna zmierzać partia - wyraźnie liberalno-lewicową czy bardziej umiarkowaną. To rozdroże, na którym znajdują się demokraci, dobrze widać podczas odbywających się obecnie partyjnych prawyborów, w których wyłaniani są kandydaci do Kongresu. W kilku przypadkach doszło w nich do sporych niespodzianek, gdy reprezentanci partyjnego establishmentu przegrali z bardziej wyrazistymi kandydatami lewego skrzydła. Z tym, że ci drudzy w takich konserwatywnych stanach, jak Nebraska czy Teksas, raczej nie odbiorą mandatu republikanom. Aby przejąć kontrolę nad Izbą Reprezentantów demokraci muszą zyskać netto 23 mandaty, a nad Senatem - dwa.

Wiedzą, czego nie chcą, ale nie proponują wiele w zamian

@RY1@i02/2018/106/i02.2018.106.000001500.802.jpg@RY2@

fot. Rick Wilking/Reuters/Forum

Demokraci wciąż nie mogą się otrząsnąć z prezydenckiej przegranej Hillary Clinton. Nie za bardzo też wiedzą, w którą stronę powinna iść partia - wyraźnie liberalno-lewicową czy bardziej umiarkowaną

Bartłomiej Niedziński

bartlomiej.niedzinski@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.