Mgiełka pełna kontrowersji
E-papierosy są reklamowane jako bezpieczniejsza alternatywa dla tradycyjnego dymka, ale wiele wskazuje na to, że to przyjemność obarczona konsekwencjami. Warto o tym pamiętać z okazji wejścia na polski rynek marki Juul, oskarżanej w USA o zapoczątkowanie nikotynowej epidemii wśród młodych
Na naszych oczach rozgrywa się agresywna wojna o portfele (przy okazji o zdrowie) palaczy i niepalaczy. Od kiedy kolejne rządy wzięły się na dobre za walkę z tradycyjnymi papierosami, firmom tytoniowym zaczął się palić grunt pod nogami. Zmniejszenie liczby uzależnionych od papierosów oznacza miliardowe straty, a w konsekwencji – być albo nie być biznesu.
Dlatego branża szuka alternatywy. Idealnym rozwiązaniem – ba, żyłą złota! – wydawało się wynalezienie „nieszkodliwego dymka”. Sęk w tym, że z badań wynika, że i owszem – e-papierosy nie wywołują raka, ale trudno mówić, że są zbawienne dla zdrowia. Trują, tyle że inaczej. Zaś firmy pod płaszczykiem troski o zdrowie palaczy tak naprawdę szukają nowych klientów. Co gorsza, w gronie tych najmłodszych.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.