Duńskie zderzenie z Udflytningiem
U d flytning (właściwie relokacja) to określenie opisujące proces przeniesienia duńskich urzędów centralnych na prowincję. W ramach reformy „lepsza równowaga” („bedre balance”) przeforsowanej przez mniejszościowy rząd Larsa Løkke Rasmussena w 2015 r., całkowitej lub częściowej deglomeracji podlegało 3900 miejsc pracy w 37 instytucjach. W styczniu 2018 r. rząd rozpoczął wdrażanie drugiej części reformy, w ramach której przeniesieniu podlegało kolejne 1600 miejsc pracy.
Wdrożenie obu części reformy było wynikiem długich negocjacji politycznych i odbyło się przy niejednoznacznym poparciu parlamentu. Spotkało się jednocześnie z falą krytyki wobec rządu, który nie wycofał się z drugiego etapu kontrowersyjnej reformy nawet w obliczu negatywnej oceny jej pierwszej części przez Duńską Izbę Kontroli. W kontekście zapowiedzianej przez wicepremiera Jarosława Gowina deglomeracji warto zwrócić uwagę na wyzwania, które towarzyszyły analogicznym zmianom w Danii.
Największym problemem były masowe odejścia urzędników, którzy nie zdecydowali się przenieść na prowincję wraz z relokowaną instytucją. Pracownicy mogli zachować miejsce pracy, przenosząc się do innej części kraju lub – jeśli było to możliwe – wybrać codzienne dojazdy (odległość między Kopenhagą a np. Odense to 75 minut jazdy pociągiem). Warunki te nie okazały się jednak zachęcające. Duńska Agencja Geodanych (Geodatastyrelsen) relokowana w 2015 r. z Kopenhagi do Aalborga utraciła 90 proc. pracowników, a Duńska Agencja Ochrony Środowiska (Miljøstyrelsen) – przeniesiona w 2018 r. do Odense – 75 proc.
Rząd odpierał zarzuty, powołując się na cele reformy. Przeniesienie urzędów na prowincję miało zatrzymać wykwalifikowanych pracowników w ośrodkach regionalnych, którzy nie będą musieli już się przenosić do stolicy w poszukiwaniu zatrudnienia. Choć urzędy takie, jak Miljøstyrelsen rekrutowały i wciąż rekrutują nowych pracowników wśród absolwentów szkół wyższych, w pierwszych latach po relokacji muszą się mierzyć z koniecznością przeszkolenia i wdrożenia setek nowych urzędników, których nie ma na rynku regionalnym. Aby w długoletniej perspektywie zaspokoić potrzeby instytucji centralnych w regionie, projekt relokacji połączono więc z projektem tworzenia nowych miejsc na uniwersytetach, mających kształcić studentów gotowych do pracy w urzędach.
Drenaż doświadczonych pracowników, którzy niechętnie przenosili się z Kopenhagi do mniejszych ośrodków, spowodował opóźnienia w realizacji projektów, a czasami nawet trwałe wstrzymanie prac. Geodatastyrelsen była zmuszona do tymczasowego wstrzymania prac nad mapowaniem wód Grenlandii. Jego realizacja zakończy się dopiero w 2020 r. i będzie możliwa dzięki ściągnięciu do pracy specjalistów z Wielkiej Brytanii.
W Miljøstyrelsen ekspertyza wskazała 155 obszarów funkcjonowania agencji, które mogą ulec opóźnieniu lub zatrzymaniu, z czego osiem uznano za stwarzające „najwyższy poziom zagrożenia”, a 43 – „wysoki poziom zagrożenia” dla funkcjonowania agencji. Część problemów wynika z braku wykwalifikowanych pracowników. Wyszkolenie inżynierów toksykologów, którzy będą gotowi do samodzielnej pracy, to ponad rok, a ekspertów – pięć lat. Konsekwencje zastoju projektów realizowanych przez Miljøstyrelsen w przypadku wydawania zezwoleń środowiskowych mogą być katastrofalne. Choćby harmonogram dotyczący decyzji składowania czy utylizacji śmieci rozciągnął się z ustawowych trzech miesięcy do 2020 r.
Dodatkiem do procesu relokacji było wydzielenie części miejsc pracy z urzędów centralnych, a następnie wcielenie ich do właściwych ministerstw. Stało się tak w przypadku Miljøstyrelsen, której dwa piony zostały włączone do ministerstwa środowiska. Paradoks polega na tym, że choć z jednej strony taki podział pozwolił na zachowanie wykwalifikowanych pracowników i nie dopuścił do ich zwolnienia, to jednak wprowadził bezpośredni mechanizm nacisku. Niezależna dotąd agencja, która byłaby gotowa wydać niekorzystną opinię środowiskową, została zdezorganizowana. Część pracowników podporządkowano ministrowi, a resztę relokowano na prowincję, o ile sami nie odeszli z pracy.
Idea stwarza też pole do walki między samorządami i partiami, a realizacja reformy może podlegać lobbingowi sektora prywatnego. Decyzja, który urząd relokować, a który pozostawić w stolicy, może oznaczać jego wzmocnienie lub degradację. Gdy rok temu ogłaszano drugą turę relokacji, pracownicy Duńskiej Agencji Energii odetchnęli z ulgą. Dzięki naciskom organizacji branżowej Olie Gas Denmark na ministrów energii, finansów, przemysłu oraz pracy agencji udało się uniknąć losu Miljøstyrelsen, a jej relokacja została w ostatniej chwili wstrzymana.
Pismo Olie Gas Denmark m.in. do ministra energii Larsa Christiana Lilleholta można uznać za przykład bezpośredniego wpływu na proces relokacji i choć minister tłumaczył, że był to jednostronny lobbing bez odpowiedzi ze strony resortu, pracownicy agencji koniec końców dalej pracują w Kopenhadze. Warto zastanowić się, dlaczego mimo tak wielu wyzwań i negatywnych opinii duński rząd przeforsował kosztowną i wymagającą reformę. W teorii relokacja stwarza dodatkowe możliwości, takie jak wzmocnienie i rozwój prowincji oraz elit regionalnych, a także wykorzystanie uśpionego potencjału w ośrodkach poza stolicą. Jednak decyzja o przeprowadzeniu reformy tak głęboko ingerującej w strukturę państwa – także w Polsce – wymagałaby ponadpolitycznej zgody na jej przeprowadzenie i szerokiej debaty społecznej. ©℗
Idea relokacji stwarza pole do walki między samorządami i partiami politycznymi
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu