Bez wyroku sądowego urzędnicy nie chcą zwracać wadium
ORZECZENIE
Przedsiębiorcy dochodzą przed sądami zwrotu wadiów zatrzymywanych za to, że nie uzupełnili dokumentów przetargowych. I wygrywają większość spraw.
Choć od dwóch lat obowiązują zmienione przepisy dotyczące zatrzymywania wadium, to przed sądami wciąż toczą się sprawy dotyczące wcześniejszego stanu prawnego. Firmy w toku postępowań dochodzą zwrotu pieniędzy. Co ciekawe, choć orzecznictwo zdecydowanie przemawia na ich korzyść, administracja publiczna nie jest skora do zawierania ugód i zwracania zatrzymanych kwot. Może to dziwić o tyle, że po wydaniu wyroku zostaje obciążona dodatkowo odsetkami i kosztami procesu.
Cały problem to pokłosie wcześniejszego brzmienia art. 46 ust. 4a ustawy - Prawo zamówień publicznych (t.j. Dz.U. z 2015 r. poz. 2164 ze zm.). Przepis ten pozwalał zatrzymywać wadium, jeżeli wykonawca w odpowiedzi na wezwanie zamawiającego nie uzupełnił dokumentów, oświadczeń lub pełnomocnictw, "chyba że udowodni, że wynika to z przyczyn nieleżących po jego stronie". Regulacja ta miała chronić przed zmowami przetargowymi, gdyż zdarzało się, że przedsiębiorcy celowo nie uzupełniali dokumentów, aby zmusić organizatora przetargu do wybrania droższej oferty. Szybko jednak doprowadziła do patologii. Zamawiający zatrzymywali wadium każdemu, kto nie doniósł brakującego papieru. Mówiono wręcz, że część urzędów uczyniła sobie z przetargów dodatkowe źródło dochodu.
Mimo marnych szans na wygraną część zamawiających wciąż nie składa broni, nawet, gdy w pierwszej instancji zapadnie niekorzystny dla nich wyrok. Tak też stało się w sprawie powództwa przeciwko jednej z gmin województwa łódzkiego, która zatrzymała 7 tys. zł wadium wpłaconego przedsiębiorcy. Powód - nie uzupełnił on zaświadczenia z ZUS, które jak się okazało, zostało wystawione z niewłaściwą datą. Poza tym nie przedstawił dokumentów dotyczących podwykonawcy. Tu sprawa była o tyle skomplikowana, że podwykonawca ten zadał organizatorowi przetargu pytania dotyczące specyfikacji. E-mail z nimi wpadł jednak do teczki ze spamem w programie pocztowym zamawiającego i ten nigdy na niego nie odpowiedział. W tej sytuacji podwykonawca nie dostarczył wykonawcy swych dokumentów.
Sąd pierwszej instancji uznał, że przyczyny nieuzupełnienia dokumentów nie leżały po stronie przedsiębiorcy, a zatem nie było podstaw do zatrzymania jego wadium. Rozpoznający apelację Sąd Okręgowy w Łodzi doszedł do tych samych wniosków, jeśli chodzi o dokumenty dotyczące podwykonawcy. Jeśli mówić tu o czyjejś winie, to raczej zamawiającego, który nie odpowiedział na e-maila przesłanego przez podwykonawcę.
"Wobec braku odpowiedzi na pytanie podwykonawca odmówił powodowej spółce dostarczenia dokumentów wymaganych przez specyfikację. W tym stanie rzeczy nie ulega wątpliwości, że niezłożenie dokumentów dotyczących podwykonawcy wynikało z przyczyn nie leżących po stronie powódki" - podkreślił sąd w uzasadnieniu wyroku.
Mniej oczywista była sprawa z zaświadczeniem ZUS, gdyż zdaniem SO w Łodzi profesjonalny przedsiębiorca powinien zorientować się, że widnieje na nim nieprawidłowa data, a poza tym mógł zwrócić się o wystawienie nowego dokumentu. Jednak i to, zdaniem składu orzekającego, nie dawało prawa do zatrzymania wadium.
"Można mówić o nieumyślnym niedochowaniu należytej staranności, lecz z pewnością nie o całkowitej bierności, umyślności i celowości czy nasileniu złej woli" - podkreślił sąd, odwołując się do wcześniejszego orzecznictwa Sądu Najwyższego (m.in. wyroki w sprawach CSK 448/12 i II CSK 675/10). Stwierdzono w nim właśnie, że do przyjęcia winy wykonawcy konieczna jest jego całkowita bierność, umyślność i celowość oraz nasilenie złej woli w niepodporządkowaniu się wezwaniu zamawiającego.
Sławomir Wikariak
ORZECZNICTWO
Wyrok Sądu Okręgowego w Łodzi z 16 listopada 2016 r., sygn. akt III Ca 1230/16.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu