Tajne zarobki artystów z publicznej kasy
Nie dowiemy się, od kogo muzeum kupiło obraz ani ile gmina wydała na koncert zorganizowany z okazji festynu. Rząd przekonuje, że będzie to korzystne dla kultury
Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego wpisało do projektu nowelizacji przepisów o zamówieniach publicznych punkt, zgodnie z którym będzie można utajnić dane osobowe lub wysokość honorarium przy niektórych umowach zawieranych z wolnej ręki.
Niechęć do ujawniania
- Instytucje kultury, takie jak teatry, opery, filharmonie czy muzea, od dawna podnoszą problem wprowadzenia prawnej możliwości zastrzeżeń dotyczących ochrony prywatności osób, z którymi zawierane są np. umowy sprzedaży określonego dzieła sztuki lub zabytku, uzasadnionej zarówno ich bezpieczeństwem, jak i zwykłą niechęcią do udostępniania swoich danych - tłumaczy Maciej Babczyński, rzecznik prasowy resortu.
Z kolei potrzeba utajnienia wysokości honorarium artystów wynikać ma z ich interesów handlowych. Znany zespół czy dyrygent nie zawsze chcą, by inni wiedzieli, ile zarabiają na danym koncercie.
- Konsekwencją braku tych zastrzeżeń w obecnych przepisach jest to, że instytucje kultury niejednokrotnie tracą korzystne kontrakty na zakup usług czy dostaw w zakresie działalności kulturalnej - tłumaczy rzecznik.
Argumenty te nie przekonują organizacji zabiegających o przejrzystość w wydatkowaniu publicznych pieniędzy.
- Czyniony jest wyłom, który może posłużyć jako przykład dla kolejnych ograniczeń w dostępie do informacji publicznej. Dlaczego instytucje związane z kulturą mają być traktowane w szczególny sposób? Za chwilę odezwą się inne urzędy, które będą miały podobne argumenty przemawiające za tym, by pewne treści w ich umowach również nie były jawne - mówi Krzysztof Izdebski z Sieci Obywatelskiej - Watchdog Polska.
Resort kultury zwraca uwagę, że organy kontrolne miałyby dostęp zarówno do danych osobowych, jak i wysokości wynagrodzenia wykonawców.
- Nieujawnienie w procedurze zamówienia publicznego powyższych danych nie wpłynęłoby na poziom kontroli wydatków dokonywany przez uprawnione organy oraz odpowiedzialność, jaką ponoszą osoby podpisujące umowę - przekonuje Maciej Babczyński.
NIK fragmentaryczny
- Kontrole, nawet tak szacownych instytucji jak NIK, z natury rzeczy są fragmentaryczne. Dlatego tak istotna jest kontrola społeczna. Tymczasem nie wiedząc z kim czy też na jaką kwotę zawarto umowę, obywatele nie będą mogli sprawować tej kontroli - polemizuje z nim Krzysztof Izdebski.
W uzasadnieniu projektu położony jest nacisk na zamówienia związane z kulturą i sztuką wysoką. Przepis będzie jednak dotyczyć każdego zamówienia z wolnej ręki w zakresie działalności twórczej lub artystycznej. A to oznacza także umowę z zespołem disco polo czy kabaretem zaproszonym na koncert z okazji gminnego festynu. Z oczywistych względów ochrona ich danych osobowych pozbawiona jest sensu, ale mieszkańcy nie dowiedzą się już, ile pieniędzy poszło z miejskiej kasy na nich występ. A biorąc pod uwagę chociażby budżety imprez sylwestrowych organizowanych w dużych miastach, chodzić może o naprawdę duże kwoty.
Madonna do ukrycia
Autorzy propozycji odwołują się m.in. do wyjątku pozwalającego na wyłączenie jawności w przetargu, a mianowicie do tajemnicy przedsiębiorstwa. Tyle że za taką tajemnicę nie może być uznana ani nazwa firmy (dane osobowe wykonawcy), ani cena zaproponowana w ofercie. Te bowiem pozostają jawne i w normalnym przetargu są odczytywane podczas otwarcia ofert.
- Poza tym tajemnica przedsiębiorstwa to instrument ochrony uczciwej konkurencji. A o jakiej konkurencji może być mowa, jeśli umowa jest zawierana z wolnej ręki? Przecież to tryb z założenia niekonkurencyjny - zauważa Krzysztof Izdebski.
Nowe przepisy nie ukryłyby np. strat finansowych związanych z koncertem Madonny w Warszawie, bo umowy dofinansowania pozostałyby jawne. Gdyby jednak resort sportu chciał zorganizować ten koncert na własną rękę, to gaża artystki pozostałaby tajna.
Projekt nowelizacji ustawy - Prawo zamówień publicznych (t.j. Dz.U. z 2013 r. poz. 907 z późn. zm.) to niejedyne miejsce, w którym pojawiają się propozycje dotyczące ograniczania dostępu do informacji publicznej. Analogiczny pomysł przewidziano w trzeciej transzy deregulacji, nad której założeniami równolegle pracuje rząd.
@RY1@i02/2013/195/i02.2013.195.183000100.802.jpg@RY2@
Tak będzie brzmieć przepis
Sławomir Wikariak
Projekt skierowany do konsultacji
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu