Dziennik Gazeta Prawana logo

Dziś inwestycja to starcie prawników

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

Jeszcze 10 lat temu żadna ze stron kontraktu publicznego nie wyobrażała sobie, aby wzajemnie obciążać się karami na budowach, bo budowa to żywy organizm i wszystkiego z wyprzedzeniem opisać się nie da. Istniało zrozumienie, że zamawiający i wykonawca są partnerami w biznesie, a ich wspólnym celem jest sprawne ukończenie inwestycji. Dziś świadomość tego zanikła. W bardzo wielu przypadkach zamawiający wie, że naliczy kary na kontrakcie, zanim jeszcze wybierze wykonawcę, a wie o tym, bo często świadomie narzucił nierzeczywisty termin wykonania. Wykonawcy dostosowali się do takiego podejścia i od podpisania kontraktu cała korespondencja jest pisana jak pisma procesowe. Dla zamawiającego najistotniejsze jest, aby mieć porządek w papierach, a nie ukończoną inwestycję.

To przesunięcie akcentów sprawiło, że kluczową kompetencją zamawiającego stało się formalistyczne przestrzeganie procedur, przez co spadło zapotrzebowanie na fachową wiedzę inżynierską. Środowiska firm wykonawczych i projektowych wiedzą, że zamawiający publiczni w większości odznaczają się niską kompetencją w całym procesie przygotowania i realizacji inwestycji. W takich przypadkach jasne jest, że ryzyko, które administracja zwyczajowo powinna brać na siebie, deleguje na wykonawcę. W efekcie kontrakt na projektowanie lub budowę to starcie prawników, gdzie techniczne okoliczności są drugoplanowe.

Należy pamiętać, że zmiany w tym sektorze zajmują lata. Wielka Brytania poradziła sobie z podobnymi problemami, które pojawiły się tam na początku lat 90., po 10 latach. My musimy dodatkowo wziąć pod uwagę, że świat rozwija się dziś nieporównywalnie szybciej niż wtedy. Rozwinięto nie tylko technologie w budownictwie, ale też wynaleziono nowe narzędzia projektowania i planowania inwestycji, które pozwalają zredukować koszty realizacji i przyszłej eksploatacji o ponad 20 proc. U nas z tymi technologiami eksperymentują nieliczni wykonawcy prywatni, a publiczni nie mają pojęcia o ich istnieniu. W szczególności mam na myśli technologię BIM (building information modeling), która np. na Wyspach Brytyjskich będzie obligatoryjna dla zamówień publicznych od 2016 r.

Problemem u nas jest też brak zaufania administracji publicznej do wykonawców (zresztą odwzajemniony). To główna przyczyna niepowodzeń programów inwestycyjnych w latach 2007-2013. W ocenie ekspertów organizacji branżowych realizacja programu inwestycyjnego została okupiona ogromnymi stratami całego sektora oraz dowiodła całkowitego paraliżu systemu planowania i realizacji inwestycji publicznych w Polsce. Głównym źródłem zapaści na rynku było: - błędne planowanie, w efekcie którego realizowano wszystkie projekty jednocześnie, co musiało skutkować wzrostem cen wszystkiego, co ma związek z budownictwem;

- nieumiejętność zamawiających odróżnienia ceny rażąco niskiej od niskiej, ale realnej;

- fatalna jakość dokumentacji technicznej zlecanej i dobieranej wg kryterium ceny;

- niesprawiedliwe umowy przenoszące większość ryzyk na wykonawcę;

- wadliwe mechanizmy rozstrzygania sporów kontraktowych.

Z tych powodów koszty wykonania zamówień publicznych okazały się wyższe od cen kontraktowych o 15-30 proc., zamawiający w większości odmawiają wykonawcom zapłaty tych kwot i sprawy czekają na rozstrzygnięcie w sądzie, co może zająć nawet 10 lat. Suma łącznych roszczeń wykonawców wobec Skarbu Państwa to niemal 11 mld zł. Pod koniec 2015 r. (czyli na koniec wydatkowania środków UE) wzrośnie do 16 mld zł.

@RY1@i02/2014/150/i02.2014.150.00000150c.802.jpg@RY2@

Rafał Bałdys wiceprezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa

Rafał Bałdys

wiceprezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.