Polska szkoła legislacji
Zapowiada się nerwowy początek roku na rynku zamówień publicznych. Choć nową ustawę specjalnie uchwalono z ponad rocznym wyprzedzeniem, to tuż przed wejściem w życie zostanie ona znowelizowana. Znów więc trzeba będzie uczyć się nowych przepisów za pięć dwunasta.
Nową ustawę – Prawo zamówień publicznych uchwalił na ostatnią chwilę Sejm poprzedniej kadencji. Posłowie ścigali się z czasem, w końcu udało się ją przyjąć dosłownie rzutem na taśmę, także dzięki temu, że Senat nie wprowadził żadnych poprawek.
Nie byłem zwolennikiem działania w takim pośpiechu – chodzi bowiem o całkiem nową ustawę, wprowadzającą systemowe zmiany na rynku wartym 200 mld czy nawet blisko 300 mld zł w zależności, jak liczyć. Uważałem, że warto, by parlament nowej kadencji mógł na spokojnie przepracować nowe przepisy, wsłuchując się także w głos ekspertów. Jadwiga Emilewicz, ówczesna szefowa resortu przedsiębiorczości i technologii, przekonywała mnie, że jeszcze ważniejsze jest to, by rynek miał czas nauczyć się nowych regulacji. Dlatego też wydłużono okres vacatio legis, dając zamawiającym i wykonawcom ponad rok na przygotowania. Przyznaję, że trafił wówczas do mnie ten argument. Tyle że dziś argument ten stracił sporo na aktualności.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.