Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Samorząd terytorialny i finanse

Liczą się wypłaty, a nie podpisane umowy

3 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 6 minut

Czy możemy mówić o sukcesie w absorpcji funduszy unijnych? Poglądy nie są zgodne - dowodzi debata, która towarzyszyła ogłoszeniu wyników rankingu Europejska Gmina - Europejskie Miasto w Poznaniu. Jednym ze sposobów efektywniejszego ich wykorzystania może być partnerstwo publiczno-prywatne.

Oficjalne dane dotyczące wykorzystania środków zaplanowanych w regionalnych programach operacyjnych (RPO) są optymistyczne. W połowie czerwca - wedle statystyki Ministerstwa Rozwoju Regionalnego (MRR) - z beneficjentami podpisanych zostało 12,7 tys. umów o wartości ok. 29 mld złotych. To około 42 proc. przewidzianych na ten cel środków. Największe wydatki zaplanowane zostały w województwie wielkopolskim, małopolskim i śląskim.

Optymistycznie patrzy na sytuację Bank Gospodarstwa Krajowego (BGK), który od stycznia 2010 r. odpowiada za sprawne rozliczanie realizacji projektów.

- O skuteczności BGK świadczą liczby. Bank sprawnie rozliczył projekty o wartości ponad 8,8 mld złotych - mówił w trakcie poznańskiego spotkania Paweł Lisowski, zastępca dyrektora departamentu wspierania rozwoju regionalnego BGK S.A.

Optymizmu, jeśli chodzi o wykorzystanie funduszy unijnych, nie podziela Jerzy Widzyk, minister w gabinecie premiera Jerzego Buzka, a dziś pełnomocnik zarządu Warbud SA.

- To wszystko wciąż za mało. Jedynym realnym miernikiem absorpcji są wypłacone pieniądze beneficjentom. O wykorzystaniu funduszy można mówić wtedy, kiedy zostanie wykonana robota, zapłacona faktura, pracownicy dostaną pieniądze i pójdą z nimi do sklepów albo pojadą na wakacje. Mamy połowę roku 2010, a wydanych zostało niewiele ponad 10 proc. funduszy - mówił Jerzy Widzyk.

Tempo realizacji wielu ważnych projektów, dotyczących np. rozbudowy infrastruktury telekomunikacyjnej pozwalającej korzystać z internetu szerokopasmowego jest dalekie od oczekiwań. Mamy kilkuletnie opóźnienia, a co najgorsze często brakuje spójnych koncepcji dalszego rozwoju.

- Do zagospodarowania na ten cel mamy w skali kraju ponad 5,5 mld złotych. Po trzech latach doszliśmy do zaledwie dwóch trzecich wniosków o dofinansowanie, a pod względem wartości jest to jeszcze mniej. Program tworzenia sieci internetu na najbardziej zapóźnionych pod tym względem obszarach Polski wschodniej jest opóźniony już o trzy lata - mówił w trakcie spotkania Arwid Mednis z kancelarii prawnej Wierzbowski Eversheds.

Nie tylko jednak wschodnia Polska ma kłopoty z projektami rozwoju infrastruktury telekomunikacyjnej. Poczucie zagubienia mają także małe gminy m.in. Wielkopolski.

- Kilka lat temu były plany stworzenia sieci szkieletowej w województwie wielkopolskim. Gminy miały się do niej przyłączać. Koszty, jakie przedstawiła Telekomunikacja Polska, okazały się jednak nie do przyjęcia. U nas miało to być 3,5 mln złotych, w sąsiedniej gminie Czajków - aż 6 mln złotych. To są koszty równe rocznemu budżetowi gminy. Nas na to nie stać. I nie wiadomo, co robić dalej, bo jednocześnie mieszkańcy naciskają - kiedy będzie prawdziwy internet. I młodzi ludzie od nas uciekają - dzielił się swoimi refleksjami Bogdan Marcin Małecki, burmistrz miejsko-wiejskiej gminy Mikstat w powiecie ostrzeszowskim.

Rządową nadzieją na szybszy rozwój lokalnej infrastruktury telekomunikacyjnej jest uchwalona w tym roku ustawa o wspieraniu rozwoju usług i sieci telekomunikacyjnych. Zgodnie z nową regulacją samorządy będą mogły prowadzić na swoim obszarze działalność telekomunikacyjną i budować sieci.

Nowa regulacja pozostawia jednak sporo znaków zapytania. Z jednej strony daje wiele uprawnień znanych z innych specustaw przyspieszających inwestycje infrastrukturalne, z drugiej nakłada wiele nowych obowiązków na władze samorządowe. Lokalny operator telekomunikacyjny, z racji możliwości uzyskania pozycji monopolistycznej, będzie podlegał tym samym regułom, jakim podlega TP SA.

O problemach tych bardzo szczegółowo mówiła w trakcie poznańskiego spotkania Bożena Marciniak z kancelarii Wierzbowski Eversheds. Prawnicy nie ukrywali, że nowa regulacja nie rozwiąże wszystkich problemów.

- Z jednej strony zachęca ona samorządy do działania, z drugiej brakuje nam jednostki je koordynującej, a sieci te nie będą przecież działały w oderwaniu od siebie. Po trosze rolę tę ma spełniać prezes UKE, ale ta rola w ustawie nie została wyraźnie wyrażona - oceniał Arwid Mednis.

Na problemy prawne, ale także praktyczne napotyka także realizacja ustawy o PPP. Partnerstwo publiczno-prywatne nie dotyczy bezpośrednio wykorzystania funduszy unijnych, ale pośrednio bardzo się z nim wiąże. W Europie coraz więcej jest projektów łączących fundusze unijne, budżetowe i prywatne. O przykładach tych mówiła w trakcie spotkania Alina Sarnacka, menedżer z działu usług doradczych PricewaterhouseCoopers. Pozwalają one efektywniej wykorzystywać fundusze unijne, bo zarządzaniem realizacją zajmuje się sprawniejszy w tym partner prywatny.

Unia Europejska ma problemy finansowe i należy spodziewać się, że w przyszłości dostęp do środków unijnych będzie coraz trudniejszy - przewiduje Jerzy Widzyk. Tym większego znaczenia nabiera efektywne ich wykorzystanie. PPP jest na to odpowiedzią. W PPP partner prywatny nie tylko buduje obiekt, ale potem nim zarządza, sam jest więc zainteresowany optymalizacją kosztów inwestycyjnych i eksploatacyjnych.

W PPP kluczową kwestią jest podział ryzyka pomiędzy stronę publiczną a prywatną. Kategorii ryzyka jest bardzo wiele. Większość z nich bierze na siebie partner prywatny. Strona prywatna nie chce natomiast brać na siebie ryzyka braku popytu. - To strona publiczna musi ocenić, ile np. będzie uczniów w szkole - mówiła Alina Sarnacka.

Pomoc w tworzeniu katalogu dobrych praktyk PPP chce zaoferować BGK.

- Samorządy potrzebują gwarancji, że nie postępują źle. Obawiają się bowiem, jak ich decyzje zostaną przyjęte przez instytucje kontrolne. Dlatego potrzebna jest instytucja, która może powiedzieć samorządom w ich konkretnych przypadkach - nie bójcie się, możecie robić. BGK chce i może pełnić taką rolę - obiecywał Paweł Lisowski.

Oprócz wszystkich wymienionych kategorii ryzyka najistotniejsza może się okazać praktyka regulacyjna. Chodzi o zakres stosowania ustawy o zamówieniach publicznych. Ustawa o PPP ma charakter ramowy. W ważnych punktach odsyła do innych ustaw. Określiła, że przy wyborze partnera prywatnego ma zastosowanie albo ustawa o koncesjach, albo ustawa o zamówieniach publicznych.

- Z praktyki wynika - mówił w trakcie spotkania Tomasz Korczyński z kancelarii Wierzbowski Eversheds - że w swoich interpretacjach UZP rozszerza zakres stosowania tych ustaw poza wybór partnera prywatnego.

Jeszcze gorzej sytuację oceniają partnerzy prywatni.

- Prezes Urzędu Zamówień Publicznych - alarmuje Jerzy Widzyk - przeszkadza w realizacji projektów PPP. Po wygraniu przetargu każe się nam organizować kolejny przetarg na podwykonawców. Tymczasem do przetargu startujemy z konkretnym projektem, technologią, urządzeniami i ich dostawcami. Na tym zbudowana jest konkurencyjność naszej oferty. Kogo mamy jeszcze szukać na rynku?

@RY1@i02/2010/131/i02.2010.131.050.003a.001.jpg@RY2@

Fot. Wojciech Górski

W połowie czerwca z beneficjentami podpisano 12,7 tys. umów o wartości ok. 29 mld zł. W dyskusji o wykorzystaniu funduszy unijnych udział wzięli, od lewej: Paweł Lisowski - BGK, Alina Sarnacka - Pricewaterhouse- Coopers, Arwid Mednis - Kancelaria Prawna Wierzbowski Eversheds, Jerzy Widzyk - Warbud SA

Dyskusję prowadził Krzysztof Bień

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.