Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Samorząd terytorialny i finanse

PPP to lepsza jakość usług i większe korzyści

3 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Żywiec i Niepołomice jako pierwsze realizują umowy o partnerstwie publiczno-prywatnym. Nowe prawo o partnerstwie publiczno-prywatnym (PPP) jest elastyczniejsze, ale o sukcesie zadecydują dobre przykłady.

Wydaje mi się, że jeszcze nie. Za wcześnie na taką opinię. Projekty PPP mają natomiast wielką szansę na dobry rozwój w Polsce. Istnieje bardzo długa lista przedsięwzięć, które są rozważane przez różne miasta i gminy. Obecnie w realizacji są jednak tylko dwa projekty: szpital w Żywcu i szkoła w Niepołomicach.

Tak, ten projekt jest już zrealizowany, ale był on zrealizowany przed wejściem w życie obecnej ustawy. Odbywa się teraz przetarg na trzy parkingi w Poznaniu, ale tam z kolei wykorzystywana jest formuła koncesji, więc patrząc z formalnej strony, nie jest to PPP.

Złożyło się na to kilka czynników. Prawo zostało złagodzone - nakłada ono mniej obowiązków na stronę publiczną. Jednocześnie potrzeby inwestycyjne samorządów są ogromne. Samorządy muszą mieścić się w kryteriach określonych w ustawie o finansach publicznych i nie mogą przekraczać poziomu 60-procentowego zadłużenia. Niektóre z gmin są już blisko tego progu. I poszukują w tej sytuacji innych metod finansowania swojego rozwoju. Dlatego widzą PPP jako potencjalne rozwiązanie swoich problemów, dające jednocześnie możliwość podjęcia realizacji większej liczby projektów. Należy jednak pamiętać, że PPP to przede wszystkim lepsza jakość usług i większe korzyści dla społeczności.

Jest w tym trochę prawdy. Fundusze unijne to granty, a inne pieniądze trzeba oddać, zwrócić kredytodawcom. Dlatego w pierwszej kolejności samorządy interesowały się funduszami unijnymi. Nauczyły się przy tym procedur aplikacyjnych, więc wolą wybierać to, co im już znane. Historia PPP jest krótka, brakuje dobrych doświadczeń, co powoduje wstrzemięźliwość.

Pieniędzy unijnych i PPP nie powinno się jednak przeciwstawiać, one mogą być bowiem komplementarne. Warto tu zwrócić uwagę na europejskie przykłady łączenia środków unijnych z PPP. Jest m.in. niedawny przykład Szkocji, gdzie budowa kilku szkół finansowana jest ze środków publicznych, a ich późniejsze zarządzanie będzie powierzone partnerowi prywatnemu. Unia przychylnym okiem patrzy na takie hybrydowe projekty, bo oprócz niższych kosztów finansowania pozwalają na wykorzystanie kompetencji sektora prywatnego.

Są firmy, które są gotowe angażować się w realizację takich projektów, specjalizują się w tego typu projektach. Dla nich długoterminowe kontrakty z partnerem publicznym to chleb powszedni. Firmy prywatne muszą jednak widzieć możliwość uzyskania zwrotu zainwestowanego kapitału. A to z kolei zależy nie tylko od ceny wynagrodzenia za usługi, ale skali ryzyka, jakie trzeba ponieść.

Projekty inicjuje sektor publiczny. I on też przedstawia propozycję podziału ryzyka, czy to w umowie, która jest dołączona do specyfikacji przetargowej, czy później w trakcie negocjacji. Doświadczenia pokazują, że sektor publiczny nie powinien chcieć przekazywać ryzyka, którym partner prywatny nie zarządzi tak, jak może to zrobić partner publiczny, bo nie ma nań wpływu.

Dotyczy to zwłaszcza ryzyka popytu na usługi, które będą świadczone w efekcie inwestycji powstałej w ramach PPP. Partner prywatny nie ma wpływu na to np. ilu będzie w szkole uczniów czy pacjentów w szpitalu.

Partnerzy prywatni czasami są oczywiście skłonni wziąć na siebie ryzyko popytu, ale wpływa na koszty realizacji projektu, co może prowadzić do podważenia jego sensowności ekonomicznej. Jeżeli strona publiczna oczekuje zbyt wiele, partner prywatny się wycofa. Podobnie zresztą jak banki, które finansują PPP.

Tu nie chodzi o obowiązek ustawowy, ale o ekonomiczną podstawę decyzji. Sektor publiczny musi mieć pewność, że sensownie wybiera. Jak ma tego dokonać bez analizy? Firma prywatna nie zainwestuje przecież swoich pieniędzy bez sprawdzenia, czy inwestycja ma sens. Tak samo powinno być w sektorze publicznym, niezależnie od tego, czy istnieje taki obowiązek prawny. Czasem lepiej odwlec decyzję o przetargu o kilka miesięcy, ale mieć pewność, że jest to dobra decyzja, a projekt faktycznie przyniesie korzyści.

Wydaje mi się, że nie. Samorządy mają tu bowiem wiele korzyści. Finansowanie organizuje partner prywatny, udział samorządu w tym jest mniejszy lub nie ma go wcale. W efekcie inwestycji powstają tymczasem aktywa, które po okresie umowy stawać się będą własnością samorządu. Będą one oczywiście po części zamortyzowane, ale wciąż będą aktywami.

Szkoła po 20 latach użytkowania nadal będzie szkołą, z której będzie można korzystać. Trzeba oczywiście zapisać w umowie, w jakim ma być stanie technicznym w momencie przekazania do samorządu.

Główny czynnik sukcesu to wola działania po stronie partnerów publicznych. Żałuję, że w Polsce nie powstało ciało w łonie administracji rządowej, które popularyzowałoby projekty PPP, przygotowało standardy umów, promowało dobre praktyki. Tak jak się to robi w wielu krajach, co przynosi efekty. A poza tym, gdyby były wzory postępowania, pewne standardowe wytyczne, koszty przygotowania kolejnych projektów byłyby niższe.

Liczba projektów, których realizacja zakończy się fiaskiem. Bo fiasko takie może odstraszyć następców. Dlatego warto kibicować Żywcowi i Niepołomicom.

@RY1@i02/2010/131/i02.2010.131.050.008a.001.jpg@RY2@

Fot. Wojciech Górski

Marzena Rytel, dyrektor działu doradztwa biznesowego, PricewaterhouseCoopers

dyrektor działu doradztwa biznesowego, PricewaterhouseCoopers

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.