Samorządy kruszą rządowy mur
Czy wczorajsze spotkanie z premierem zakończy walkę o gminne finanse? Na razie raczej mowa o gestach niż o ustępstwach
Bieżący numer "Samorządu i administracji" został zamknięty jeszcze przed planowanymi rozmowami. Wiadomo jednak, że głównym ich tematem miała być zła kondycja finansowa j.s.t. Wczorajsze spotkanie przedstawicieli największych korporacji samorządowych z premierem Donaldem Tuskiem należy do rzadkości. Ostatnie miało miejsce w maju zeszłego roku.
Jak wskazują sami lokalni włodarze, sytuacja z roku na rok jest coraz poważniejsza. - Samorządy dochodzą do ustawowych limitów zadłużenia i nie stać ich na zaciąganie kolejnych kredytów na inwestycje - mówi Wadim Tyszkiewicz, prezydent Nowej Soli.
Z ostatnich danych GUS wynika, że w 2011 r. aż 1952 jednostki odnotowały deficyt w budżetach. Ale to i tak tylko dowód na to, że lokalne władze ostro zaciskają pasa. Jeszcze w 2010 r. w takiej sytuacji było niemal 2,5 tys. gmin, powiatów i województw. Tendencje zdają się potwierdzać również ostatnie dane Ministerstwa Finansów, z których wynika, że po trzech kwartałach 2012 r. sektor j.s.t. zaliczył nadwyżkę w wysokości 7,1 mld zł, podczas gdy po pierwszym półroczu było to 6,6 mld. Dość wspomnieć, że na koniec roku planowany był deficyt w wysokości 13,5 mld zł.
To, że kondycja finansowa samorządów zmusza je do drakońskich oszczędności, co w efekcie wpędzi Polskę w fazę kilkuletniego zahamowania inwestycyjnego, zaczyna wreszcie dostrzegać władza centralna. Do tej pory specjalizująca się głównie w przerzucaniu kolejnych zadań na gminy, teraz zaczyna zmieniać strategię.
Liczy się skutek
Dowodem tego miała być wczorajsza wizyta czołowych samorządowców u premiera. Chcieli przekonać go do swojego obywatelskiego projektu ustawy zwiększającego dochody lokalnych urzędów, pod którym podpisało się blisko 300 tys. osób.
Zgodnie z nim województwa miałyby zwiększyć swój udział we wpływach z podatku z 1,6 proc. do 2,03 proc. Powiaty do 13,03 proc. zamiast 10,25 proc. Najwięcej zyskałyby gminy - ich udział we wpływach z PIT wzrósłby z 39,34 proc. do 48,78 proc. Do tego dochodzi ok. 800 mln zł rocznie w formie subwencji ekologicznej dla gmin, na terenie których występują obszary chronione, takie jak Natura 2000, ograniczające samorządom możliwości inwestycyjne.
- Mamy również obiecane, że Sejm zajmie się tym projektem jeszcze w grudniu - mówi Edward Trojanowski, sekretarz Związku Gmin Wiejskich RP. - Ale istnieje obawa, że gest premiera może być tylko pozorny. Z naszych ustaleń wynika, że posłowie nie dają projektowi zbyt dużych szans na powodzenie, bo i tak decydujący głos w sprawie będzie miał minister finansów. Nawet gdyby projekt został przyjęty (np. kosztem mniejszych wpływów niż te, których domagają się samorządy), to i tak nie zacznie obowiązywać wcześniej niż w 2014 r.
Stop regule wydatkowej
Największym zwycięstwem samorządów w batalii z rządem było zastopowanie prac Ministerstwa Finansów nad regułą wydatkową, która miała z góry narzucić dopuszczalny deficyt tego sektora. - Od początku mówiliśmy, że dyskusja ta jest obok realnych problemów, z jakimi zmagają się władze lokalne. Obecne limity i tak wystarczająco nas ograniczają - twierdzi prezydent Poznania Ryszard Grobelny. W ten sposób lokalni włodarze "ugrali" ponad 5 mld zł - o tyle bowiem zdaniem Krajowej Rady RIO samorządy musiałyby przyciąć inwestycje, gdyby reguła weszła w życie. Ale i bez niej nie jest najlepiej - przez trzy kwartały br. samorządy wydały na inwestycje o 3,2 mld zł mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku.
Samorządy mają mocne argumenty, które pozwalają im domagać się równorzędnego traktowania ze strony rządu. Same podejmują się prób informatyzacji urzędów, opracowują własne koncepcje finansowania dróg lokalnych czy biorą na siebie ciężar negocjacji z nauczycielami. Co więcej, mają w rządzie istotnego poplecznika w postaci ministra Michała Boniego. - Chcę być adwokatem samorządów w łonie rządu - deklarował minister Boni na początku października, wzywając jednocześnie do rozpoczęcia realnej dyskusji o dochodach i wydatkach j.s.t. Choć znów z punktu widzenia samorządowych interesów bardziej opłacałoby się mieć w rządzie adwokata w postaci Jacka Rostowskiego.
Tomasz Żółciak
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu