Powiększy się kontrast między gminami bogatymi i biednymi
Wszystkie samorządy odczuwają pogarszanie się sytuacji finansowej. Zrozumiały jest więc protest przeciw mechanizmowi wyrównawczemu, uznawanemu przez bogatsze gminy za niesprawiedliwe obciążenie podatkiem janosikowym. Warto jednak zauważyć, że nawet najbogatsze gminy, w tym zwłaszcza miasto stołeczne Warszawa, też korzystają ze swoistego janosikowego. Tak bowiem określić można pomoc europejską - opodatkowanie bogatszych państw i regionów UE na rzecz wspierania rozwoju biedniejszych. Oczekując solidarności europejskiej, wypada także przyjąć podobną zasadę solidarności we własnym kraju.
Warto zdawać sobie sprawę, że poziom zróżnicowania dochodów samorządów w Polsce liczonych na mieszkańca (per capita) jest wyższy niż między PKB per capita krajów UE. Z jednej strony mamy gminę Kleszczów z dochodami przekraczającymi 32 tys. zł na mieszkańca, z drugiej strony gminy wiejskie, takie jak małopolskie Łukowica i Radgoszcz, gdzie dochody nie przekraczają 300 zł. Są miasta takie jak Jastarnia (ponad 13 tys. zł per capita), Sopot (powyżej 7 tys. zł), Warszawa (ponad 6 tys. zł), Wrocław i Poznań (ponad 4 tys. zł), a z drugiej strony Kalety, Myszków, Biłgoraj, Hrubieszów, Zduńską Wolą z dochodami poniżej 2 tys. zł. Województwo mazowieckie uzyskuje dochody na mieszkańca 327 zł, warmińsko-mazurskie - 63 zł. Nie można twierdzić, że to zróżnicowanie wynika wyłącznie z lepszego zarządzania czy większej zaradności i przedsiębiorczości mieszkańców. Największy wpływ mają tu uwarunkowania niezależne od samorządów, w szczególności swoista renta lokalizacyjna. Bogactwo wynika z wydobywanych na terenie gminy bogactw naturalnych (miedź, węgiel brunatny i kamienny), z lokalizacji dużych, dobrze prosperujących przedsiębiorstw, z atrakcyjności turystycznej, dobrej obsługi komunikacyjnej czy spełniania funkcji zaplecza mieszkalno-usługowego wielkich miast.
Być może podatek janosikowy byłby zbędny, gdyby państwo gwarantowało każdej gminie dochody umożliwiające wykonywanie podstawowych zadań. Niestety tak nie jest. By utrzymać szkoły, samorządy dopłacają ponad 20 proc. w stosunku do subwencji. Dopłacają zarówno Sopot i Warszawa, jak i biedne Kalety czy Myszków. Faktem staje się już zróżnicowanie szans edukacyjnych. Następuje proces prywatyzacji szkół: w Lelowie, Koziegłowach, w wielu innych gminach większość szkół publicznych przekazano stowarzyszeniom, a Karta nauczyciela staje się fikcją. Zróżnicowanie dochodów utrwala biedę. Biedne samorządy nie są w stanie wygenerować dochodu nawet na wkład własny, by skorzystać ze środków UE. Jest różnica cywilizacyjna między miastem, w którym powstaje stadion za 2 mld zł, a miastem, którego nie stać na przyzwoity budynek szkolny.
Każdy podatek boli, a w trudnej sytuacji finansowej obciążenia są bardziej odczuwalne. Być może godna uważnego rozważenia jest zmiana zasad naliczania janosikowego. Ale trzeba mieć świadomość zagrożeń wynikających ze zróżnicowania dochodów, z rosnących kontrastów między gminami biednymi a bogatymi. Myślę, że także bogate miasta obawiają się powtórzenia zjawiska latynosko-azjatyckiego - wlania się prowincjonalnej biedy do dużych miast, powstania tam slumsów zamieszkałych przez ludzi szukających swojej szansy w otoczeniu bogatszych. Rozwój Polski powinien opierać się na zasadzie solidarności. Nie ma sensu demokracja bez równych szans dla każdego, niezależnie od jego pochodzenia i miejsca zamieszkania.
Największy wpływ na zróżnicowanie dochodów gmin mają uwarunkowania niezależne od samorządów, w szczególności swoista renta lokalizacyjna
@RY1@i02/2012/027/i02.2012.027.08800020e.802.jpg@RY2@
Jarosław Kapsa Urząd Miasta Częstochowa
ŁS
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu