Metropolia czy mała ojczyzna? Może jedno i drugie
Pytanie zawarte w tytule wcale nie jest banalne i nieistotne dla rozwoju kraju. Problemów jest kilka. Począwszy od braku definicji aglomeracji, choć wiadomo, że generalnie chodzi o gminy skupione wokół centralnego, dużego miasta. Pojawiają się też głosy, że tak naprawdę ważna jest mała ojczyzna, czyli ta konkretna, nasza gmina, w której płaci się podatki i sprawdza, na co zostały przeznaczone - na miejski tabor, wyremontowane ulice, komunalne domy, ochronę zabytków.
Kością niezgody stała się ostatnio karta warszawiaka, która daje ulgi komunikacyjne mieszkańcom stolicy. Oni tu żyją, tu płacą podatki. Jako warszawianka przyklaskuję temu pomysłowi i odpieram ataki mieszkańców wianuszka gmin, którzy opodatkowani są gdzie indziej, a chcą korzystać z naszej infrastruktury i przywilejów. W kolizji ze stołecznym pomysłem stoją jednak przykłady innych aglomeracji, w których nawet mieszkańcy odległych od głównej metropolii miasteczek i wsi płacą za transport tyle samo. Mam też obawy, czy Polska nie podzieli się na kilka metropolii. A przecież podstawą administracyjną, zgodnie z konstytucją, pozostaje gmina. To ona ma dbać o swoich mieszkańców zarówno w sferze infrastruktury, jak i spraw społecznych. Może więc mieszkańcy ościennych gmin nie powinni obrażać się na inne, choćby metropolitalne, za to, że nie mają zniżki na bilety komunikacyjne czy teatralne w ramach ulg dla dużych rodzin. Na razie do Sejmu wciąż nie trafiła ustawa dotycząca metropolii. Dlaczego więc się dziwimy, że samorządy dbają przede wszystkim o własnych obywateli - przecież robią to zgodnie z prawem.
Oczywiście diabeł tkwi w szczegółach... finansowych. I na nie trzeba zwrócić uwagę. Bo finansowo unijny oddech na plecach już czuć. I chcąc nie chcąc, samorządy będą musiały łączyć się w aglomeracje, bo wówczas mają większe szanse na pieniądze z perspektywy na lata 2014-2020 (na Zintegrowane Inwestycje Terytorialne). Plany są, w skład dużych aglomeracji może wchodzić nawet kilkadziesiąt gmin. Co chyba jednak nie wyklucza samorządowych pomysłów na ulgi dla swoich mieszkańców.
Tymczasem gminy i tak mają dużo zobowiązań, które, wydawałoby się, powinny być finansowane z budżetu państwa. Przykładem są żłobki i przedszkola. Samorząd nie może odmówić przyznania dotacji na dzieci w żłobkach czy klubikach, nawet jeśli maluch nie ma meldunku na terenie gminy. Zobowiązany jest również dofinansować niepubliczny punkt przedszkolny i inne, także prywatne, placówki wspomagające rozwój dziecka.
Pytanie, czy chcemy mieszkać w metropoliach i ile ich powinno być - kilkanaście czy może tylko kilka - pozostaje jednak otwarte i musimy się zastanowić nad odpowiedzią.
@RY1@i02/2013/239/i02.2013.239.088000100.802.jpg@RY2@
Monika Górecka-Czuryłło zastępca redaktora prowadzącego
Monika Górecka-Czuryłło
zastępca redaktora prowadzącego
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu