Gdy dzielą pieniądze ze wspólnej kasy, obywatele się uaktywniają
Budżety partycypacyjne okazały się jedną z najlepszych metod na zaangażowanie mieszkańców w życie samorządów. Dlatego ich popularność rośnie
Twardych danych nie ma, bo Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji nie prowadzi statystyk w zakresie budżetów partycypacyjnych. - Liczba tego typu inicjatyw cały czas rośnie i trudno dokładnie wskazać ich liczbę - mówi Artur Koziołek, rzecznik resortu. Zaraz jednak dodaje: - Fundacja im. Stefana Batorego szacuje, że jest obecnie ok. 40 jednostek samorządu terytorialnego, które wprowadziły budżet obywatelski, oraz osiem, które są w trakcie realizacji tej idei. Należy jednak podkreślić, że inicjatywa cieszy się coraz większym poparciem i z każdym miesiącem chętnych przybywa.
To nie takie trudne
Modzie na budżety partycypacyjne, zwane również obywatelskimi, pomaga prosta, choć nieco czasochłonna procedura. Nie ma konkretnego aktu prawnego poświęconego takim projektom. Są one możliwe do realizacji na podstawie ustawy z 8 marca 1990 r. o samorządzie gminnym (t.j. Dz.U. z 2013 r. poz. 594 z późn. zm.), ustawy z 20 lutego 2009 r. o funduszu sołeckim (Dz.U. z 2009 r. nr 52, poz. 420 z późn. zm.) oraz ustawy z 27 sierpnia 2009 r. o finansach publicznych (t.j. Dz.U. z 2013 r. poz. 885 z późn. zm.).
Punktem wyjścia całego procesu jest uchwała rady gminy, w której zostanie określony model budżetu. Rajcowie muszą zdecydować, czy do dyspozycji zostanie oddana określona kwota, czy też procent całego budżetu danej jednostki samorządu terytorialnego.
Na przykład w Dąbrowie Górniczej mieszkańcy mogą zdecydować o przeznaczeniu 5 mln zł. - Nie ustalaliśmy, czy to ma być 1 proc. całości. Wyznaczyliśmy kwotę. Okazało się, że jest to nawet mniej niż 1 proc. Ale chcemy sprawdzić, jak taki mechanizm działa, czy ludzie są zainteresowani własnym podwórkiem - mówi Piotra Drygała z Urzędu Miasta, który prowadzi partycypacyjny program.
Czynnik społeczny
Kolejną istotną kwestią do ustalenia jest to, w jaki sposób lokalne władze włączą do konsultacji czynnik społeczny.
Dąbrowa Górnicza jest podzielona na dzielnice, tzw. historyczne, które nie pokrywają się z samorządowymi okręgami wyborczymi. Każda dzielnica dostała pakiet startowy w wysokości 30 tys. zł. Reszta kwoty zależy od liczby mieszkańców, i tak chociażby w Ząbkowicach jest to 380 tys. zł, a w Łękach 53 tys. zł. Katalog potrzeb, które zgłaszali mieszkańcy w jawnym głosowaniu (trzeba było podać miejsce zamieszkania i PESEL), był otwarty. Projekt musiał być podpisany przez 15 osób.
Z kolei na warszawskim Ursynowie postanowiono wybrać złożony z przedstawicieli władz dzielnicy oraz mieszkańców zespół ds. budżetu partycypacyjnego. Jego zadaniem będzie wypracowanie reguł, według których powstanie ostateczny kształt budżetu. Zgłosić do zespołu może się każdy, a grupa obywateli zostanie wyłoniona w drodze losowania.
Następnym etapem w tworzeniu budżetu partycypacyjnego jest zebranie opinii mieszkańców. Najpopularniejszym sposobem wydaje się internetowe głosowanie, najłatwiejsze i chyba najtańsze do zorganizowania. Jeśli jednak samorząd zadecyduje, że każdy zainteresowany może nadesłać do urzędu własne propozycje, niepochodzące z zamkniętego katalogu, to potrzebna będzie weryfikacja urzędników, czy dany wniosek jest możliwy do zrealizowania. Najważniejsze jednak, by zasady były jasne dla mieszkańców. Z doświadczeń samorządów wynika, że to klucz do tego, by zainteresować projektem możliwie najszerszą grupę mieszkańców.
- W Dąbrowie Górniczej 24 proc. pomysłów dotyczyło nawierzchni chodników i ulic, 16 proc. placów zabaw, 10 proc. parkingów. Były też projekty siłowni, doposażenia świetlic - wylicza Piotr Drygała. Wpłynęło ogółem 250 projektów, z których 125 urzędnicy uznali za możliwe do realizacji. - Ale 83 są jeszcze uzgadniane - mówi urzędnik.
To jednak nie koniec ustalenia projektów w ramach budżetu partycypacyjnego. Ostateczne głosowanie odbędzie się w listopadzie po trwających właśnie spotkaniach z mieszkańcami. Każdy mieszkaniec będzie wiedział, jaka jest pula pieniędzy do podziału w jego dzielnicy.
- Z dziesięciu punktów do dyspozycji będzie mógł na przykład przeznaczyć sześć na chodnik, a cztery na plac zabaw. Głosować można przez internet, ale też w punktach zorganizowanych chociażby w szkołach - wyjaśnia Piotr Drygała. - Dowiemy się, czego ostatecznie mieszkańcom na własnym podwórku najbardziej potrzeba.
Następnie propozycje mieszkańców przeanalizuje rada gminy i to ona podejmuje stosowną uchwałę w tym zakresie.
Na wsi od lat
W mniejszych gminach wiejskich i wiejsko-miejskich budżety partycypacyjne są konsumowane w postaci funduszy sołeckich.
- To u nas formuła stosowana już od 12 lat - mówi wiceburmistrz Kozienic Igor Czerwiński. - Sołectwa zgłaszają swoje zapotrzebowania, wnioski mogą też zgłaszać mieszkańcy podczas spotkań z władzami i radnymi gminy. Potem wnioski są analizowane i w ramach dostępnych środków gmina je realizuje. Zazwyczaj dotyczą drobnych potrzeb, chociażby wybudowania przystanku autobusowego, postawienia oświetlenia. W tym roku przeznaczyliśmy na te wydatki około 30 tys. zł - mówi wiceburmistrz Czerwiński.
Monika Górecka-Czuryłło
Piotr Pieńkosz
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu